Aktualności

Tragiczna postawa Mistrza

18.08.2012 (17:46) | Michał Zachodny
Śląsk zainaugurował rozgrywki Ekstraklasy przystępując do meczu z Widzewem w strojach na których było złote logo, na wzór Bundesligi, symbolizujące zdobyte Mistrzostwo Polski. Z pewnością kibice wrocławskiej drużyny woleliby, by w przyszłości ich klub upodabniał się do zwycięzcy ligi niemieckiej choćby ułamkiem procenta ich stylu gry i umiejętnościami. Bo na Widzewie w Śląsku brakowało wszystkiego.


 



Pod nieobecność zawodników, którzy podpadli zarządcom ligi przyśpiewkami podczas fety na wrocławskim rynku, Śląsk przystąpił w mocno eksperymentalnym zestawieniu. Trzech defensywnych pomocników, jeden skrzydłowy, jeden rozgrywający i napastnik to miał być sposób na rozmontowanie i tak już rozłożonej na kawałki formacji obronnej Widzewa. Co więcej, w Śląsku zabrakło Cristiana Diaza, który ponoć został ukarany za wyrażanie swojego niezadowolenia po zmianie w przerwie meczu o Superpuchar.



Spotkanie w Łodzi rozpoczęło się w atmosferze podobnej do tej z Warszawy, gdyż kibice gospodarzy protestowali przeciwko decyzjom zarządu Widzewa, który, ich zdaniem, mocno osłabił ten zespół. Niestety, nawet jeśli z Legią ta gra jakoś wyglądała, tak dzisiaj poziom był po prostu bardzo słaby, a obydwie drużyny kompletnie nie radziły sobie z opanowaniem piłki. Śląsk, mimo teoretycznej przewagi liczbowej w środkowej strefie, chaotycznie rozgrywał swoje akcje, które najczęściej opierały się albo na mocno niecelnym długim zagraniu Kaźmierczaka, albo szybkiej i równie krótkiej akcji indywidualnej Patejuka.



W dziewiątej minucie swoją szansę mieli gospodarze, gdy Alex odpowiednio wyszedł do prostopadłego podania, lecz uderzył obok słupka. Zrewanżować się powinien kilka chwil później Cetnarski, który po ciekawym zagraniu Voskampa znalazł się pięć metrów od bramki, ale podał piłkę w ręce Mielcarza. Kolejna interesująca akcja to popis nieudolności w rozegraniu od tyłu przyjezdnych - Socha nie miał pomysłu co zrobić z futbolówką, próbował zmienić stronę, ale tylko oddał piłkę rywalowi. Na szczęście, gdy Alex wyszedł sam na sam z Kelemenem, bramkarz Śląska wyjął mu piłkę spod nóg, a następnie... zabrał mu ją sędzia. Prowadzący spotkanie pan Daniel Stefański chwilę konsultował się z liniowym, by oddać futbolówkę golkiperowi. Nikt nie wiedział co się stało i po co ta przerwa była.



Pod koniec pierwszej połowy jeszcze Kelemen wypuścił piłkę po dośrodkowaniu i tylko przytomna interwencja obrońcy uchroniła Śląsk od straty gola. Sporo nerwów było, gdy Dhifallah padł w polu karnym będąc pod rękę z Kowalczykiem, ale sędzie tylko pokazał, by grać dalej.



Druga połowa na szczęście toczyła się w trochę bardziej żwawym tempie, lecz nie było dobrych informacji odnośnie gry mistrzów Polski. Co prawda dziesięć minut po przerwie świetne podanie w tempo dostał Patejuk, ale straszliwie spartaczył swoją sytuację, gdy powinien po prostu ograć Mielcarza i skierować piłkę do siatki. Zmarnowane sytuacje się mszczą, a że najlepszą zemsta pochodzi zawsze od byłego gracza... Późno wbiegający w pole karne Śląska Sebastian Dudek dostał dobre, płaskie podanie z lewego skrzydła, z niewiadomych przyczyn na kolana padł przed nim po raz kolejny beznadziejnie grający Kaźmierczak, pozwalając byłemu koledze na pokonanie Kelemena.



