Chłodnym okiem: Lagowanie

02.10.2012 (21:32) | Adam Osiński
Termin ukuty niedawno przez Tomasza Hajtę pochodzi od znanego kibicom zwrotu \'laga do przodu\', który oznacza dalekie wybicie piłki pod pole karne rywala, gdzieś w kierunku osamotnionego napastnika, który rozbija się z obrońcami, liczy na łut szczęścia i ewentualne wsparcie kolegów. Z góry przepraszam, jeśli pospieszyłem się ze wskazaniem trenera Jagielloni, ale z tym tworem słownym do tej pory się nie spotkałem. Hajto mówi, że lagowania nie uznaje – interesuje go kreatywne i efektowne budowanie akcji od tyłu. Tej słusznej idei w Bielsku-Białej nie realizuje za to Robert Kasperczyk. Podbeskidzie na początku sezonu gra paskudną piłkę i niezaangażowany emocjonalnie fan futbolu nie ma po co włączać telewizora, gdy kopią Górale.


 

Jacy polscy piłkarze są, każdy widzi. Ale pozytywne jest to, że poza Podbeskidziem nikt usilnie lagowania nie stosuje. Momentami widać tę metodę jednak w Śląsku. Piłkarze z Wrocławia lubią się cofnąć i kopnąć na walkę do Voskampa lub Gikiewicza. Zobaczymy, co zaproponuje trener Levy, który podobno ma stawiać na ofensywę. W Zabrzu widziałem stary styl okraszony ospałością i błędami indywidualnymi. Przez pierwsze dziesięć minut meczu laga nic nie dawała, WKS nie przekroczył połowy. Chwilę później okazało się, że można zagrać i koronkowo, i skutecznie.Tylko czemu tak rzadko chcemy tak grać? To Levy musi znaleźć odpowiedź i zareagować.



Polska gra przez środek oczywiście nie dorównuje tej z innych lig, ale przynajmniej staramy się, na miarę swoich możliwości. Właściwie w każdej drużynie można wskazać kreatywnych piłkarzy, którzy dyktują tempo i kierują kolegami. Przeskoku do wyższej klasy w ogóle nie odczuły beniaminki, ale z takimi piłkarzami jak Akahoshi, Edi, Golla, Podgórski, Zganiacz czy Ruben Jurado, to co się dziwić. A grą lidera dyryguje Sebastian Dudek. Mając go w składzie nie można lagować.