Aktualności

Nakładką: Odkrycia Ameryki!

25.04.2013 (15:15) | Michał Zachodny
Nie oszukujmy się - to już pewne, że Sebastian Mila rozgrywa swoje ostatnie spotkania w Śląsku Wrocław. Ma szansę skończyć z klubem na podium, z pełną krajową pulą (dwa puchary i mistrzostwo), a więc zostanie jednym z największych postaci w historii "Zielono-Biało-Czerwonych". Jednak pośród dyskusji jakie miałem ostatnio okazję podsłuchać tematem wcale nie były, przykładowo, najlepsze gole "Milowego" w Śląsku czy przyszłość drużyny bez niego, lecz to gdzie pan Sebastian wyląduje. "Stany? Po co on robi z siebie piłkarskiego trupa!" - to była wiodąca opinia pośród ogólnie zdziwionych kibiców z Wrocławia.


 

Jednak ponad dwie dekady po organizacji Mistrzostw Świata, Major League Soccer i generalnie kraj jest dalece bardziej zafascynowany piłką nożną - proszę, tylko nie soccerem. Kiedyś, wedle mitu, czekali aż piłka uderzy w poprzeczkę lub przeleci nad nią, by zaliczyć punkty, tak teraz sami stanowią swego rodzaju wzorzec dla Europy. Właśnie powstaje film o kibicach z Philadelphi, którzy kilka lat temu zebrali się tylko z miłości do futbolu (tego naszego), by zmusić władze miasta do stworzenia klubu Union i gry w MLS. Zaczynali od kilku kumpli w lokalnej knajpie.



Nie wolno patrzeć na tę kwestię tylko z jednej perspektywy. Patrzcie na rodzimy futbol - po Euro 2012 wydawało się, że będzie to piłkarskie El Dorado, kraina rosnącej potęgi. Pierwsze miesiące okazały się brutalne, a Sebastian Mila doświadczył to na własnej skórze. Mistrzostwo kraju okazało się tylko biczem na krytykowanie znacznie osłabionej latem drużyny po klęsce w europejskich pucharach. Finansowanie klubu padło po nieciekawej i wciąż ciągnącej się historii walki dwóch mocnych osobowości z których jedna dba o głosy, druga o słupki oglądalności. Futbol stał się dla nich tłem, niestety.



Sebastian Mila już kilka razy w wywiadach mówił o frustracjach wynikających z bycia kapitanem. Rola to co prawda dumna (o czym też wspomina), ale nie po to odchodził z Łodzi do Śląska, by martwić się teraz o finanse swoje i kolegów. We Wrocławiu włodarze klubu go nie chcą, bo nie mają z czego zapłacić, ale czy w innych klubach będzie lepiej? Legia i Lech już raczej idą w innym kierunku, lub jego pozycję mają obstawioną, a do powrotu do Lechii nie jest w stanie przekonać go nawet Bogusław Kaczmarek.



To wcale jednak nie oznacza, że Mila nie powinien bezpiecznie wybierać kierunku zagranicznego. Przeprowadzka za Ocean to kwestia odwrócenia życia rodzinnego do góry nogami, kompletna zmiana otoczenia z tego wrocławskiego, które było dla niego przecież jak... cóż, rodzina. Biorąc jednak pod uwagę wyłącznie aspekty sportowe, Sebastian Mila powinien być dumny z zainteresowania i na poważnie do oferty podejść - o ile już nie podszedł.



Jak już pisałem, Major League Soccer to zupełnie inna liga od tej, którą tworzono po wspomnianych Mistrzostwach Świata. Frekwencja wciąż idzie w górę i już przeskoczyła dużo bardziej popularne i medialne dyscypliny "halowe" - ligi NHL i NBA - a porównując z Europą to jest tuż za Ligue 1 z osiemnastoma tysiącami widzów średnio na każdym meczu. Wspaniałe oprawy, głośny doping, race... To nie jest fikcja - w Stanach też już się czerpie garściami z kultury ultras i to te najlepsze wzorce.



To też postęp w futbolu. Kilkanaście lat temu twierdzono, że reprezentacja USA będzie walczyć z najlepszymi, lecz poza jednym Pucharem Konfederacji z tych wielkich zapowiedzi niewiele wyszło. Tymczasem szef ligi w zeszłym roku mówił, że w 2022 roku MLS ma być w ścisłej czołówce najważniejszych, najbogatszych i najciekawszych lig na świecie. Pod względem statystycznym już się to udało i niech następujące statystyki świadczą (dobrze) o kierunku jaki wybrała liga Stanów Zjednoczonych.



Drużyny MLS średnio wymieniają w trakcie meczu tylko o czternaście podań mniej niż zespołu z ligi hiszpańskiej. W golach prześcignęli Włochów, blisko najlepszych są również w średniej liczbie strzałów oddawanych w każdym spotkaniu. Zespoły są dobrze zorganizowane taktycznie i fizycznie, a o znacznej większości drużyn można powiedzieć, że stara się grać piłką po murawie, nie kopiąc jej po trybunach. Brakuje lidze zawodników dynamicznych i tych o najwyższym poziomie w najlepszym dla piłkarza wieku, jednak i tych w końcu przyciągnie rozwijający się i rosnący w siłę projekt. Projekt w którym także - ba, przede wszystkim! - stawia się na szkolenie młodzieży. Znów czerpiąc z wzorców europejskich, a konkretnie niemieckiego...



Oczywiście, że wszystko odbywa się dzięki kasie pompowanej w ten sport. Jednak Amerykanie zachowują granice rozsądku, nie szaleją niczym katarscy szejkowie, nie zadłużają się jak Ireneusz Król - nie oszukują i nie grają ponad stan. Ściągają piłkarzy rozpoznawalnych na specjalnych warunkach jako "Designated Players" - zaczynali od dwóch, trzech w całej lidze, teraz trwają dyskusje czy tych "wyjątkowych" nie powinno być przynajmniej pięciu na zespół.



W 2022 roku Sebastian Mila już swojej kariery nie będzie kontynuował. Jeśli jednak chce coś jeszcze w futbolu osiągnąć, to większe szanse ma za Oceanem. Niewątpliwie powody osobiste będą przeważały na niekorzyść przeprowadzki do mitycznego "nowego świata", ale trudno znaleźć choć jeden sportowy, który przemawiałby za Polską. Thierry Henry, Alessandro Nesta, ale też Di Vaio, Cahill, Keane, Miller, Wondolowski, brat madryckiego Higuaina - Federico... Sebastian Mila, jeśli się zdecyduje, będzie miał nawet szansę zagrać z... Bońkiem. Oscarem Bońkiem Garcią, który gra w Houston Dynamo.



W Stanach szukają w futbolu piłkarzy o umiejętnościach Sebastiana Mili - kreatywnych, dobrze czytających grę, świetnie wykonujących stałe fragmenty, utrzymujących się przy piłce... Wiem, że w dyskusji kibiców Śląska to czy obecny kapitan wyląduje w Gdańsku czy w Chicago nie ma największego znaczenia, ale nie da się ukryć, że każdy powinien być mu wdzięczny za to gdzie wrocławski klub wyprowadził. Co więcej, my powinniśmy mu życzyć jak najlepiej. Więc z mojej strony, choć to nie jest pożegnanie - panie Sebastianie, "odkrycia" Ameryki!

źródło: własne