Aktualności

O kółeczkach Sebastiana Dudka

01.11.2011 (14:38) | Andrzej Gomołysek
Podczas meczu Śląska z Podbeskidziem miałem wyjątkowo okazję przebywać na pozaprasowej części trybun. Najwięcej kibicowskich frustracji w zespole Śląska (obok dramatycznie nieskutecznego tego dnia Cristiana Diaza) wzbudzał środkowy pomocnik, ściągnięty kilka lat temu z Promienia Żary. Lista zarzutów obejmowała granie do najbliższego rywala, wszechobecne kółeczka z piłką, spowalniające akcje i przewracanie się przy niemal każdorazowym kontakcie z rywalem. Wydawać by się mogło, że taki zawodnik nie może mieć miejsca w ekipie wicemistrza i lidera Ekstraklasy. A jednak ciągle jest blisko pierwszej drużyny, nierzadko nawet i występuje w podstawowej jedenastce. Po głębszym zastanowieniu w większości przypadków ma to jednak sens.


 

Wróćmy na moment kilka lat wstecz. Kiedy Śląsk grał jeszcze na drugim poziomie rozgrywkowym, nasz bohater grał początkowo dokładnie to samo, co teraz. Okrzepł po pierwszej rundzie i zaczął stanowić ważny punkt drużyny. Początki w Ekstraklasie nie były dla niego łatwe, ale wraz z kolejnymi kolejkami poczynał sobie coraz lepiej. Po przyjściu Sebastiana Mili nie był już głównym rozgrywającym, ale tak długo jak mógł odciążać go z krycia rywali, były reprezentant Polski mógł dogrywać precyzyjne prostopadłe piłki na nabiegających skrzydłowych, zaś Śląsk windowało to w górę tabeli.



O tym jak dobrze się ten system sprawdzał, świadczy sytuacja, kiedy Dudka zabrakło. Śląsk przeszedł na 4-4-2 i wyłączenie z gry osamotnionego Mili powodowało, że nie było komu ciągnąć akcji do przodu. Powrót pomocnika, po uniemożliwiającej mu grę chorobie, spowodował ponowną grę 4-5-1 z tercetem Łukasiewicz - Dudek - Mila w pomocy. Ten pierwszy odpowiadał tylko i wyłącznie za destrukcję, trzeci za rozegranie piłki, starszy zaś z Sebstianów miał za zadanie otrzymać piłkę i rozprowadzić ją tak, żeby nie stracić, czyli w miarę bezpiecznie, a najlepiej jeszcze, aby posunęło to akcję jak najbardziej do przodu. O tym, że potrafi to robić bardzo dobrze, świadczy początek sezonu 2009/2010, kiedy zastępował w tej roli Sebastiana Milę. Zdarzały mu się wtedy momenty gry porywającej (najlepszym chyba przykładem 2-3 z Polonią), pokazujące naprawdę nieprzeciętny talent.



Z biegiem czasu jednak nastała równia pochyła. I Dudkowi i Śląskowi zdarzały się występy coraz gorsze, czego efektem był marsz w dół tabeli, ostatecznie zaś zwolnienie Ryszarda Tarasiewicza. Nieco wcześniej, w związku z kolejnym przejściem na 4-4-2, Dudek stracił miejsce w składzie. Pokryło się to niemal z początkiem zjazdu Śląska do strefy spadkowej. Zbieg okoliczności? I tak i nie.



Taktyka Śląska od momentu awansu do Ekstraklasy właściwie się nie zmieniała. W większości momentów rozegranie akcji opierało się na dograniu piłki do środka, zaś następnie prostopadłym podaniu na zbiegające skrzydło. Rywale zaczęli się do tej gry dopasowywać, kładąc ogromny nacisk na zneutralizowanie centrum, tak by piłka nie mogła trafić do zbyt szeroko ustawionych skrzydeł. W tym momencie tak Dudek, jak i Mila, mieli problemy z rozegraniem piłki. Odległości były za duże, by próbować przerzutów, więc te w większości były niecelne. Mimo to młodszy z Sebastianów nadal ich próbował, choć efekty były coraz gorsze. Starszy jednak nadal grał swoje, starając się nie dopuścić do strat. Ponieważ jednak dograć nie było komu - musiał holować piłkę, robiąc z nią kolejne kółeczka i opóźniając rozegranie, z którego prawdopodobnie i tak nic by dobrego wyjść nie mogło.







Wiąże się to z ryzykiem. Gdy piłkę ma się długo, ktoś się pokusi w końcu o odbiór. Rywale dostrzegali, że Dudka warto zaatakować ostrzej, gdyż nie trzyma się zbyt mocno na nogach, a że środek dość często jest odcięty, nie będzie miał możliwości, by piłkę oddać. Tak więc do kółeczek doszła ogromna ilość kontaktów z murawą i niestety strat. Przy kolejnym przejściu na 4-4-2 jedynym rozgrywającym pozostał Mila. Skutek był tragiczny, o rozegranie było jeszcze trudniej, bo w środku graczy było jeszcze mniej, zaś były reprezentant Polski mimo umiejętności szybszego reagowania niż jego starszy kolega, ze swoimi zadaniami podołać nie mógł. Po zmianie szkoleniowca, Orest Lenczyk zmienił ustawienie najpierw na 4-4-2 z dwójką defensywnych pomocników, zamiast kurozalnego diamentu z szerokimi skrzydłami. W pierwszym składzie swoje miejsce znalazł Dariusz Sztylka, który pozostał w nim także po przejściu na 4-2-3-1. \"Rubik\" do końca sezonu zanotował zaś już tylko dwa występy, wchodząc w obu przypadkach w 79. minucie meczów z Koroną i Arką przy Oporowskiej.



