Aktualności

Chłodnym okiem: Śląsk pod presją

29.11.2011 (18:49) | Adam Osiński
Nie ma ludzi nieomylnych. Nie każda krytyka, która padła w tym miejscu, okazała się uzasadniona, nie każda prognoza trafna. Ale pewne rzeczy nie podlegają dyskusji. Białą chusteczką machałem hiszpańskiemu trenerowi jeszcze zanim zrobiła to publika w Poznaniu, bo hochsztaplerów w postaci Bakero polska piłka nie potrzebuje. Nie zmienia się Legia. To nadal zespół chimeryczny, który po meczu wielkim potrafi zagrać piach. Przy tych ułomnościach naszych rodzimych gigantów mistrzem jesieni został więc Śląsk.


 

O naszym klubie staram się pisać z ostrożnością. Czasem serce myśli jedno, a rozum (i chłodne oko) podpowiada co innego, czasem unikam zapeszania. Jednak na pewnym etapie, jeszcze przed sezonem, rozpalała się iskierka nadziei, że teraz stać nas na pokonanie każdego. Nic w tym nie było hurraoptymistycznego, bo przecież Śląsk stał się zespołem cenionym. I swoją klasę potwierdził w rundzie jesiennej. Ale – no właśnie – zespołem. Eksperci podkreślają, że WKS to kolektyw, zgranie, wytrzymałość i szybkość, a wszystko to zasługa Oresta Lenczyka. Niczego nie umniejszając trenerowi, chciałbym w końcu wyraźnie wyartykułować: w Śląsku Wrocław grają naprawdę dobrzy piłkarze. Nie gorsi od tych z Lecha, Wisły, Legii czy Polonii.



Od którego golkipera z tych klubów słabszy jest Kelemen? Czy Jaliens, Komorowski i Kamiński są lepsi od któregokolwiek z trójki Pietrasiak – Fojut – Celeban? Kto ma ból głowy przy wyborze napastnika? Nie mają go na pewno w Lechu, gdzie uzależnieni są od przystopowanego Rudnewa. Ljuboję w Legii wspiera młodzież uzdolniona, ale niekoniecznie gotowa już do walki o tytuł. A ilu w tych wielkich klubach mają graczy, którzy biją ze stojącej piłki jak Mila? Kto z czystym sumieniem powie, że Kaźmierczak i Elsner ustępują umiejętnościom Nunezowi, Vrdoljakowi, Golowi czy Injacowi? Mam wrażenie, że pewnych graczy ceni się wyżej tylko dlatego, bo na pewnym etapie kariery trafili akurat do Krakowa, Poznania czy Warszawy. Jasne, można się przekomarzać, wskazywać, że nie mamy drugiego Meliksona i kogoś tam jeszcze. Ale chodzi o coś innego. Naszym piłkarzom trzeba przyklasnąć, ale należy też od nich wymagać. Jeśli w tabeli zaliczymy obsuwę, będzie to wynik naszych błędów, a nie słabości.