Aktualności

Chłodnym okiem: Kibic nasz pan?

26.02.2013 (10:20) | Adam Osiński
Suche fakty: Śląsk pod względem frekwencji jest trzeci w kraju, a w pierwszej kolejce rundy rewanżowej nigdzie nie było tylu kibiców co we Wrocławiu. Informacja z pierwszej ręki: w trakcie trwania meczu z Widzewem pod kasami od strony ul. Królewieckiej stały tłumy chętnych na zakup biletu. Wiele osób odpuściło, ale co się dziwić, skoro sędzia gwizdał właśnie koniec pierwszej połowy, a kurtki były już przemoczone.


 

Najzagorzalsi sympatycy WKS-u w wejściówki zaopatrzyli się wcześniej, ale plakaty i billboardy promujące wiosenne mecze Śląska nie były kierowane do nich. Przecież to tak zwane pikniki muszą zapełnić Stadion Miejski. Tego typu historie spod kas w tym nie pomogą. Inna sprawa, że ludzie są i tak nad wyraz cierpliwi. Prawie rok temu mecz z Cracovią w drodze wyjątku oglądałem nie z loży prasowej, tylko z trybuny B. W przerwie idę sobie koroną stadionu i ze zdziwieniem patrzę na ciągnący się pod kasami wianuszek. Jeśli ci ludzie na stadion w ogóle weszli, to żadnego z trzech goli nie zobaczyli.



Dystrybucji biletów nie poprawiono od ponad roku, więc i temat stał się oklepany – od dawna jest o tym głośno w mediach i na forach. Wkrótce ma być lepiej, bo wejdzie system sprzedaży internetowej, który umożliwi otwarcie nowych punktów. Wciąż go jednak nie ma, więc dlaczego nie otworzono więcej kas? Podobny problem zaistniał przed meczem Polska – Mołdawia. PZPN kibicami też się nie przejmował, wręcz zrzucił na nich winę.



To teraz o piłce. Nikt z nas nie lubi słuchać wytartych formułek o meczach walki, cennych remisach czy wyciąganych wnioskach. Dlatego lubię Bobo Kaczmarka, gościa, który wali prosto z mostu, nawet jeśli rykoszetem trafia w siebie. Trener Lechii na luzie przyznał, że mecz jego drużyny z Polonią to była kaszanka, że pomylił się ze składem. Co innego Tomasz Kulawik. Mówią o nim: trener bez charyzmy. No chyba bez, skoro wydaje się zadowolony z punktu w Bełchatowie. A to przecież nie Wisła rozegrała najładniejszą akcję kolejki. A kto? Lechia, ta od kaszanki.



W skarbie kibica Przeglądu Sportowego czytam, że w Bielsku szykują drużynę na pierwszą ligę, a w Chorzowie grają już tylko o honor. Pewnie sam bym tak napisał tydzień temu. Ale oto Podbeskidzie gromi niby niezłą Jagiellonię 4:0, a Ruch w tych samych rozmiarach przegrywa na własnym boisku. Przewaga Niebieskich nad strefą spadkową stopniała więc do sześciu punktów. Jeśli te wyniki są w jakimś stopniu odzwierciedleniem formy tych zespołów, to ekstraklasa wciąż czeka na kluczowe rozstrzygnięcia.