Wydawało się, że chwile Dudka na Oporowskiej są policzone. Nieoczekiwanie jednak wrócił do składu na początku obecnego sezonu. Śląsk jest liderem, przeszedł dwie rundy europejskich pucharów, więc decyzji tej bronią wyniki, kibice zaś dwukrotnie wybierali go na piłkarza meczu. Dudek z ofensywnego pomocnika został ostatecznie przekwalifikowany na człowieka od czarnej roboty w środku. I tu dochodzimy do sedna.



Swego czasu pochodzący z Żar pomocnik pełnił bardzo dużą rolę w rozegraniu. Obecnie o takiej nie ma już mowy, bo specyfika jego pozycji jest inna. Musi dość mocno zbalansować swoją grę między defensywną i ofensywą. Jako zastępujący de facto na pozycji i w zadaniach Sztylkę lub Każmierczaka nie może pozwolić sobie na zbyt wiele ryzykownych zagrań i strat, musi też więcej biegać, żeby zamykać krycie. Problem w tym, że nie jest to rzecz, w której będzie się czuć naturalnie, przez naście lat grając co innego. Trudno jednak mieć pretensje o sposób, w jaki wywiązuje się ze swoich zadań. Cięzko powiedzieć, żeby w którymś z meczów błyszczał, trudno powiedzieć, żeby w jakimś zawiódł.



Zresztą - ciężko by było zrobić z niego teraz playmakera. Być może w sytuacji, kiedy szeregi rywala są luźne, a czasu na rozegranie sporo (tak jak np. w meczu z Wisła w zeszłym sezonie na Oporowskiej - ostry pressing gości na połowie Śląska, ale im dalej, tym łatwiej). Dudek posiada jak na polskie warunki bardzo dobrą techniką. Widać to przy dłuższych podaniach, gdy ma na nie więcej czasu, widać było po idealnie przymierzonym strzale z Dundee, kiedy mógł sobie na to mierzenie pozwolić.







Widać wreszcie po wykonywaniu karnych, w których radzi sobie naprawdę doskonale, co bierze się z tego, że ma umiejętności, żeby bez presji czasu i miejsca zagrać dokładnie to, co sobie wymyśli.







Gorzej, kiedy czasu i miejsca brak. Nieudane zagrania biorą się z dwóch rzeczy - albo głowa pomyśli dobrze, a noga nie jest w stanie tego wykonać, albo noga ma potencjał, żeby coś wykonać, ale głowa nie zdąży pomyśleć (przypadki kiedy i głowa nie zdąży pomyśleć i noga nie umie wykonać optymistycznie w profesjonalnej piłce pomińmy). U Dudka problemem jest ta druga rzecz, jeśli coś sobie zamyśli na czas - zagra to bardzo dobrze. Nierzadkie są jednak sytuacje, że po prostu nie zdąża. Kilkanaście miesięcy temu notował doskonałe występy, bo rywale jeszcze nie rozpracowali Śląska na tyle dobrze, żeby temu zaradzić. Dziś Dudek ma na rozegranie połowę czasu co kiedyś i stąd zamiast prostopadłych piłek do przodu, biorą się kółeczka z piłką i jej wycofywanie. W dodatku jest bliżej własnej bramki niż kiedyś, więc musi się skupić na tym, żeby piłki nie stracić.





Problem Dudka wśród obserwatorów jest taki, że nie gra tego, do czego predestynowałaby go bardzo dobra technika użytkowa. Natomiast w obecnym składzie Śląska jest konieczna w jego wykonaniu bardziej rzemieślnicza robota. Ktoś tę piłkę musi odebrać na własnej połowie, rozruszać nieco szeregi rywala, nie tracąc przy tym futbolówki. Pada na niego. Inna to rzecz, że trudno powiedzieć, jak poradziłby sobie jako główny rozgrywający. Czasu i miejsca na rozegranie coraz mniej, zaś jako się rzekło, pomocnik z Wrocławia nie zawsze zdąży pomyśleć o zagraniu, jakie mógłby i umiałby wykonać. Prawdopodobnie w meczach, w których rywal pokazałby otwartą piłkę, mógłby jeszcze nieraz błysnąć. Tylko, że rywale już dawno odkryli, że aby ze Śląskiem ugrać punkty, trzeba maksymalnie zablokować środek i czekać na swoje szanse. A taka sytuacja powoduje, że Dudek musi grać mało widowiskowo, wykonując mało efektywną, ale jednak potrzebną pracę.