Chłodnym okiem: Stoi Podbeskidzie, Legia idzie

27.11.2012 (19:46) | Adam Osiński
10 punktów. Tyle dzieli Śląsk od prowadzącej Legii, tyle brakuje Podbeskidziu, by wydostać się ze strefy spadkowej. Jeśli Górale stracili w poniedziałek szanse na utrzymanie, to WKS w weekend pozbawił się resztek nadziei na obronę mistrzowskiego tytułu.


 

W tym sezonie piłkarze Legii wzięli rywali z marszu, ale nie przesadzajmy – za bardzo ich nie podeptali. Zebrali przecież baty od Jagi, nie byli lepsi od Polonii, zremisowali w Zabrzu i Lubinie. Oni też gubią punkty, bo mają problemy w grze obronnej. Ale wykazują minimum przyzwoitości, wystarczy, że od czasu do czasu błysną. A reszta ligowej stawki gra – jak to wielu żartobliwie mówi – na dwa uda: uda się albo nie uda. Graczom z Wrocławia się ostatnio nie udaje. Z tym że coraz mniej w tym przypadku, to już nie kwestia zmarnowanej jedenastki czy faulu Bośniaka.



Zmiany trenerów w Podbeskidziu i Bełchatowie przyniosły skutek w postaci lepszej gry, ale nie punktów. Zainteresowani w takich sytuacjach zwykli mawiać, że w końcu przyjdą i punkty. Tyle że już jest za późno. Który klub nad nimi zacznie teraz seryjnie gubić punkty? Nie widać takiego, bo liga jest zbyt wyrównana, z wyjątkiem samego czuba i dołu. Czy to oznacza, że w maju zabraknie emocji?