Aktualności

Chłodnym okiem: Fluktuacje

22.11.2011 (20:57) | Adam Osiński
Teraz to się boję tylko jednego – obiektu na Pilczycach. Tego, że nasi piłkarze nie poradzą sobie z presją dziesiątek tysięcy par oczu, z murawą, której prawie nie znają. Powie ktoś, wygrali tam z Lechią. Pamiętam tekst Godlewskiego, w którym napisał, że Orest Lenczyk powinien przeprosić, bo spieprzył inaugurację. Powie ktoś, mocne słowa, bzdury, było 1:0. Owszem, trzy punkty zostały, dla piłkarzy i fanów z Oporowskiej tylko to się liczy. Ale nie było chyba drugiego takiego meczu w tej rundzie, w którym wynik tak bardzo nie przystawał do gry. U mnie czerwona lampka się zapaliła, oby w piątek zgasła.


 

Tomasz Kafarski powiedział, że jego byli podopieczni czują się na gdańskiej PGE Arenie ewidentnie źle. Chciałbym, aby wrocławianie nawet nigdy tak nie pomyśleli, bo zbyt długo wyczekaliśmy tej nowoczesności, by teraz miała się stać źródłem kłopotów. Śląsk jest najsolidniejszym zespołem ekstraklasy, w pozytywnym sensie powtarzalnym. Jeśli przenosiny na Al. Śląską tego nie zmienią, tak pozostanie.



W innych klubach źródła wahań formy są już całkowicie racjonalne, więc Śląsk rywalom odskakuje (dystansu nie zgubi tylko Legia, gdy pokona jutro Zagłębie). Za krótka ławka to na przykład problem okrzykniętej rewelacją Korony. Efekt: dwa punkty w pięciu ostatnich meczach. Problem Lecha nazywa się Jose Maria Bakero. Zespół, który imponował skutecznością, nie potrafi trafić do siatki od 386 minut. W Wiśle mamy zatrzęsienie. Liderów, którzy ratowali brak stylu, wyeliminowały kontuzje, Holender, który stylu nie wypracował, wyeliminował się sam. Jego pomagier w tydzień wiele nie posprzątał. Piłkarze Śląska są dziś silniejsi od krakowian. Czy ich psychika na pilczyckim stadionie też okaże się silna?