Aktualności

Mistrzowska niemoc

28.10.2012 (16:26) | Krzysztof Banasik
29. derby Dolnego Śląska dla Zagłębia Lubin. Goście pokonali Śląsk we Wrocławiu 2:0 (1:0) i był to najmniejszy wymiar kary za słabą postawę podopiecznych Stanislava Levego. Nie takiego scenariusza się spodziewaliśmy, bo zdecydowanym faworytem meczu byli plasujący się w czołówce mistrzowie Polski, z kolei Zagłębie w tym sezonie w lidze wygrało tylko raz – 2:1 z beniaminkiem Piastem Gliwice. Dość powiedzieć, że goście zajmowali przed tą kolejką przedostatnie miejsce w tabeli Ekstraklasy. Pierwsza od dziesięciu lat porażka z Miedziowymi zakończyła serię ośmiu z rzędu ligowych zwycięstw Śląska przed własną publicznością.


 

Ponad 20 tysięcy kibiców obejrzało na Stadionie Miejskim przeciętny mecz w wykonaniu piłkarzy Śląska i Zagłębia. Obie drużyny grały nieporadnie i nerwowo, co przełożyło się na bardzo dużą ilość niecelnych podań. Stroną przeważająca w pierwszych minutach był mistrz Polski, który dłużej utrzymywał się przy piłce, ale wrocławianie potrafili stworzyć sobie tylko jedną dogodną sytuację do objęcia prowadzenia. W 6. minucie Łukasz Gikiewicz mógł zachować się lepiej i z ostrego kąta powinien trafić w światło bramki – piłka po jego strzale z lewej nogi przeleciała jednak obok słupka.



Niepokojąco wyglądała gra defensywna Śląska. Podopieczni Stanislava Levego pozostawiali gościom zdecydowanie za dużo miejsca do rozegrania piłki przed własnym polem karnym. Pomimo przepaści w tabeli pomiędzy jednym a drugim zespołem, tej różnicy na boisku widać nie było. Akcję meczu Zagłębie przeprowadziło w 31. minucie, kiedy Michal Papadopulos wykorzystał zawahanie Patrika Mraza, wbiegł z piłką z prawej strony pola karnego i strzałem na krótki słupek wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.



Bramka dla gości nie zadziałała zbyt motywująco na wrocławian, którym chyba wydawało się, że skoro przed tygodniem w Gdańsku udało się odrobić dwubramkową stratę, teraz też jakoś to będzie. Jeszcze przed przerwą swoją szansę miał bohater ostatniej kolejki Sebastian Mila, ale Michał Gliwa obronił strzał głową kapitana zielono-biało-czerwonych.



Zmiana stron nie zmieniła sytuacji na boisku i już w 54. minucie goście mogli wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Po podobnej akcji do tej bramkowej, tyle że po drugiej stronie boiska, przed szansą stanął Maciej Małkowski, który mając przed sobą tylko Rafała Gikiewicza, z ostrego kąta nie potrafił skierować piłki do siatki. Bezrobotny Gliwa mógł się tylko przyglądać, jak jego koledzy z zespołu marnują kolejne okazje do pokonania bramkarza Śląska. Najbliżej szczęścia był Szymon Pawłowski, który przegrał pojedynek sam na sam z Gikiewiczem. Piłka wyszła jeszcze na rzut rożny, po którym głową gola mógł zdobyć Costa, ale ponownie świetnie spisał się golkiper WKS-u.



Dopiero w 78. minucie Gliwa musiał interweniować, na bramkę strzelał Waldemar Sobota, oczywiście po akcji indywidualnej, bramkarz Zagłębia nie dał się jednak zaskoczyć. Śląsk miał optyczną przewagę, przyjezdni ograniczali się do gry z kontry i po takiej akcji Pawłowski podwyższył na 2:0. Już w doliczonym czasie gry Darvydas Sernas był bliski pokonania Gikiewicza, najlepszego dzisiaj piłkarza w barwach Śląska, któremu udało się sparować piłkę na rzut rożny.



Śląsk Wrocław 0:2 (0:1) KGHM Zagłębie Lubin

Papadopulos 31’, Pawłowski 87’



Śląsk: R.Gikiewicz – Socha, Kowalczyk, Jodłowiec, Mraz – Kaźmierczak, Elsner (70’ Stevanović) – Sobota, Mila, Patejuk (70’ Diaz) – Ł.Gikiewicz



Zagłębie: Gliwa – Costa (70’ Lira), Banaś, Tunchev, Vidanov – Pawłowski, Bilek, Jeż, Małkowski – Woźniak (82’ Wilczek), Papadopulos (90’ Sernas)



Żółte kartki: Socha (Śląśk) Małkowski, Woźniak, Vidanov (Zagłębie)

Sędziował: Paweł Raczkowski (Mazowiecki ZPN)

Widzów: 20 125