Aktualności

Chłodnym okiem: Liga bez liderów

16.04.2012 (20:08) | Adam Osiński
Nie do pomyślenia, że na finiszu ligi drużyny z podium nie wygrały ze średniakami. Kiedyś czołówka prezentowała jakość – Widzew, Legia, trochę później Wisła czy Lech odrywały się od reszty, a tytuł nie raz rozstrzygały w bezpośrednich starciach. Jak pretendent nie był pewny efektu, to strzelał bramki nawet na zawołanie i wygrywał 6:0 bądź 7:1. Właśnie, dzisiejsza sytuacja ma jeden pozytyw: jest dowodem, że rozgrywki są czyste.


 

I to tyle. Giganci z 2012 roku muszą sprzedawać najlepszych graczy albo straszą bankructwem. Na boisku fundują zwykłą młóckę połączoną z brakiem ikry, a nawet – dosadniej – zaangażowania. Kibice wicelidera, który przecież potentatem ligi nie jest, skoro mistrzem był 35 lat temu, wymieniliby połowę składu i trenera, a właściciela wywieźli na taczkach. Oni chcieliby, żeby było dobrze, ale człapać po tytuł można nawet wtedy, gdy jest źle.



Mistrz Polski będzie odrobinę mniej słabszy od słabych. Jeden z dziennikarzy wyliczył, że Legia Warszawa zdobywa średnio 1,88 punktu na mecz, więc w Europie gorszy jest tylko jeden lider, Salzburg z Austrii. Ciekawe, że w czołówce polskiej ligi tylko dwa kluby mogą być zadowolone ze swojej postawy – Ruch i Korona. Bieda w Kielcach i Chorzowie stępiła oczekiwania, solidność przyjmowana jest z aplauzem, daje wymierne efekty w tabeli. Ale silnego zespołu w ekstraklasie po prostu nie ma.