Aktualności

Chłodnym okiem: Krajobraz po stracie

10.06.2013 (23:34) | Adam Osiński
Odejście Piotra Ćwielonga do Vfl Bochum nie jest niespodzianką – po prostu przypomniano nam, w jakim miejscu znajduje się polski futbol. Klub z drugiej ligi niemieckiej oferuje większą kasę i motywację niż nawet czołowa drużyna rodzimej ekstraklasy. To nic nowego – rok temu ocierający się o reprezentację Grzegorz Wojtkowiak zamienił Lecha Poznań na TSV 1860. Gdy Pepe i jego agent uzgadniali warunki kontraktu, kadra Waldemara Fornalika mierzyła się z Mołdawią. W zawstydzającym remisie miało udział trzech graczy polskich klubów. Akurat wszyscy to świeżo upieczeni mistrzowie z Legii: Wawrzyniak, Jędrzejczyk (podpisał kontrakt w Rosji) i Kosecki. Całą trójkę, obok Marcina Komorowskiego – nota bene niedawnego legionisty, można obwołać najsłabszymi ogniwami biało-czerwonych. Przypadek?


 

Ćwielong przez ponad trzy lata w Śląsku Wrocław nie wyrobił sobie takiej pozycji i sympatii wśród kibiców jak Sebastian Mila, Piotr Celeban czy Marian Kelemen. Nie zdobył gola na wagę tytułu jak Rok Elsner. Jednak jego walorów nie można lekceważyć, tym bardziej, a może przede wszystkim dlatego, że nie ograniczały się one do ostatnich miesięcy, jak widzą to niektórzy. Tak naprawdę Pepe nieudaną miał tylko zeszłoroczną wiosnę, co spowodowane było m.in. urazem. Poza okresem, po którym Orest Lenczyk go skreślił, był zdecydowanie częściej mocnym niż słabym punktem WKS-u. Dobry technicznie, przydatny w grze kombinacyjnej, potrafił przymierzyć z dystansu czy dograć ze skrzydła – kto będzie chciał, przypomni sobie. Krótko mówiąc – Ćwielong nie bazował tylko na szybkości, dynamice, tak jak niegdyś robił to Janusz Gancarczyk, a obecnie wspomniany Kosecki. Na polską ligę pewien repertuar wystarczy, na Mołdawię to było już za mało.



Piłkarze Polonii Warszawa i GKS-u Bełchatów opuszczają ekstraklasę z podniesioną głową, bo wstydu sobie nie przynieśli. Wręcz przeciwnie, a można tak powiedzieć zwłaszcza o skrzydłowych: Madeju, Wszołku, Przybeckim, Mateuszu Maku. Ten pierwszy zdecydował się grać w Zabrzu, kolejni – dużo młodsi – już są przymierzani do kilku klubów, głównie Lecha. A może któryś z nich powinien zastąpić w Śląsku Ćwielonga? Owszem, oni też póki co bazują przede wszystkim na szybkości, ale dziury łatać trzeba. Kim, jeśli nie utalentowaną młodzieżą? Kilka tygodni temu pisałem, że WKS powinien pomyśleć nad zatrudnieniem Roberta Demjana. Zdecydowano się jednak na Sebino Plaku, co można wytłumaczyć w prosty sposób – skoro w klubie zostaje Łukasz Gikiewicz, potrzebny był napastnik o innej charakterystyce. Czy tym razem włodarze Śląska skorzystają ze sprawdzonych ligowców szukających pracy, a może znów przewidują zaskakujący scenariusz?