W obronie nadal fatalnie: Helsingborg – Śląsk 3:1

08.08.2012 (19:52) | Adam Osiński
Choć Śląsk w pierwszej połowie rozbudził apetyt, to i tak wyraźnie przegrał. Rewanżowy mecz z Helsingborgiem w III rundzie eliminacji LM lepiej zaczęli wrocławianie – w 30 minucie gola zdobył Cristian Diaz. Później powrócił koszmar w defensywie, z czego ucieszył się Thomas Sörum – autor hat-tricka. Wniosek po spotkaniu jest jeden: trener Lenczyk musi szukać w tyłach nowych rozwiązań.


 

Orest Lenczyk jak powiedział, tak zrobił, i w pierwszej jedenastce wystawił Tomasza Jodłowca, który zastąpił w pomocy pauzującego za kartki Roka Elsnera. Miejsce na placu gry znalazło się także dla Dalibora Stevanovicia. W tej sytuacji do obrony, niespodziewanie kosztem Rafała Grodzickiego, został cofnięty Przemysław Kaźmierczak.

I choć o grze Śląska w pierwszej połowie można powiedzieć wiele ciepłego, to akurat wystawienie Kaza na środku defensywy strzałem w dziesiątkę nie było. Dwa razy wyszedł wyżej i został objechany, lecz rywale z tego nie skorzystali. Gdy w 43 minucie trzymał się tyłu, przegrał wyraźnie pojedynek biegowy z Finnbogassonem. Ten wyłożył piłkę Sorumowi i gospodarze doprowadzili do remisu.

Śląsk do tej pory prowadził bowiem po bramce Cristiana Diaza. W 30 minucie Sebastian Mila zagrał do Argentyńczyka prostopadłą piłkę, a ten mimo asysty Sadiku skierował ją po ziemi obok Hanssona. To nie był jednorazowy zryw wrocławian i dlatego tak szkoda głupio straconej bramki. Piłkarze WKS-u byli żwawi i od początku odważnie ruszyli do przodu. Szwedzi do momentu straty bramki mieli w ogóle problem, żeby zawiązać składną akcję. Chyba zlekceważyli gości po laniu, jakie im sprawili we Wrocławiu.

Śląskowi w to graj. Nasi gracze nie tylko gościli pod bramką Hanssona przy okazji rzutów wolnych i rożnych, ale wysoko podchodzili pod pole karne. Swoje szanse na 2:0 miał Diaz, ale brakowało mu precyzji. Dobre zawody rozgrywał Stevanović (w końcu!) i Waldemar Sobota, który a to łamał do środka, a to ciągnął wzdłuż linii.

Jeśli byli tacy, którzy wierzyli, że po przerwie Śląsk powalczy o awans, ich liczba w 51 minucie na pewno spadła do zera. Wtedy Finbogasson piersią zgrał piłkę do Soruma, a ten strzałem przy słupku po raz drugi pokonał Kelemena. A wszystko przez błędy w kryciu naszych środkowych.

W tym momencie powietrze musiało zejść z obu drużyn. Mimo to wrocławianie walczyli o honor. Mila w tempo zagrał do Diaza, a ten z ostrego kąta trafił w bramkarza. Przed szansą stanął też Patejuk, ale był blokowany. Później znów wyżej wyszedł Kaźmierczak i spóźnił się z interwencją. Do prostopadłego podania, oczywiście Finbogassona, dobiegł Sorum, podciął piłkę nad Kelemenem i cieszył się z hat-tricka.

Alfred Finnbogason na asystach poprzestać nie chciał i kwadrans przed końcem meczu podszedł do rzutu karnego po faulu Mariusza Pawelca. Wykonał go podobnie jak Grzegorz Baran w meczu Śląska z Bełchatowem w rundzie wiosennej zeszłego sezonu. I tym razem Kelemen obronił. Ten sam zawodnik w doliczonym czasie gry miał kolejną setkę, lecz znów przegrał pojedynek ze słowackim bramkarzem. Wrocławianie odgryzali się strzałami Stevanovicia z rzutu wolnego czy głową Łukasza Gikiewicza.

Helsingborgs IF: Śląsk Wrocław 3:1 (1:1)
Sorum 43 52 70 - Diaz 30

W 74 minucie Marian Kelemen obronił rzut karny wykonywany przez Finbogassona.

Helsingborg: Hansson, Sadiku, Atta, Mahlangu, Lindstrom (28 Nordmark), Gashi, Andersson, Wahlstedt (86 Bergholtz), Uronen, Sorum (72 Alvaro), Finnbogason

Śląsk: Kelemen - Kowalczyk, Pawelec, Kaźmierczak, Mraz - Sobota, Stevanović, Mila, Jodłowiec (76 Cetnarski), Patejuk (76 Ł. Gikiewicz) - Diaz (76 Voskamp)

Żółte kartki: Sorum
Sędziował: Deniz Aytekin (GER)
Widzów: 4000