Aktualności

Chłodnym okiem: Bo w obronie bryndza

28.08.2012 (20:08) | Adam Osiński
Sporo miłych słów padło pod adresem polskiej ligi w ostatnich dniach. Na inaugurację sypnęło golami, zawiązało się kilka akcji na poziomie, polskie drużyny pokazały, że jednak potrafią odrobić stratę z nawiązką. Wielu spodziewa się teraz, że ekstraklasa pomimo problemów będzie atrakcyjna i w końcu do oglądania – czy to na stadionie czy przed telewizorem. W drugiej kolejce skuteczność spadła nieznacznie, to i powodu do alarmu niby nie ma. Bo mecz Polonii z Lechem to reklama naszej piłki, a Legia gra sexy football. Aż przyszedł dzień powołań do reprezentacji na start eliminacji MŚ i nominację otrzymuje napastnik 34-letni, Marek Saganowski. Gdzie są ci, którzy odmienili obraz ligi?


 

Żeby była jasność: nie krytykuję Waldemara Fornalika, nie podważam jego decyzji, nie chcę nawet wchodzić w polemikę, czy gracz Legii powinien w kadrze być. Właściwie to selekcjonera rozumiem. Czy nie jest tak, że te gole strzelane na naszych boiskach to tylko zwykły przypadek? Nie podniecajmy się. Przecież do siatki do tej pory trafiali wiekowi Ślusarski, Surma, Dudek, Sagan, Kaźmierczak, Bonin czy obcokrajowcy, jak choćby Ljuboja i Edi. Siła ofensywna polskich klubów nie zwiększyła się nic a nic. Zresztą jak mistrz Polski atakował dziewięciu rywali w niedzielę, widzieliśmy. Ale analizy sytuacji w Śląsku chciałbym teraz uniknąć. Napiszę ogólnie: to obrona wielu klubów obniżyła loty. Kto stracił po cztery gole? Ruch i Korona. Niebiescy są w rozsypce, bez swojego byłego, solidnego stopera i kapitana Grodzickiego. A w Koronie gra choćby Tadas Kijanskas, którego fanem nie jestem. Co potrafi, pokazał we Wrocławiu. Dwukrotnie. Teraz krótkie wspomnienie: pamiętacie pierwszy mecz sezonu wicemistrzowskiego? Śląsk pod wodzą Tarasiewicza gra na Oporowskiej z Jagiellonią. Jest 0:0, trwa druga połowa. Goście spokojnie rozgrywają piłkę od tyłu. Ktoś podaje po ziemi właśnie do Kijanskasa. A ten nieatakowany przepuszcza piłkę pod butem. Dopada do niej debiutant Diaz i niepodziewanie lobuje bramkarza z daleka. Piłka opada na poprzeczkę. Wtedy Litwinowi się upiekło.



Milik, Żyro, Teodorczyk, Wszołek, Woźniak, Makuszewski, Rybicki – oni też teraz strzelali. Chłopcy naprawdę rokują. Niech grają, rozwijają się, trafiają do siatki, byle nie tej WKS-u. Ale spokojnie, poza ostatnim wszyscy zdążyli pokazać się już z niezłej strony w zeszłym sezonie. Rozbijają się łokciami coraz szerzej, ale muszą okrzepnąć. Milik został już dostrzeżony, może to i lepiej, że tego docelowego powołania jeszcze dla niego nie ma. Niejedna głowa już by się rozgrzała. Czekam na kolejnych młodych zdolnych.