Co gorsze, po chwili Widzew mógł prowadzić już dwiema bramkami - Okachi potężnym uderzeniem starał się zaskoczyć Kelemena, lecz ten zbił piłkę na poprzeczkę. Orest Lenczyk starał się szybko zareagować na niekorzystny rozwój wydarzeń wprowadzając Waldemara Sobotę za Rafała Grodzickiego, który akurat prezentował się solidniej niż Marcin Kowalczyk. Jednak zamiast pozytywnej odmiany, piłkarze Śląska kontynuowali swój beznadziejny występ, popełniając proste błędy, frustrując siebie i trenerów. Nie widać było złości i chęci odbicia się od dna, ale tylko kolejne błędy i szukanie odpowiedzi długimi spojrzeniami w murawę, a nie w stronę ławki rezerwowych, kapitana czy najbardziej doświadczonych piłkarzy.



Zamiast tego atakował Widzew. Nastoletni napastnik, Mariusz Stępiński wymusił na Kelemenie dobrą obronę uderzeniem z główy, a po chwili już było praktycznie po spotkaniu. Mądrze, szybko i lepiej grający gospodarze podwyższyli na 2-0, Broź z łatwością na prawym skrzyle obiegł Wasiluka i po prostu przymierzył bliżej długiego słupka. Wpadło.



Minutę później Sobota powinien dać nadzieję Śląskowi, ale po minięciu dwóch obrońców, będąc na piątym metrze posłał piłkę obok bramki. Desperację przyjezdnych symbolizowało pojawienie się na boisku Piotra Ćwielonga, zawodnika, który według Oresta Lenczyka nie ma we Wrocławiu przyszłości, a kilka miesięcy temu podpadł szkoleniowcowi niewybrednymi komentarzami na jego temat. Teraz miał ratować wynik, bez przygotowania i po kontuzji jaką odniósł na testach w Polonii Warszawa.



Na szczęście coś dobrego się jednak w Śląsku wydarzyło. Niespodziewanie na prawym skrzydle pojawił się Elsner, udanie dośrodkował do niepilnowanego Kaźmierczaka, a ten po raz pierwszy dzisiaj popisał się udanym zagraniem. Na tyle dobrze przymierzył z główki, że Mielcarz wyjmował piłkę z siatki. Do końca meczu pozostawało dziesięć minut i nadzieja wciąż się tliła - w poprzednim sezonie to Widzew zabrał Śląskowi zwycięstwo w ostatnich sekundach, czy dziś miało się to odwrócić?



Śląsk atakował - Elsner mocno przymierzył z dystansu, Sobotę zablokował obrońca, a Kowalczyk popełniał błędy w obronie, nie mogąc sobie poradzić ze Stępińskim. Jednak ostatnie minuty to dominacja Widzewa, gdzie trójka młokosów, niedoświadczonych ligowców - wspomniany Stępiński, Rybicki i Pietrowski - robili co chcieli z defensywą przyjezdnych. Dwukrotnie musiał interweniować Kelemen. Śląsk przegrał grając doprawdy tragicznie, a co najgorsze, zawodnikom jakby brakowało umiejętności, by pokazać dużo niżej notowanemu rywalowi jego miejsce w szeregu. Tymczasem to właśnie piłkarze Lenczyka byli wolniejsi, słabsi fizycznie i po prostu gorsi od chaotycznie montowanej ekipy Widzewa.



Widzew Łódź 2-1 (0-0) Śląsk Wrocław



Strzelcy: Dudek 57 Broź 74 - Kaźmierczak 79



Składy:

Widzew: Mielcarz - Broź, Phibel, Abbès, Bartkowski - Bruno (74, Rybicki), Bartoszewicz, Dudek (76, Pietrowski), Princewill Okachi, Kaczmarek - Dhifallah (68, Stępiński).



Śląsk: Kelemen - Socha, Kowalczyk, Grodzicki (65, Sobota), Wasiluk (90, Spahić) - Patejuk (78, Ćwielong), Jodłowiec, Elsner, Kaźmierczak, Cetnarski - Voskamp.



Widzów: 2000

źródło: własne