Aktualności

Pierwsza porażka Levego

30.09.2012 (16:20) | Adam Osiński
A właściwie klęska. Śląsk poległ w Zabrzu 1:4. Miłe złego początki rozpoczęły się w 12 minucie, gdy po zespołowej akcji do siatki trafił Piotr Ćwielong. Wrocławianie dosyć długo utrzymywali ten wynik, ale podopieczni Adama Nawałki w końcu wykorzystali ospałość mistrza Polski – Kelemena pokonali Prejuce Nakoulma (dwukrotnie), Aleksander Kwiek i Arkadiusz Milik. Śląsk mógł być po tym meczu nawet liderem, skończyło się na wstydzie.


 

Trener Levy pokazał, że i jemu nieobce jest rotowanie składem – wzorem Oresta Lenczyka wystawił na prawej stronie defensywy Mariusza Pawelca. Do tego w pierwszej jedenastce dosyć niespodziewanie ostał się Piotr Ćwielong, który wygrał rywalizację w Patejukiem. W Górniku jedna poważna zmiana – w środku pola kosztem Mączyńskiego zagrał Iwan.



Mecz zaczął się od błędu właśnie Pawelca, który nieatakowany skiksował i wybił piłkę wprost pod nogi Aleksandra Kwieka. Ten przed polem karnym stał sam, ale uderzył nad bramką. Gospodarze cierpliwie rozgrywali atak pozycyjny, licząc na kolejne potknięcia w defensywie rywala. Trochę za dużo miejsca miał na prawej stronie Paweł Olkowski, ale fani Górnika słusznie irytowali się, gdy ich piłkarz zwalniał grę i nie wykorzystywał błędów w ustawieniu Spahicia.



WKS wyszedł z kontrą raz, ale konkretnie. Była 12 minuta. Mila z Sobotą poklepali, a tuż przed bramką świetnie zastawił się Gikiewicz i przepuścił piłkę do wbiegającego Ćwielonga, który płaskim strzałem zdobył prowadzenie dla gości.



Po chwili po rzucie wolnym Gancarczyka w polu karnym przytomnie zachował się Szeweluchin, ale uderzenie z półobrotu poszło nad poprzeczką. W odpowiedzi Mila zagrał w tempo do Ćwielonga, który zbiegł do środka. Pepe strzelił technicznie, lecz obok słupka. Z 25 metrów Skorupskiego próbował też pokonać Kaźmierczak, ale młody golkiper spokojnie interweniował.



Olkowski zamienił się stronami z Nakoulmą. W 32 minucie Spahić zlekceważył zagrożenie i podał piłkę pod nogi reprezentanta Burkina Faso, po czym górnicy wykonywali dwa rzuty rożne. Wrocławianie sobie z tym poradzili, ale gorzej było 5 minut później, gdy znów zaspał Spahić. Nakoulma wycofał piłkę, do której po małym bilardzie dopadł Kwiek i strzałem z woleja pokonał Kelemena.



Druga połowa rozpoczęła się fatalnie. Najpierw po wrzutce Gancarczyka Kelemen nie utrzymał piłki w rękach i ta wróciła przed pole karne do Olkowskiego. Tym razem pomocnik Górnika nie zawiódł i na nos dośrodkował do Nakoulmy. W efekcie zabrzanie wyszli na prowadzenie, a Spahicia zmienił Mraz.



Tyle że skrzydłowi Górnika znowu zamienili się stronami. Ten test Pawelec oblał. Ulubieniec miejscowych zbiegł do środka i po raz drugi wpisał się na listę strzelców, a Pawelca zmienił Socha.

Gospodarze cofnęli się i nastawili na grę z kontry. Gracze z Wrocławia od czasu do czasu gościli pod bramką Skorupskiego, który jednak strzały Mili i Kaźmierczaka wybronił bez większych problemów.



Gospodarze dali rywalom nadzieję na kontaktową bramkę, wyczekali ich i skontrowali. Piłka ponownie wylądowała w siatce, a swoją trzecią bramkę w sezonie zdobył Arkadiusz Milik. Wrocławianie byli kompletnie rozbici i dobrze, że nie stracili kolejnych bramek.



Górnik - Śląsk 4:1 (1:1)

Bramki: Kwiek 36 Nakoulma 49 i 65 Milik 75 - Ćwielong 12



Górnik Zabrze: Skorupski – Bemben, Danch, Szeweluchin, Gancarczyk (74 Nowak), Olkowski, Pzybylski, Iwan (78 Łuczak), Kwiek (81 Oziębała), Nakoulma, Milik



Śląsk: Kelemen – Pawelec (70 Socha), Grodzicki, Jodłowiec, Spahić (58 Mraz), Elsner, Kaźmierczak, Ćwielong (88 Patejuk), Sobota, Mila, Gikiewicz





Sędziował: Szymon Marciniak

Żółte kartki: Pawelec, Elsner

Widzów: 3000