Chłodnym okiem: Jest ich trzech

26.04.2011 (20:28) | Adam Osiński
Od lat wieszano psy na polskich trenerach. Do kraju ściągano ludzi z obcymi paszportami, którzy mieli być lepsi, bo nie byli stąd. Cudotwórcy wśród nich się nie odnaleziono. Mistrzostwo Polski trener z zagranicy po raz ostatni zdobył w 2005 roku. Był nim Werner Liczka, który od Henryka Kasperczaka przejął samograja, a i tak z Krakowa został szybko pogoniony. Czar prysł chyba w momencie, gdy w fatalnej atmosferze z reprezentacją żegnał się Leo Beenhakker. Dziś w ekstraklasie pracuje raptem trzech (Jurija Szatałowa traktuję już jak swojego) szkoleniowców spoza Polski. I wszyscy w ostatniej kolejce zawiedli.


 

Roberta Maaskanta przechytrzył akurat ten, o którym mówi się \"nestor polskich trenerów\". Holender nie ustrzegł się we Wrocławiu błędów. Jeśli nie wyciągnie wniosków, w czerwcu Liczka nadal będzie tym ostatnim. Wisła ma trudny terminarz, ale także ten atut, że jej szkoleniowiec pod Wawelem fachu się nie uczy, bo do naszej ligi trafił prosto z Eredivisie.



Na lekcje przyjechał za to Jose Maria Bakero. Gorzej że korepetycje, które Hiszpan otrzymuje w Warszawie i Poznaniu, nijak nie wpływają ani na rozwój jego, ani polskiej piłki. Remis z Bełchatowem był wykładnią aktualnych możliwości Lecha, wygrane z Legią i Podbeskidziem to wyniki ponad stan, skutek szczęśliwego zbiegu okoliczności i indywidualnych popisów. Najmniej póki co wiemy o Frantisku Strace. Ale jedno na pewno: CV to ten Pan posiada. Na razie Arka w czwartym meczu pod jego wodzą poległa po raz drugi: w Warszawie 0:4. Właściciel gospodarzy, Józef Wojciechowski, od kilku tygodni już wie, że na zagranicznych trenerów nie można ślepo stawiać.