Znów dramat w końcówce: Lechia – Śląsk 1:1

22.04.2012 (18:55) | Adam Osiński
Nasi piłkarze prowadzili w Gdańsku po golu Łukasza Gikiewicza. Potem Marian Kelemen czynił w bramce cuda, ale przy pomyłce sędziego był bezradny. Siedem minut przed końcem wyrównał ze spalonego Jakub Wilk. Śląsk prawie cały mecz walczył w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Tadeusza Sochy, który rozpoczął mecz w roli kapitana.


 

Z powodu kontuzji Sebastiana Mili szansę od pierwszej minuty dostał Dalibor Stevanović. W wyjściowej jedenastce zabrakło także Waldemara Soboty, którego zastąpił Łukasz Madej. Orest Lenczyk znów za to postawił na dwóch nominalnych napastników – Diaza i Gikiewicza.



Przed tygodniem plan taktyczny Lenczyka zmienił się po pół godzinie, gdy z boiska zszedł Mila, w Gdańsku runął jeszcze szybciej. Nie minął kwadrans, gdy Jakub Wilk wybiegł do prostopadłej piłki. Sytuację próbował ratować Socha, jednak wyraźnie spóźniony zahaczył nogi rywala. Sędzia Jarzębak nie miał wyjścia i pokazał kapitanowi wrocławian czerwoną kartkę. Do defensywy cofnął się więc Kaźmierczak, a na prawą stronę przeszedł Celeban.



Śląsk miał od tej pory pod górkę, a mogło być odwrotnie. W 5 minucie Stevanović nie trafił z kilkunastu metrów do pustej bramki. Słoweniec miał okazję zrehabilitować się za słabą grę w barwach WKS-u, ale wyszło jak zawsze. Z animuszem rozpoczęli też gospodarze – Kelemen obronił mocne strzały Grzelczaka i Traore.



Dramatycznie było, gdy poza boiskiem z powodu kontuzji kolana znalazł się Jarosław Fojut. W dogodnej sytuacji znalazł się Wilk, ale i on przegrał pojedynek z Kelemenem. Przyszły gracz Celticu przegrał w końcu z bólem i zmienił go Pietrasiak. Po jego błędzie do siatki powinien trafić Paweł Nowak, ale piłka minęła bramkę gości. Mimo braku jednego gracza WKS nie dał się lechistom zdominować.



Po przerwie Lechia atakowała z jeszcze większą werwą. Stevanović w końcu się na coś przydał, gdy stanął na na linii strzału Deleu. Podopieczni Lenczyka próbowali próbowali łapać stałe fragmenty gry na połowie gospodarzy. Po jednym z nich Pietrasiak uderzył lewą nogą, ale skiksował. W 63 minucie Diaz posłał piłkę z rzutu wolnego na piąty metr, gdzie wybiegł Piotr Celeban. Pawłowski zdołał odbić piłkę, ale nie miał wsparcia w kolegach z obrony. Do siatki z metra wbij ją Łukasz Gikiewicz, dla którego był to drugi gol w sezonie.



Wrocław miał więc dwóch bohaterów, ale na pierwszym planie był jednak Kelemen. W bramce Słowak wyczyniał cuda. Bronił strzały Wilka, Airapetiana, Traore, Machaja. Niektóre z nich po prostu musiały znaleźć drogę do siatki. Asystent sędziego musiał zaś w 83 minucie podnieść chorągiewkę, lecz tego nie zrobił. Na dodatek Wilka na długim słupku krył Stevanović, który przegrał pojedynek o górną piłkę. Efektem była bramka wyrównująca.



Z tej dającej prowadzenie cieszył się natomiast Piotr Duda. Przedwcześnie, bo kilka sekund przed jego strzałem faulowany był Dariusz Pietrasiak, co zresztą sygnalizował feralny asystent. W ostatniej minucie piłkę na nodze przed polem karnym miał jeszcze Kaźmierczak, ale tego uderzenia nie zapamiętamy.



Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław 1:1 (0:0)

Strzelcy: Wilk 83 - Gikiewicz 63



Lechia:
Pawłowski - Deleu, Kożans (80 Duda), Madera, Airapetian - Nowak, Surma, Bajić (69 Machaj), Traore, Wilk - Grzelczak (63. Lukjanovs)

Śląsk: Kelemen – Socha, Celeban, Fojut, Pawelec - Elsner, Kaźmierczak, Madej, Stevanović, Gikiewicz (83 Sobota), Diaz (81 Sztylka)



Żółte kartki: Pawelec, Diaz

Czerwona kartka: Socha – 14.

Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom)