Aktualności

Rozbity WKS na podium: Legia – Śląsk 5:0

02.06.2013 (18:05) | Adam Osiński
Skutkiem katastrofalnej postawy w defensywie jest pięć straconych bramek na boisku nowego mistrza Polski. Do siatki Rafała Gikiewicza trzykrotnie trafił Marek Saganowski, a po razie uczynili to Michał Kucharczyk i Miroslav Radović. Mimo porażki wrocławianie kończą sezon na trzecim miejscu, bowiem Piast przegrał u siebie z Bełchatowem 2:3.


 

Nic nie zapowiadało kompromitacji. Śląsk prezentował się w maju nadspodziewanie dobrze, Legia – mimo zdobycia tytułu – grała tylko przeciętnie. Nie inaczej było trzy dni wcześniej. Na dodatek trener Jan Urban nie wstawił do składu Bereszyńskiego, Jędrzejczyka, Wawrzyniaka i Łukasika, co można uznać za ukłon w stronę kadrowiczów Waldemara Fornalika na kilka dni przed meczem z Mołdawią. Jeśli coś niepokoiło, to decyzja Stanislava Levego o wystawieniu w pierwszej jedenastce Mateusza Cetnarskiego kosztem kontuzjowanego Marcina Kowalczyka.



Obawa, że akcenty między defensywą a ofensywą nie zostały odpowiednio rozłożone, potwierdziły się od razu. Już po kilkunastu sekundach gry przed szansą na zdobycie gola po podaniu Jodłowca stanął Saganowski, który został w ostatniej chwili zablokowany przez Grodzickiego. Mecz był otwarty i zdawało się, że Dusan Kuciak też będzie miał sporo pracy. Wrocławianie nie tylko grali piłką, ale przedostawali się pod bramkę Legii i powinni wyjść na prowadzenie. Brakowało im jednak precyzji, bo po strzałach Ćwielonga, Gikiewicza i Mili piłka minimalnie mijała bramkę gospodarzy.



Gdy WKS się wyszumiał, Legia dała pokaz skutecznej gry. Tyle w tym zasługi nowych mistrzów, co niefrasobliwości gości. Swobodnie po prawej stronie hasał Michał Kucharczyk, co zemściło się w 13 minucie. Piłka wrzucona w pole karne trafiła na głowę Saganowskiego, który wygrał powietrzny pojedynek z Grodzickim i umieścił ją w siatce. Zaraz po wznowieniu gry piłkarze Śląska ruszyli do przodu, ale po stracie Cetnarskiego legioniści ruszyli z kontrą, pobawili się pod bramką i Saganowski zdobył drugiego gola.



Śląsk po własnych błędach nie potrafił ustawić się w defensywie – gospodarze mieli dużo miejsca, co pozwalało im wrzucić piąty bieg. Znany z szybkości jest zwłaszcza Jakub Kosecki – w akcji, która zaczęła się od straty Mili, upadł on w polu karnym po starciu z Grodzickim i arbiter podyktował, w sumie jednak wątpliwą, jedenastkę. Jej skutecznym wykonawcą i autorem hat-tricka okazał się Saganowski. Mila nie popisał się też kilka minut później, gdy po kolejnym złym rozegraniu i nieskutecznym wybiciu Grodzickiego dziurę w obronie z zimną krwią wykorzystał Kucharczyk. Straty przed przerwą mogły być jeszcze większe, ale Gikiewicz w beznadziejnych sytuacjach nie dał się pokonać Radoviciowi i Saganowskiemu.



Mniej skuteczny po drugiej stronie boiska był jego brat bliźniak. Łukasz niestety pokazał, dlaczego Śląsk przed nowym sezonem musi wzmocnić napad. Po podaniu Mili znalazł się oko w oko z Kuciakiem, ale był zbyt wolny i mało zwrotny, by go minąć. O innym wykończeniu tej sytuacji już nie wspominając.



Trener Levy jeszcze przed przerwą za Cetnarskiego wprowadził Kaźmierczaka. W drugiej połowie WKS stracił już „tylko” jedną bramkę - strzelił ją Radović. Tego dnia nie było jednak w szeregach wrocławian gracza, który choć raz nie pomógł Legii w wyprowadzeniu groźnej akcji. Honorowego gola mogli za to zdobyć Gikiewicz, Ćwielong i Patejuk, ale nie trafiali w bramkę.



Po tym meczu uderzyć w piersi musi się każdy piłkarz Śląska. Ale zanim to zrobią, odbiorą brązowe medale za zdobycie trzeciego miejsca. Czwarty w tabeli Piast przegrał u siebie 2:3 z Bełchatowem i nie skorzystał z potknięcia wrocławian.



Legia – Śląsk 5:0 (4:0)


Strzelcy: Saganowski 13, 15, 32 – k, Kucharczyk 39, Radović 62



Legia: Kuciak – Rzeźniczak (46 Bereszyński), Astiz, Choto, Brzyski, Furman, Jodłowiec, Kosecki, Radović, Kucharczyk, Saganowski (72 Ljuboja)



Śląsk
– Gikiewicz – Ostrowski (46 Pawelec), Kokoszka, Grodzicki, Socha, Cetnarski (33 Kaźmierczak), Stevanović, Sobota, Mila (66 Patejuk), Ćwielong, Gikiewicz



Sędziował:
Tomasz Garbowski



Żółte kartki: Kosecki – Socha, Ł. Gikiewicz