Śląsk
Wrocław
2:1(1:0) GKS
Bełchatów

Bramki:
Szewczuk 42, 90+3 - Drzymont 70

Śląsk: W. Kaczmarek - Socha, Celeban, Sztylka(k), Cap(Pawelec 66) - Ostrowski, Dudek, Łukasiewicz, J. Gancarczyk, Mila(Ulatowski 77) - Sotirović(Szewczuk 28)

GKS: Kozik - Herrera, Drzymont, Pietrasiak(k), Popek - Kuklis, Jarzębowski, Rachwał, Gol(Adamiec 66) - Garguła(Cetnarski 86), Costly

Żółte kartki: Cap - Kuklis, Herrer, Gol,

Sędzia: Dawid Piasecki

Widzów: 5000


 Relacja ze spotkania: Śląsk gra do końca

Dla takich chwil warto... nigdy nie wychodzić ze stadionu przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Po golu Tomasza Szewczuka w 94. minucie Śląsk pokonał 2:1 ubiegłorocznych wicemistrzów Polski.

To był bardzo dziwny mecz. Gole padały w nim wtedy, kiedy nikt ich się nie spodziewał, a gdy wydawało się, że wreszcie coś wpadnie, defensywy wychodziły z opresji obronną ręką. Początek pojedynku należał do Bełchatowa. Grający po kontuzji Łukasz Garguła dwukrotnie wypracował kolegom idealne sytuacje, jednak Jacek Popek w 8. minucie i Costly w 13. przestrzelili mając przed sobą już tylko Wojciecha Kaczmarka.

Tymczasem pierwsza groźna akcja wrocławian w 41. minucie przyniosła im prowadzenie. Sebastian Mila groźnie dośrodkował z rzutu wolnego, Janusz Gol zdołał jeszcze wybić futbolówkę, ale przejął ją Janusz Gancarczyk, sprytnie minął Jhoela Herrerę i doskonale wrzucił do Tomasza Szewczuka. Napastnik Śląska, który kilkanaście minut wcześniej zastąpił kontuzjowanego Vuka Sotirovicia, ładnym uderzeniem głową pokonał Krzysztofa Kozika. To już 3. kolejny występ tego zawodnika z wpisem na listę strzelców, ale pierwszy gol w ekstraklasie od prawie 3 lat (w barwach Korony Kielce w Wodzisławiu Śl.).

Po przerwie goście odkryli się narażając się na kontry. Kontry WKS-u stawały się coraz groźniejsze, ale bełchatowianie wykorzystali moment przerwy w grze spowodowany kontuzjami i zmianami. Gospodarze stracili rytm i po rzucie rożnym Garguły Marcin Drzymont główką wyrównał.

Remis nie satysfakcjonował żadnej ze stron, ale w końcówce więcej sił zachowali wrocławianie. Długo nie mogli sobie wypracować okazji strzeleckiej. Dopiero indywidualna akcja w przedostatniej minucie doliczonego czasu gry wprowadzonego na kwadrans przed końcem Krzysztofa Ulatowskiego przyniosła rzut wolny tuż za linią pola karnego. Strzał Krzysztofa Ostrowskiego trafił w mur, ale futbolówka spadł pod nogi Szewczuka, a ten bez namysłu kropnął lewą nogą płasko przy krótkim słupku.

Szczęśliwy strzelec wylądował „na płocie”, gdzie gratulowali mu wprawieni w stan euforii kibice. Śląsk już po raz drugi pokonał w ekstraklasie Bełchatów po golu w samej końcówce. Podobnie było w 1996 r., kiedy to Dariusz Tataj trafił w 87. minucie na 1:0.

Poprzednie zwycięstwo w doliczonym czasie WKS odniósł z Unią Janikowo (1:0), kiedy Jakub Małecki okupił 3 punkty złamaną nogą. Bramkę po 90. minucie w najwyższej klasie rozgrywkowej wrocławianie poprzednio zdobyli z KSZO (Piotr Jawny na 2:2, jesienią 2001 r.), zaś dająca zwycięstwo z Górnikiem Zabrze (Jarosław Góra w 1995 r.)

Autor: