Brak skuteczności i bojaźń trenera: Wisła - Śląsk 1:0

18.11.2012 (18:50) | Adam Osiński
Z tak słabo grającą Wisłą zwycięstwo było obowiązkiem piłkarzy Śląska. Do Wrocławia nie pojechał jednak nawet jeden punkt. To efekt braku skuteczności, niewykorzystanego rzutu karnego przez Mateusza Cetnarskiego oraz braku odwagi u trenera Levego, który napastnika wprowadził dopiero w 90 minucie meczu. A w czasie doliczonym przez sędziego zwycięską bramką dla Białej Gwiazdy zdobył Ivica Iliev.


 

Levy poszedł w kierunku, jaki zastosował już kiedyś Orest Lenczyk – ustawił zespół bez nominalnego napastnika. Na ławce rezerwowych zasiadło aż trzech atakujących, a podniósł się z niej Mateusz Cetnarski. Na prawej stronie defensywy z konieczności zagrał Mariusz Pawelec. Problem w obronie miał także trener Kulawik. Pod nieobecność Arkadiusza Głowackiego parę stoperów w Wiśle tworzyli Osman Chavez i Gordan Bunoza.



Wisła zaprezentowała się w tym spotkaniu bardzo słabo. W pierwszej połowie gospodarze mieli dwie niezłe sytuacje do zdobycia gola, ale były one wynikiem chaotycznej obrony wrocławian. Swoje zadanie spełniał za to Marian Kelemen, który wyręczał niezdecydowanych kolegów i bronił strzały Boguskiego oraz Genkowa. Innym razem to nie chaos, a brak krycia Grodzickiego sprawił, że Genkow wyszedł na czystą pozycję. I znów słowacki bramkarz pokazał kunszt.



Śląsk grał bez nominalnego napastnika, ale po kwadransie zaczął przedostawać się pod bramkę gospodarzy. Na szpicy grał Cetnarski. Kilka razy dał się sfaulować Bunozie, raz Bośniakowi uciekł i oddał niecelny strzał, zgrał do Kaźmierczaka i pozwolił mu uczynić to samo. W drugiej połowie nie wykorzystał setki po prostopadłym podaniu Mili – trafił w słupek. Na 10 minut przed końcem chciał zagrać na lewą stronę do kapitana drużyny, ale ręką piłkę odbił Jovanović. Sędzia wskazał na wapno, lecz Pareiko sparował strzał Cetnarskiego z jedenastu metrów.



Wiślacy po tej sytuacji uwierzyli, że fortuna im tego dnia sprzyja. I nie pomylili się. Kilkuminutowy napór wystarczył, by obrona Śląska pękła. Stało się to w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Wprowadzony z ławki Iliev zatańczył z piłką w polu karnym i soczystym uderzeniem trafił do siatki. To była druga okazja Wisły w drugiej połowie. Wcześniej jeszcze ładniej strzelił z dystansu Sobolewski, ale Kelemen szczęśliwie piłkę odbił.



To nie tak, że Śląsk trafił w słupek, zmarnował karnego i nie wymęczył zwycięstwa. Wrocławianie powinni prowadzić już do przerwy, dwóch stuprocentowych sytuacji nie wykorzystał Mila. Raz przegrał na piątym metrze pojedynek z Pareiką, po chwili nie trafił z tej odległości do pustej bramki – piłka przeleciała obok buta. Udanie do przodu podłączyli się skrajni obrońcy, ale Spahić w dobrej sytuacji pokazał, że prawą nogą grać nie potrafi, a Pawelca wyciął Bunoza. Z rzutu wolnego Kaźmierczak posłał piłkę nad bramką, próbował też z podobnym skutkiem główkować po wrzutce Mili.



Po przerwie ze stałego fragmentu gry w mur trafił Ćwielong. Wisła zostawiała Śląskowi sporo miejsca przed własną bramką, ale z Cetnarskiego nie było pożytku. Jest za wolny, żeby wybiegać zza obrońców i nie na tyle silny jak Gikiewicz czy Voskamp, żeby grać mu piłkę na tzw. ścianę. Jednak trener Levy ani myślał wpuszczać napastnika. Za Ćwielonga wszedł Mraz. Piłkarze WKS-u strzelali z dystansu, ale piłka im nie siedziała.





Wisła Kraków – Śląsk Wrocław 1:0 (0:0)


Ivica Iliev 90+2



Wisła: Pareiko - Jovanović, Jaliens, Chavez, Bunoza - Boguski (Iliev 66), Sobolewski, Garguła (Sikorski 81), Chrapek (Quioto 58), Melikson - Genkow



Śląsk: Kelemen - Pawelec, Grodzicki, Jodłowiec, Spahić - Elsner, Kaźmierczak - Sobota (Ł. Gikiewicz 90), Mila, Ćwielong (Mraz 80) - Cetnarski (Stevanović 84)



Żółte kartki: Bunoza – Spahić



Sędziował:
Paweł Gil