Aktualności

Chłodnym okiem: Słaby mistrz 2013

05.03.2013 (10:27) | Adam Osiński
Nie wiem, kto zostanie mistrzem Polski. Kto by to nie był, i tak mu się dostanie. Śląsk Wrocław swoje już przyjął. Przylepiono mu łatkę najsłabszego mistrza w historii, a niektórzy nawet odmawiają naszemu klubowi prawa do posługiwania się tym tytułem. Nowy zwycięzca też lekko mieć nie będzie, bo kandydaci znów zawodzą na całej linii. Rok temu szala mogła przeważyć na korzyść tylko dwóch zespołów – Śląska i Legii, które punkty gubiły z taką łatwością, jakby chciały uhonorować rywala. Teraz od mistrzostwa uciekają już cztery kluby.


 

Nie do pomyślenia, że główni pretendenci – Legia i Lech – nie potrafią wygrać z drużynami z łapanki. Jakkolwiek przykre to określenie dla Bełchatowa i Polonii, nie mija się ono z prawdą, więc tym bardziej powinno boleć papierowych potentatów. Zespół Jana Urbana jeszcze przed startem piłkarskiej wiosny został zagłaskany. I to w takim stopniu, że całe środowisko zaczęło spoglądać w stronę Wrocławia, gdzie znajduje się korona, którą można by już sobie przymierzyć. Tyle że Śląsk oddał Jodłowca, ale zaszczytów równie łatwo pozbyć się nie chce. Poza tym, jeśli stolica chce nam tytuł odebrać, to niech się chociaż postara. A póki co chłopcy Jana Urbana zgubili pięć punktów. No właśnie – chłopcy. Furman, Łukasik, Bereszyński, Salinas, Kosecki, Kucharczyk – w Legii jest ich sporo, a młodzież ma to do siebie, że gra w kratkę.



Z drugiej strony w Śląsku mamy zespół starych wyjadaczy, którzy – jak w Kielcach – grają z bojaźnią i notują mnóstwo strat. Ładnie to ujmował komentator meczu, Cezary Olbrycht – kolejne zagranie na pamięć. Ale nie mylmy pojęć, bo co chwilę byliśmy świadkami wybicia na pałę. W Canal+ padło w niedzielę jeszcze jedno stwierdzenie – że Lech Poznań jest słaby, bo ma w środku pola graczy zbyt wolnych, statycznych. To ja przepraszam, ale Śląsk zdobył mistrza grając tercetem Elsner-Kaźmierczak-Mila. Bo tu się jednak liczy, przynajmniej w Polsce, co innego: celność, może jeszcze pomysłowość podań. Dlaczego Śląsk ma słabszy zespół niż rok temu? Wiem, co myślicie: bo środek obrony się posypał. Owszem, tylko trener nam jeszcze Słoweńców podmienił.



I na koniec ostatni kandydat, czyli Górnik. Przez półtora roku siłę ofensywną zabrzan stanowił w dużej mierze duet Nakoulma-Milik. A to byli gracze na dorobku, zwłaszcza Polak, który gole zaczął regularnie zdobywać dopiero rok po debiucie w ekstraklasie. A teraz? Adam Nawałka przygarnął do zespołu odpady w postaci Bonina czy Zahorskiego. Kiedyś grali przy Roosevelta pierwsze skrzypce, ale ostatnio zakopali się w głębokim dołku. Co prawda w młodzieży siła, ale skoro Milik potrzebował czasu, to Łuczak i Nowak też muszą go dostać.