Aktualności

Pepe ratownik: Śląsk – Pogoń 1:0

05.05.2013 (18:59) | Adam Osiński
Śląsk rozgrywał z Pogonią słaby mecz, ale w końcówce celny strzał rezerwowego Piotra Ćwielonga dał drużynie trenera Levego trzy punkty. To kolejny raz tej wiosny, gdy Pepe w końcówce zmienia oblicze meczu. Dzięki niemu WKS wrócił w tabeli na pudło.



 

Jakub Więzik – przed meczem to nazwisko najczęściej padało z ust gartski kibiców i dziennikarzy, którzy w niedzielne popołudnie przybyli na Stadion Miejski. 21-letni napastnik nieoczekiwanie pojawił się w pierwszym składzie Śląska, korzystając ze słabej dyspoozycji konkurentów do gry w ataku. Ale to nie była jedyna niespodzianka trenera Levego, bowiem na pozycji defensywnego pomocnika zagrał Marcin Kowalczyk, Piotr Ćwielong zasiadł na ławce rezerwowych, a Przemysława Kaźmierczaka czy Roka Elsnera próżno było szukać nawet tam.



Goście przyjechali z myślą o obronie, ale już w 8 minucie pogublili się, dzięki czemu Waldemar Sobota wpadł w pole karne, skupił na sobie uwagę Radosława Janukiewicza i wycofał piłkę do debiutanta Więzika. Ten uderzył, ale nie trafił w bramkę. To była najlepsza bramkowa okazja do przerwy, bowiem Śląskowi gra się zupełnie nie kleiła. Odległości między piłkarzami były zbyt duże, brakowało choćby prób zagrań z klepki. Gorzej że u niektórych szwankowały też cechy wolicjonalne, bo jak inaczej nazwać sytuacje, gdy po przechwycie piłkę wyprowadza Mila, Sobota i Więzik ruszają sprintem do przodu, a Stevanović truchta na własnej połowie i z perpektywy kilkudziesięciu metrów przygląda się kolegom. Rozumiem, że Kowalczyk zabezpiecza tyły, ale taktyka Levego chyba nie przewiduje ataków tak skromną ilością graczy.



Musiało minąć wiele minut, zanim piłkarze ze Szczecina zorientowali się, że mistrz Polski wcale nie jest taki groźny. Ale lepiej późno niż później. Osłabieni brakiem pauzującego za kartki Ediego w końcu wymienili kilka podań na połowie Śląska. W 27 minucie Murayama zagrał do nieobstawionego Kolendowicza, który fatalnie skiksował. Chwilę później Ława przymierzył z 30 metrów, ale Gikiewicz zdołał sparować piłkę na róg. Te sytuacje musiały gospodarzy trochę zaboleć, bo zanim sędzia zaprosił ich do szatni, na bramkę Janukiewicza niecelnie uderzali Mila, Sobota i Stevanović.



Jeśli w przerwie padły mocne słowa, to przełożenia na grę nie miały. Bezproduktywnego Więzika w 63 minucie zastąpił Łukasz Gikiewicz, ale lepszy od młodszego kolegi nie był. Dariusz Wdowczyk wprowadził w końcu nominalnego napastnika – Tomasza Chałasa, który na kwadrans przed końcem meczu został w polu karnym wzięty w kleszcze. Ławka Pogoni domagała się rzutu karnego, ale arbiter gwizdka nie użył.



W zespole Śląska najwięcej wiatru starał się robić Sylwester Patejuk, który najpierw strzelał z ostrego kąta, a później bez szcześcia lobował Janukiewicza. I to było wszystko. Stanislav Levy widząc taką mizerię, wprowadził do gry Ćwielonga i Mouloungiego. To było kluczowe – na 5 minut przed końcem meczu Mila zagrał na skrzydło do Gabończyka, a ten zacentrował po ziemi. Pepe wyprzedził obrońcę i wpakował piłkę do bramki. Uff! Dość powiedzieć, że był to jedyny celny strzał gospodarzy w tym meczu. Tej wiosny na kłopoty Ćwielong – to znów on w końcówce przesądził o wyniku. Warto jeszcze wspomnieć, że po raz pierwszy w rundzie rewanżowej WKS zachował czyste konto po stronie strat.



Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin 1:0 (0:0)


Strzelec: Ćwielong 85



Śląsk:
Gikiewicz – Ostrowski, Grodzicki, Kokoszka, Pawelec, Patejuk (83 Mouloungui), Kowalczyk, Stevanović, Mila, Sobota (69 Ćwielong), Więzik (63 Ł. Gikiewicz)



Pogoń: Janukiewicz – Noll, Dąbrowski, Hernani, Pietruszka, Murayama, Akahoshi (78 Rogalski), Ława, Wiśniewski (60 Chałas), Frączczak, Kolendowicz (82 Lewandowski)



Widzów: 9254

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa)

Żółte kartki: Sobota, Ostrowski