Aktualności

Chłodnym okiem: Niemłode odkrycia

19.03.2013 (21:42) | Adam Osiński
Roman Kosecki na pewno szepnął słówko komu trzeba, zanim jego nastoletni syn przeszedł z Kosy Konstancin do młodzieżowej drużyny Legii. Teraz Kuba korzysta z genów ojca i zbiera owoce swojej pracy – stał się gwiazdą lidera ekstraklasy, otrzymał znaczną podwyżkę oraz powołanie do kadry narodowej. Jednak nie każdy piłkarz ma tyle szczęścia co młody Kosecki. I nie chodzi wcale o zmarnowane talenty, których w polskim futbolu mieliśmy aż nadto. Zresztą sam Kuba jest na początku piłkarskiej drogi i wszystko, co dobre oraz – odpukać – złe, przed nim. Chodzi o talenty albo nieodkryte nigdy, albo odkryte późno.


 

Ilu w niższych klasach biega piłkarzy, którzy mają papiery na grę w ekstraklasie? Narzekamy na poziom ligi, podczas gdy trenerzy tolerują przeciętność, dyrektorzy i skauci nie obserwują kandydatów wzdłuż i wszerz kraju, a właściciele – vide pan Cupiał – nie widzą sensu w szkoleniu. Czasami ktoś wypatrzy w czwartej lidze takiego Błaszczykowskiego, ktoś inny wyciągnie z zaplecza Lewandowskiego lub Sobotę. Ale innym razem naprawdę niezły grajek, jak choćby Damian Chmiel z Podbeskidzia, zaliczy debiut w ekstraklasie w wieku 25 lat. Chmiel, najlepszy piłkarz niedzielnego meczu we Wrocławiu, ogrywał mistrzów Europy juniorów – Kaźmierczaka i Milę, ligowego wyjadacza Ćwielonga czy Spahicia, który w pojedynku z Damianem przy akcji bramkowej położył się na murawie.



Jest też przykład bliższy kibicom Śląska. Pamiętam nawet słowa Sebastiana Mili, który opowiadał, że przeoczenie takiego gracza jak Sebastian Dudek to spora pomyłka czołowych polskich klubów. Nasz były środkowy pomocnik zadebiutował na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, gdy miał 28 lat. Nie twierdzę, że to gracz wybitny, który pukałby do reprezentacji, ale na polskie warunki ma ponadprzeciętne możliwości i trochę ubarwił naszą ligę. Tyle że za późno i na krótko. Tuż przed trzydziestką kibicom w Polsce pokazał się również Sylwester Patejuk. I ten były piłkarz Perły Złotokłos czy Nidy Pińczów od razu stał się gwiazdą ligi – w pojedynkę ciągnął grę beniaminka z Bielska. Z kolei wspomniany wcześniej Sobota do Śląska trafił już po 23 urodzinach, a więc jako ukształtowany zawodnik.



W pejzaż ekstraklasy od wielu lat wpisany jest też weteran Marcin Kaczmarek. A wiecie, że po raz pierwszy wybiegł on na ekstraklasowe boisko w wieku niemal 26 lat? Tylko dwa lata młodszy był Marcin Robak. Były napastnik Miedzi po powrocie do Polski zakotwiczył w Gliwicach, a w poniedziałek zdobył swoją premierową bramkę dla Piasta. Najbardziej jednak się dziwię, że nikt nie zwrócił swego czasu uwagi na Tomasza Podgórskiego, który niemal całe piłkarskie życie, z wyjątkiem epizodu w Zawiszy Bydgoszcz, spędził w właśnie w Piaście. Awansował z tym klubem do ekstraklasy dosyć wcześnie, bo w wieku 22 lat. Nie dostał jednak prawdziwej szansy i po spadku klubu już nie zmienił. A pamiętam go z jeszcze wcześniejszego okresu, gdy jako młokos był chyba najlepiej zapowiadającym się graczem z drugiej ligi. W głowie utkwił mi pewien jego kapitalny strzał przy Oporowskiej, kiedy to Radosław Janukiewicz musiał się nieźle spiąć, żeby odbić piłkę nad bramką. Wczoraj bramkarz Lechii takiego szczęścia już nie miał.