Aktualności

Rozczarowanie: Polonia – Śląsk 2:2

13.04.2013 (18:01) | Adam Osiński
Po czterech porażkach z rzędu Polonia zremisowała u siebie ze Śląskiem 2:2. Piłkarze z Wrocławia znowu tracili gole po indywidualnych błędach, dlatego gole Adama Kokoszki i Sebastiana Mili dały im w meczu z rozbitym rywalem tylko jeden punkt. To marny dorobek w walce o podium.


 

W meczach z Górnikiem i Wisłą wrocławianie pokazywali dwa oblicza – jeśli w pierwszej połowie gra się nie kleiła, druga była znakomita, i na odwrót. Podczas meczu przy Konwiktorskiej trzeba było mieć nadzieję, że zespół znów po przerwie wyjdzie odmieniony, podobnie jak przed tygodniem. I nagle jeden stały fragment gry sprawił, że piłkarze Śląska nie będą z tym czekać na zejście do szatni. Sebastian Mila z rzutu wolnego wrzucił piłkę na głowę Roka Elsnera i choć Przyrowski zdołał strzał Słoweńca odbić przed siebie, to przy dobitce Adama Kokoszki sięgnął do siatki. Gol autorstwa niedawnego gracza Czarnych Koszul był na wagę remisu. A że chłopcy Staniclava Levego nabrali pewności siebie, to ruszyli z kolejną akcją. Kaźmierczak zagrał za plecy obrońców do Gikiewicza, ten zgrał głową do Mili, a kapitan drużyny kropnął z prawej nogi po poprzeczkę. Tym samym wrocławianie osłodzili gorzki smak, jaki ich gra zostawiła przed golem Kokoszki.



Było za co się rehabilitować, bo Śląsk wyglądał od początku fatalnie. Do pasywnej gry dołożył także indywidualne błędy. W Ostrowski z Milą pogubili się przy wyprowadzaniu piłki i Wszołek omal nie strzelił gola. Po chwili Kaźmierczak nieskoncentrowany próbował przyjmować piłkę, czego efektem była kontra. Przybecki płaskim podaniem obsłużył Jacka Kiełba, który z bliska pokonał Kelemena. Jak się okazało, po raz pierwszy, bo tuż po przerwie jego krycie w polu karnym zupełnie odpuścił Marcin Kowalczyk. Były gracz Korony i Lecha głową strzelił w poprzeczkę, ale piłka po nieszczęśliwej interwencji słowackiego bramkarza wpadła do siatki. I to Kelemen widnieje w protokole jako autor gola.



Szkoda tej nieuwagi, bo w dalszej części gry to Śląsk sprawiał lepsze wrażenie. Znowu jednak licznik trafień zatrzymał się na dwóch. Zespół Levego w tej rundzie nie potrafi strzelić więcej bramek w jednym meczu i to chyba nie do końca jest przypadek. Znowu szwankowała skuteczność, a szczęście opuściło Łukasza Gikiewicza, który niedawno notował całkiem udaną jak na niego passę. Tym razem Giki nie wykorzystał znakomitej wrzutki – uwaga – Mariusza Pawelca, choć wbiegał w pole karne bez towarzystwa obrońców.



Wrocławianie nie pozwolili sobie na marazm z pierwszej połowy i całkiem żwawo zawiązywali kolejne akcje. Głównie za sprawą dynamicznej gry Soboty, który dwukrotnie obsłużył Gikiewicza. Strzelali także Ostrowski i Cetnarski, który pojawił się na boisku po przerwie. Drużynie nie pomógł, może nawet zaszkodził, bo kto inny w jego sytuacji tak skiksować nie musiał. Trener Levy za Ćwielonga wpuścił jeszcze Mouloungui. Gabończyk pokazał indywidulane umiejętności, ale gdy należało wykorzystać dobre podanie Kowalczyka, pomylił się.



Polonia Warszawa – Śląsk Wrocław 2:2 (1:2)


Strzelcy: Jacek Kiełb 14, Kelemen 48-sam. – Kokoszka 37, Mila 39



Polonia: Przyrowski – Todorovski, Morozov, Baran, Pazio, Wrzesiński (46 Gołębiewski) , Piątek, Tosik, Kiełb (76 Michalski), Wszołek, Przybecki (90 Wełna)



Śląsk: Kelemen – Ostrowski, Kowalczyk, Kokoszka, Pawelec, Ćwielong (72 Mouloungui), Kaźmierczak, Elsner (65 Cetnarski) Mila, Sobota, Ł. Gikiewicz



Sędziował: Jarosław Rynkiewicz

Żółte kartki: Baran, Tosik – Ćwielong