Aktualności

Gikiewicz ratuje honor mistrza

17.03.2013 (16:33) | Patryk Reński
Wrocławianie po bramce Łukasza Gikiewicza w doliczonym czasie gry zremisowali z ratującym się przed spadkiem Podbeskidziem Bielsko-biała 1:1. W 31. minucie rzut karny zmarnował Sebastian Mila.


 

Śląsk przystąpił do tego spotkania jako jedyna drużyna ekstraklasy niepokonana jeszcze tej wiosny. Po raz pierwszy w oficjalnym meczu koszulkę WKS-u założył Adam Kokoszka. Zastąpił on od pierwszych minut Marka Wasiluka. Na ławce rezerwowych pojawił się natomiast Eric Mouloungui. W barwach Podbeskidzia od początku zagrał były piłkarz wrocławian, Dariusz Pietrasiak.



Śląsk postraszył gości już w pierwszej minucie. Dobra akcja z lewej strony Ćwielonga z Gikiewiczem mogła zaowocować golem Sebastiana Mili, który uderzył z powietrza, ale piłka trafiła w słupek i opuściła boisko. Seria niepotrzebnych fauli gospodarzy na własnej połowie mogła skończyć się utratą gola. Po jednym z takich fauli w pole karne dośrodkował Chmiel, tam Demjan zgrał piłkę na głowę Górkiewicza, ten uderzył, a Kelemena przed kapitulacją uratowała tylko poprzeczka. Przez pierwszy kwadrans groźniejsi byli goście, dzięki ciągłym wrzutkom, głównie po faulach piłkarzy Śląska w bocznych sektorach boiska.



Swoją najlepszą okazję na objęcie prowadzenia Śląsk zmarnował w 31. minucie. Ostrowski zagrał prostopadle w pole karne do wbiegającego Gikiewicza, ten ledwo zdążył dotknąć piłki, kiedy na ziemię powalił go Zajac. Do jedenastki podszedł Sebastian Mila, który raczej nie myli się z tej odległości, jednak tym razem lepszy od kapitana Śląska okazał się bramkarz Podbeskidzia. Mila wciąż musi jeszcze poczekać na pierwsze trafienie w tej rundzie. Pierwsza połowa była ciekawa i obfitowała w wiele sytuacji z jednej i z drugiej strony. Swoje szanse marnował Śląsk, ale i piłkarze z Bielska nie błysnęli skutecznością.



Po wznowieniu gry mocnym akcentem znowu rozpoczął Śląsk. Trzy akcje wrocławian i trzy okazje Gikiewicza. Snajper WKS-u najpierw strzelił niecelnie z ostrego kąta, potem minimalnie nie sięgnął piłki dogrywanej przez Milę, a chwilę później mógł pokonać Zajaca strzałem głową, ale golkiper gości był dobrze ustawiony. Giki robił wszystko, aby jak najbardziej opóźnić wejście na boisko reprezentanta Gabonu. Na nic jednak stały się starania Gikiewicza i jego kolegów od początku drugiej połowy, bo w 66. minucie to goście cieszyli się z pierwszego gola w tym meczu. Przy linii końcowej pomylił się Kaźmierczak. Nie potrafił wybić piłki, która trafiła do Demjana, ten zagrał do niepilnowanego na dziesiątym metrze Paweli, który bez problemu umieścił futbolówkę w siatce.



Trener Levy zareagował na stratę gola wprowadzeniem Elsnera i Patejuka, boisko opuścili Stevanović i Spahić. Wrocławianie powinni rzucić się do odrabiania strat, ale niedokładne podania i proste straty sprawiły, że groźne kontry wyprowadzali podopieczni trenera Kubickiego. Na osiem końcowych minut na boisku pojawił się wyczekiwany przez wszystkich Eric Mouloungui. Trener Levy ściągnął z boiska Ćwielonga i właśnie na lewym skrzydle ustawił Gabończyka. Sytuacja na boisku niewiele się zmieniła. Wciąż groźniej atakowało Podbeskidzie. Kelemen dwukrotnie obronił strzały Demjana, a po chwili po raz pierwszy piłkę otrzymał Mouloungui. Ruszył lewym skrzydłem dobiegł do pola karnego i mając na plecach trzech rywali przewrócił się, szukając faulu, ale drugiego karnego arbiter już nie podyktował. Jeszcze przed końcem meczu napastnik popisał się kolejnym szybkim wejściem w pole karne, ale po jego strzale piłka wyszła za linię...boczną. Osiem minut nie wystarczyło, aby udowodnić swoją pełną wartość.



Śląskowi udało się uratować honor w doliczonym czasie gry. Po wrzutce Soboty z prawego skrzydła piłkę z powietrza uderzył Gikiewicz i tym pięknym strzałem pokonał Zajaca. Wrocławianie próbowali jeszcze dobić rywali, ale nie udało się. Szkoda, że po potknięciach rywali w tabeli nie potrafimy tego wykorzystać. Remis z Podbeskidziem nie może cieszyć, ale lepsze to niż 0:1, na które już się poważnie zapowiadało.