Chłodnym okiem: Mistrzowski plan dwuletni

23.08.2011 (19:50) | Adam Osiński
Znów Wisła pokpiła sprawę. Jeszcze co prawda nie przegrywa, ale już idzie szlakiem, który rok temu wyznaczył Lech. Czy poznaniacy żałują, dokąd zaszli? Otóż niekoniecznie. Kolejorz w Europie pokazał się i co nieco zarobił, by teraz, będąc na maksa skupionym na lidze, w roli faworyta celować w tytuł. Potem pomyślą o kasie z Champions League, a w międzyczasie sprzedadzą Rudneva, którego wartość wzrosła dzięki występom w Lidze Europy. Taki plan dwuletni.


 

Biała Gwiazda chyba go sobie przyswaja. Wynik dzisiejszego meczu na Cyprze niczego nie zmieni, bo krakowianie w Europie i tak zagrają, z tym że plan wypali w 100%, jeśli nasz mistrz trafi do tych bardziej prestiżowych rozgrywek. A Robert Maaskant chyba ma świadomość, że tym razem w polskiej lidze znajdzie się klub (Lech, a może – w wersji optymistycznej – również Śląsk), który w grudniu będzie wyraźnie wyprzedzał całą średnią resztę. Ciekawe, czy holenderski trener będzie się starał zachować równowagę w zaangażowaniu podopiecznych na dwa fronty. Skoro w Kielcach wystawił rezerwy, to pokazał, że na razie mu na tym nie zależy.



A czy ktoś poza Lechem i Śląskiem może odskoczyć? 4 kolejka pokazała, że nie. Jak zwykle najgłośniejsza była Warszawa, ale szumne zapowiedzi prezesa Polonii i piłkarzy Legii niedługo mogą się zamienić w krzyk rozpaczy. Nad dominacją Lecha (i Rudneva) nie ma już co się rozwodzić, a nad grą WKS-u będziemy się rozpływać, jeśli zespół będzie pewniejszy w obronie. W Warszawie mogło być różnie, gdyby zabrakło szczęścia. Ono sprzyja nam i oby słynne powiedzenie okazało się prawdziwe.