Aktualności

Chłodnym okiem: Kafar we Wrocławiu

25.10.2011 (22:01) | Adam Osiński
Do tego meczu pozostały już tylko godziny. Wszyscy poddali się jesiennej gorączce, odliczając czas spędzony w kolejce po bilety bądź ilość sprzedanych wejściówek. Nic dziwnego, to będzie wieczór, który przejdzie do historii. Tak, mamy prawo celebrować przenosiny na obiekt przy al. Śląskiej. W tym jednak miejscu stadionowi turyści mogą zakończyć czytanie tego tekstu. Bo nie zapominajmy, po co tam pójdziemy. Nasz klub walczy o ligowe punkty. Dla przypomnienia: gramy z Lechią.


 

W Gdańsku atmosfera się zagęszcza. A to sprawia, że w piątek będzie... tylko trudniej. Precz z Kafarem – głoszą całkiem jawnie kibice biało-zielonych. Piłkarze jakby odwrotnie. Im krytyka ich trenera większa, tym lepiej grają. Przynajmniej punktują. Gdyby Kafarskiego chcieli zwolnić, z Zagłębiem i Lechem nie ugraliby czterech oczek. Transparent zaprezentowany w meczu z Kolejorzem i piłkarzy, i trenera tylko zmobilizuje do tego, by wrocławskie święto zepsuć. Z kim udowodnić swoją wartość, jak nie z liderem na jego boisku?



Sami kibice Lechii przyznają, że ich zespół w dwóch ostatnich kolejkach walczył. A to wystarczy, by w tym kraju pokonać każdego. Nawet jeśli ten zespół nie jest już kadrowo tak mocny (to właśnie za nieudane transfery sympatycy Lechii obwiniają Kafara), to ma w składzie indywidualności. Teraz na ustach wszystkich jest Wojciech Pawłowski, który w ekstraklasie nie puścił jeszcze gola. Jeśli we Wrocławiu wytrzyma do 30 minuty, pobije rekord Łukasza Fabiańskiego. A przecież Śląsk rzadko kiedy otwiera worek z bramkami. Czy nasza inauguracja zakończy się takim samym rezultatem jak premierowe spotkanie na PGE Arenie?