Aktualności

Milowy krok Śląska w Szczecinie

05.11.2012 (20:24) | Michał Zachodny
To, bez zbędnej przesady, dla Śląska miał być jeden z najważniejszych meczów w sezonie. Przy wygrywającej czołówce - Legia, Górnik, Lech i Polonia zostawiły w tyle swoich rywali w tej kolejce - klub z Wrocławia musiał także zgarnąć pełną pulę w Szczecinie, by różnica była niewielka jeszcze przed przed przyjściem piłkarskiej zimy. Zwłaszcza mając w perspektywie wizyty w Krakowie i Poznaniu...


 

O znaczeniu tego spotkania nie trzeba było przekonywać nikogo, gdy obejrzało się start Śląska w Szczecinie. Gospodarze może i spodziewali się trudnej przeprawy, ale w otwierających mecz pięciu minutach nie potrafili wyjść z własnej połowy. Podopieczni Levy'ego rzucili się na Pogoń, szybko odbierali piłkę i po dwóch-trzech podaniach zjawiali się w szesnastce rywali. Właśnie pod koniec tego etapu gry to Sebastian Mila przebił się przez podwójne zasieki obrony przeciwnika, ale z ostrego kąta trafił tylko w wychodzącego z bramki Pernisa - dobitkę Gikiewicza wybito z linii bramkowej...



Akcje ładnie się zazębiały, choć brakowało wykończenia. Patejuk uderzył zza szesnastki nad poprzeczką, Sobota zbiegał ze skrzydła, Kaźmierczaka próby były blokowane, a Rok Elsner najwyraźniej chciał umieścić piłkę na jednej z ulic, które sąsiadowały ze stadionem. Wyróżniał się kapitan Śląska, lecz problem był jeden - to on był na końcu każdego z otwierających podań, a gdy już miał on sam więcej miejsca, koledzy nie potrafili wczuć się w tempo jego zagrań.



Stąd brak klarownych sytuacji po pierwszym kwadransie, gdy okupacja pola karnego trwała, ale nic z niej nie wynikało. Wysoki pressing pozwalał na to, że piłki nie dochodziły do lidera gospodarzy, Ediego Andradiny. Wystawiony na szpicy Brazylijczyk widoczny był tylko, gdy miał okazję na podejście do stałego fragmentu gry - najgroźniejszy był rzut wolny po którym piłka przeleciała przed nosem pięciu zawodników, lądując w rękawicach Rafała Gikiewicza.



Druga połowa była inna - Pogoń zdecydowanie okrzepła, złapała drugi oddech i po kilku mocniejszych słowach Artura Skowronka zaczęła wykorzystywać słabości Śląska. Tą, po raz kolejny, była lewa strona defensywy, a Amir Spahić może i często podłączał się do akcji ofensywnych, lecz po przerwie zaczął popełniać kardynalne błędy. Głupie przewinienia i złe ustawienie dały okazję do uderzenia Ediemu, a to jak ograł go Hricko wołało o pomstę do nieba. Później to Gikiewicz musiał ratować Spahica, gdy ten nie trafił głową w piłkę.



Śląsk tylko podrygami przypominał sobie o dużo lepszej pierwszej połowie, rzadko jednak podchodząc pod bramkę Pernisa. Aktywny starał się być Patejuk, lecz rywale łatwo go podwajali i wpychali do środka boiska, gdzie musiał pozbywać się futbolówki. Frustracja z braku dobrych podań Waldemara Soboty przelała się na rywala, a za ostry faul pan sędzia Piasecki musiał pokazać żółtą kartkę. Szczytem indolencji Śląska był moment w którym Marcin Kowalczyk - nieatakowany na prawym skrzydle - popatrzył na truchtającego w jego stronę Patejuka i... zagrał mu 40 metrowe podanie pod linię końcową.



Po godzinie zszedł Łukasz Gikiewicz - walczący, ale te swoje pojedynki notorycznie przegrywający. Efekt był natychmiastowy, choć wchodzący Ćwielong nie odegrał żadnej roli przy dośrodkowaniu Mili z rzutu rożnego, a piłkę do bramki głową skierował Rok Elsner. Oj zapamięta go Dusan Pernis na dłużej - to już drugi raz, gdy Słoweniec takim uderzeniem go pokonuje - za pierwszym razem było to w pamiętnym meczu na Tannadice w Dundee.



Zanim jednak reprezentant Słowacji mógł sobie przypomnieć ten wieczór sprzed ponad roku, musiał po raz drugi wyciągać piłkę z bramki - i to po kolejnym rzucie rożnym. Antoni Piechniczek byłby dumny z różnorodności rozegrania kornerów Śląska, gdy Mila posłał piłkę tym razem na krótki słupek i głowę Tomasza Jodłowca. Obrona rywali tylko stała i patrzyła, jak precyzyjnym łukiem futbolówka wpada przy długim słupku ich bramki. Pogoń była w drugiej połowie lepsza, ale jakby przy tych stałych fragmentach gry o Śląsku po prostu zapomniała - kara jaka ich spotkała była sroga.



Gospodarze postarali się odpowiedzieć, lecz ich desperacja była widoczna aż nadto, by obrońcy Śląska nie mogli zagrożenia za wczasu oddalić. Jedyna próba warta uwagi to uderzenie Ediego z trzydziestu metrów - piękny wolej, który spadł idealnie na poprzeczkę bramki Gikiewicza. Kontuzjowanego i niepewnego Spahicia zmienił Pawelec i po chwili jego stroną poszła akcja Mili, który z ostrego kąta i tak przysporzył problemów Pernisowi. Co mu się nie udało wtedy, kapitan nadrobił w doliczonym czasie gry - Sobota wypuścił Patejuka, który omal nie zmarnował doskonałej sytuacji, lecz katastrofalny błąd Hernaniego pozwolił Mili na wpakowanie piłki do siatki.



Zwycięstwo okazało się przekonywujące, pewnie nawet aż ponad to co Śląsk zaprezentował w Szczecinie. Mimo dobicia do ligowej czołówki więcej niż o szansach na puchary we Wrocławiu będzie się mówić o nowym kontrakcie dla Sebastiana Mili. To on dzisiaj podbił stawkę, a przynajmniej sprawił, że jego sytuacją zainteresuje się o kilka klubów więcej niż dotychczas...



Pogoń Szczecin 0-3 (0-0) Śląsk Wrocław



Bramki: Elsner 65', Jodłowiec 68', Mila 90'



Składy:

Pogoń Szczecin:
Perniš - Hricko (77' Kolendowicz), Noll, Hernani, Pietruszka - Frączczak, Golla (69' Mosnikov), Akahoshi, Szałek, Bonin (46' Budka) - Edi

Śląsk Wrocław: R. Gikiewicz - Kowalczyk (87' Pawelec), Grodzicki, Jodłowiec, Spahić - Sobota, Elsner, Kaźmierczak, Mila, Patejuk - Ł. Gikiewicz (64' Ćwielong)



Sędziował: Dawid Piasecki (Słupsk)

źródło: własne