Aktualności

Sędziowie pomogli przełamać niemoc strzelecką Bełchatowa

30.03.2013 (18:08) | Artur Adamczyk
Mecz mistrza Polski z outsiderem zakończył się sensacją. Niemałą pomocą w ustaleniu wyniku spotkania wykazali się niestety sędziowie. Po bramce Łukasza Madeja z rzutu karnego Bełchatów zwyciężył 1:0, a Śląsk po fatalnej grze oddala się od europejskich pucharów.


 

WKS zaczął bardzo wysokim ustawieniem, co dało przewagę w początkowej fazie gry. Niestety po pierwszym kwadransie tempo spotkania spadło, wrocławianie zaczęli grać na stojąco. Drużyna gospodarzy nie potrafiła stworzyć sobie w zasadzie żadnej klarownej sytuacji oprócz pojedynczego strzału Traore, zablokowanego w dobrym stylu przez Adama Kokoszkę.



Druga połowa zaczęła się od podwójnej zmiany GKS-u - na boisku pojawili się Żurek i przymierzany niegdyś do Śląska Dawid Nowak. 6 minut potrzebował popularny Dawidek, żeby wywalczyć rzut karny. Jednak jak pokazały powtórki, Baran, który w tej sytuacji podawał, przyjmując piłkę pomógł sobie ręką. Niestety sędziowie nie dopatrzyli się nieprawidłowości, bełchatowianin wyszedł sam na sam i został sfaulowany przez Kelemena. To była bezdyskusyjna czerwona kartka dla bramkarza WKS-u i z karnego pewnie trafił były zawodnik Śląska Łukasz Madej, który razem z Nowakiem siał popłoch w obronie wrocławian przez całą drugą połowę.



Z boiska zszedł Sebastian Mila i od tej pory gra Śląska całkiem się nie kleiła. Żenujący wręcz brak pomysłu na rozegranie spowodował, że bramka strzeżona przez Zubasa pozostała niezagrożona. Jeden z niewielu celnych strzałów Gikiewicza odbił się od poprzeczki; strzał w światło bramki oddał też Stevanovic, ale tak jak od ponad roku bramki nie zdobył.



Ciężko jest zrozumieć decyzje Stanislava Levego, który w podstawowym składzie wpuścił po raz kolejny bezużytecznego Stevanovica. Na ławce cały mecz spędził będący w niezłej dyspozycji Kaźmierczak. Eric Mouloungi, mający być receptą na problemy ze skutecznością, wszedł na ostatnie 10 minut. Dla przypomnienia - Śląsk przegrywał już od 58 minuty.



Ciężko po takim spotkaniu kogoś wyróżnić, ale poza jednym błędem w środku pola pewnie zagrał Adam Kokoszka. Krył indywidualnie napastnika Bełchatowa Traore, który nie pograł sobie za dużo piłką.



Mistrz Polski zagrał żenująco, szczególnie zawodnicy ofensywni nie pokazali nic ciekawego. Brak wypracowanych schematów zagrań, brak pomysłu na niekonwencjonalne akcje i przede wszystkim gra na stojąco - to główne zarzuty pod ich adresem. Czy to czas na rewolucję kadrową? Czy może błędy trenera w ustawieniu i przygotowaniu piłkarzy? Jedno jest pewne - wynik tego spotkania to blamaż, a świetnie dopingujących w Bełchatowie kibiców Śląska nie będą interesowały kolejne tłumaczenia o "wyciąganiu wniosków" i zapewnienia o świetnej atmosferze w drużynie.



GKS Bełchatów - WKS Śląsk Wrocław 1:0



Bramki: Madej (k.) 58'



Składy drużyn:

GKS Bełchatów:(stroje: zielono-czarne) Zubas - Basta, Michalski, Sawala, Kosznik - Mak (46' Żurek), Baran, Grzeszczyk (46' Nowak), Madej - Wacławczyk - Traore Trener: Kamil Kiereś

Śląsk Wrocław:(stroje: białe) Kelemen - Ostrowski (83' Mouloungui), Kowalczyk, Kokoszka, Pawelec, Ćwielong, Stevanović (66' Cetnarski), Elsner, Sobota, Mila (56' R. Gikiewicz) - Ł. Gikiewicz Trener: Stanislav Levy



Ławka rezerwowych:

GKS Bełchatów: Podleśny, Gonzalez, Flis, Michalak, Żurek, Bartosiak, Nowak

Śląsk Wrocław: R. Gikiewicz, Grodzicki, Patejuk, Wasiluk, Cetnarski, Kaźmierczak, Mouloungui