Wspomnień czar
Źródło: Słowo Polskie
Maj 1978 roku.
Godz. 11. Mecz zaczyna milicja. Grupa funkcjonariuszy w mundurach i w cywilu czeka w Żmigrodzie na poznański pociąg. Milicjanci mają doświadczenie z poprzednich gier i wiedzą, że należy
dmuchać na zimne. Przede wszystkim wyłączyć potencjalnych sprawców. Na razie jeszcze nikt nie przypuszcza, że za kilka godzin trzeba będzie poznaniaków otoczyć i chronić.
Godz. 13.08. Na peron 1 wrocławskiego Dworca Głównego wjeżdża pociąg osobowy z Poznania. Wysypuje się kilkuset pasażerów w dużych zwartych grupach. Nic się nie dzieje.
Obiektyw "Canona" wzbudza zainteresowanie. Ktoś woła do kolegów:
- Tej, fotografują! Zaś wyciągamy flagi?
- Ale, to jest zabronione! Jeszcze nie teraz, chcesz żeby ci który po kalafie natrzaskał, nie?
Godz. 15.05. Stadion Olimpijski prawie pusty. Na trybuny przez kałuże i błoto brną pierwsi wrocławscy kibice. Najpierw ci z sektora pod wieżą, najwierniejsi, najgłośniejsi. Zielono-biało-czerwone szaliki, czapeczki, kaski, hełmy, swetry, chusty, flagi, transparenty...
Godz. 15.20. Jedna trzecia sektora pod wieżą wypełniona. Zimno. Trzeba się rozgrzać. Najlepiej przez trąbienie. Najpierw czystej i żytniej. Porządkowi przy wejściu kontrolują torby i teczki, ale co tam taka kontrola!
Godz. 15.25. Milicjanci już rozstawieni wokół boiska i na trybunach. Jestem ciągle w sektorze pod wieżą, pytam jednego z funkcjonariuszy, który stoi przy siatce koło bieżni:
- Poznaniaków przypadkiem nie ma w pobliżu?
- Panie gdyby byli, dawno mielibyśmy naparzanie! Są w sektorach po drugiej stronie boiska. Na razie siedzą cicho.
- Ale panu tu może być gorąco.
- Może, organizator sprzedaje amunicję.
- Co?
- No, ciemne piwo. W butelkach. To bardzo niemądre. Stałem w tym samym miejscu na meczu z Wisłą. Poleciały dwie butelki, tylko zafurczało koło głowy.
Godz. 16.00. Kilka sektorów już po rozgrzewce, ostre śpiewy. Poznaniacy siedzą cicho Flag nie widać, czapeczki pochowane po kieszeniach.
Godz. 16.30. Stadion huczy, sektor pod wieżą przewodzi. Poznaniaków nie widać.
Godz. 16.45. Lech wychodzi na boisko. Przeciągły, gremialny gwizd.
Godz. 16.48. Śląsk wychodzi na boisko. Wrzask. Pieśń "Śląsku mój kochany".
Godz. 16.52. Spiker wita i przedstawia drużynę gości. Gwizd, sektor pod wieżą demonstruje czarną flagę z trupią czaszką, piszczelami i napisem "Śmierć Lechowi". Każde nazwisko piłkarza tłum kwituje krótkim słowem na "ch". Spiker apeluje o odrobinę kultury. Gwizdy.
Godz. 16.54. Spiker przedstawia drużynę Śląska. Wrzask radości. Po każdym nazwisku odzew "Śląsk". Pieśń "Sto lat" dla dwóch Zygmuntów - solenizantów.
Godz. 17.00. Sędzia gwiżdże, piłka w grze. 40-tysięczny tłum ryczy i gwiżdże, na przemian w zależności od tego, kto kopie akurat i w którą stronę.
Godz. 17.35. Sędzia każe wyrzucić piłkę z autu piłkarzowi Lecha tłum uważa, że powinien piłkarz Śląska. Sędzia otrzymuje za karę krótki epitet na "ch".
Godz. 18.15. Lech trzyma się twardo. Zero - zero. Poznaniaków to urządza, wyciągają flagi. Wrocławianie wyciągają zapałki. Flagi płoną. Wkracza milicja, koniec incydentu, poznaniacy znów siedzą cicho.
Godz. 18.29. Piłkarz Lecha dostaje czerwona kartkę. Wrzask. Sędzia znów jest kochany.
Godz. 18.45. Wrzask, wrzask, wrzask, "Sto lat" i "Śląsku mój kochany". Koniec meczu na boisku.
Godz. 19.05. Stadion pusty, nie licząc kilkunastu 10 - 12-letnich chłopców. Zbierają pozostałości po czystej i żytniej. Uginają się pod ciężarem worków i koszy pełnych pustych butelek.
Godz. 19.25. Falujący, radosny tłum przesuwa się w stronę centrum. Tramwaje z winogronami. Flagi i śpiewy.
Godz. 19.49. Ulicą Dworcową idzie grupa poznaniaków. Ulicą Kołłątaja, równolegle, dziesięciokrotnie większy tłum wrocławian. Spotykają się przed dworcem. Scysja, do bójki nie dochodzi, milicja chroni poznaniaków, odprowadza do pociągu.
Godz. 21.00. Koniec meczu dla milicji.
Godz. 8.30 Nazajutrz. Z Komendy Wojewódzkiwj MO otrzymuję bilans spotkania: 11 zatrzymanych za zakłócanie porządku publicznego, 4 odwiezionych do izby wytrzeźwień, 69 odebrano przy wejściu na stadion wódkę. Wnioski do kolegium. Mecz został uznany jako trudny. Sprawcami wszystkich awantur byli kibice wrocławscy. Wyrostki 16 - 18 lat.
Funkcjonariusz MO: - I oni potem płaczą, że jak jadą do Poznania, to ich biją. To nie ma nic wspólnego ze sportem. Dziwie się, że tych wyrostków nie próbują utemperować dorośli kibice, ci, którzy lubią i szanują sport. Siedzą na trybunie i kupują te wszystkie wybryki, ani słówkiem nie zaprotestują. Żałosne.
Tekst: MAREK RYBCZYŃSKI
Specjalne podziękowania dla braci Jakubowskich (Popowice) za udostępnienie archiwów