Aktualności

Chłodnym okiem: Werwa Madeja, marazm Śląska

02.04.2013 (18:03) | Adam Osiński
Łukasz Madej przeżył w okresie świątecznym wahania nastroju. Gdy w Wielką Sobotę strzelił gola swojej byłej drużynie, dał upust pozytywnym emocjom. Bo ten karny to przecież nie była formalność z gatunku strzelić i zapomnieć. Po pierwsze – Madej zagrał na nosie działaczom Śląska, którzy niedawno uznali, że nie jest wart pieniędzy, jakich sobie zażyczył za dalszą grę we Wrocławiu. Pojawiły się nawet głosy, że gracz Bełchatowa przesadził ze świętowaniem, ale tu przechodzimy do drugiego powodu. Otóż GKS w tym roku nie zdobył ani jednej bramki. Mimo to seria bezbramkowych remisów pozwoliła wierzyć w utrzymanie, dlatego gdy piłka wpadała do bramki Rafała Gikiewicza, Madejowi i spółce spadł kamień z serca. Euforia została przytłumiona w lany (choć chyba nie w tym roku) poniedziałek. Gdy w Lubinie Jakub Smektała w ostatniej akcji meczu trafił do siatki, mina musiała im zrzednąć – Ruch utrzymał nad Bełchatowem dziewięciopunktową przewagę.


 

Zwycięstwo Niebieskich nad Zagłębiem to niespodzianka chyba nawet większa niż wynik z Bełchatowa. Miedziowi byli na fali wznoszącej, i to takiej, na której mieli dopłynąć na podium. Z kolei zespół Jacka Zielińskiego grał słabiej niż wskazywały na to przeciętne wyniki. A jednak – podobnie jak w ćwierćfinale Pucharu Polski – górą był Ruch. Chorzowianie pokazali siłę, więc Bełchatów musi teraz liczyć stratę do Pogoni i Widzewa. Patrząc na obecną formę tych drużyn, nie byłoby sensacji, gdyby któraś z nich na koniec ligi znalazła się pod kreską. Powracającego do zawodu Dariusza Wdowczyka czeka więc test, od którego zależy jego trenerska przyszłość. Na razie Portowcy gładko ulegli Lechowi.



Po pięciu kolejkach rundy rewanżowej ponad połowa zespołów ma na koncie dwa lub więcej zwycięstw. W tym gronie nie ma obrońcy tytułu. Śląsk potrafił pokonać tylko Widzew i tym samym ustawił się w jednym rzędzie z Podbeskidziem, Bełchatowem, Polonią i Lechią. Towarzystwo nie nobilituje, zwłaszcza że Polonia jest po rozbiórce, a gdańszczanom brakuje tylko snajpera. Wygląda na to, że znalazł go już Górnik. Ireneusz Jeleń strzelił barwach zabrzan premierową bramkę i choćby miał nie wrócić do formy, jaką prezentował we Francji, to w polskiej lidze i tak będzie siał popłoch.



Gra Śląska się nie klei. Jednak nie skupiajmy się tylko na personaliach, umiejętnościach czy przygotowaniu fizycznym. One nie zastąpią chęci do gry w piłkę, a tej w Bełchatowie nie było widać. Nie wytykam komukolwiek symulowania walki, nie wierzę, że tak jest. Nasi piłkarze po prostu wychodzą na boisko z bojaźnią, chcą grać bezpiecznie, bez ryzyka popełnienia błędu. W pierwszej połowie sobotniego pojedynku Śląsk wyprowadził kontrę: na prawej stronie boiska Krzysztof Ostrowski – skądinąd jedna z jaśniejszych postaci na początku 2013 roku – miał przed sobą wolną przestrzeń i ruszył do przodu. Na pełnej szybkości, nieatakowany przez nikogo, znalazł się na wysokości pola karnego, gdzie wbiegał już Łukasz Gikiewicz z – bodajże – Sebastianem Milą. I zamiast dorzucić im piłkę, by powalczyli z trzema defensorami GKS-u, wycofał ją. Zero radości z gry w piłkę. Dopiero gdy zespół przegrywał, zaczął ochoczo i wcale nie najgorzej atakować, mimo gry w dziesiątkę. Czy to trener wpaja piłkarzom bezpieczny futbol na alibi?