Aktualności

Bez punktów w starciu z Jagą

28.07.2013 (20:15) | Artur Adamczyk
WKS przegrał z Jagiellonią 2:3, choć do 73. minuty było 0:3. O porażce Śląska zdecydowały rażące błędy w obronie, które skrzętnie wykorzystali przyjezdni. Zabrakło również pomysłu i sił na zdobycie większej liczby bramek. W efekcie wrocławscy kibice spoglądają z niepokojem na zbliżający się mecz eliminacji do Ligi Europejskiej, gdzie zawodnikom WKS-u przyjdzie zmierzyć się z dużo lepszym rywalem.


 

Trener Levy w dzisiejszym spotkaniu chciał dać odpocząć liderom ofensywy – Sebastian Mila i Marco Paixao rozpoczęli mecz na ławce rezerwowych. W porównaniu do meczu z Rudarem zmiana nastąpiła również na prawej obronie, gdzie zamiast Ostrowskiego zobaczyliśmy Sochę, który przejął dziś opaskę kapitana. Warunki na stadionie były rodem z egipskich kurortów, co odbiło się na poziomie gry obu drużyn.



Spotkanie rozpoczęło się od prostopadłych zagrań Jagiellonii, które pewnie wyłapywał Gikiewicz. W odpowiedzi Śląsk stworzył dwie okazje, których nie wykorzystali Plaku i Sobota. Kaźmierczak próbował strzału z przewrotki, chwilę później uderzył silnie z daleka, jednak oba strzały były niecelne.



W 23. minucie piłkarze Piotra Stokowca wykorzystali niefrasobliwość obrońców Śląska. Po akcji lewą flanką piłkę po ziemi na 11. metrze dostał niekryty Rafał Grzyb i pewnie wpakował ją do siatki obok bezradnego golkipera wrocławian. Minutę później kolejna akcja po stronie spóźnionego Sochy, tym razem wrzutka górą i bardzo niecelny strzał głową zawodnika Jagi.



Tuż przed przerwą groźnie strzelił z daleka Quintana, jednak Gikiewicz wykazał się refleksem i sparował piłkę nad bramką. Niestety jego koledzy z pola nie byli tak czujni i po rzucie rożnym znów zostawili na 10. metrze Martina Barana, który wpakował bramkę do szatni Śląskowi. To druga bramka, która w dużej mierze obciąża konto Mariusza Pawelca. Oglądając jego niepewne poczynania można zatęsknić za Rafałem Grodzickim, który leczy poważny uraz barku.



Gra w pierwszej połowie toczyła się głównie w środku pola. Fauli nie było nadzwyczaj dużo, jednak Kaźmierczak i Hołota obejrzeli żółte kartki w ciągu pierwszych 20 minut spotkania po ostrych wejściach w nogi przeciwników. Odpowiedzialny za wyprowadzanie akcji ofensywnych Stevanović nie popełniał rażących błędów, ale nie błyszczał też podaniami otwierającymi drogę do bramki. Kilka jego zagrań mogło stworzyć duże zagrożenie pod bramką Jagiellonii, jednak brakowało mu zimnej krwi i przede wszystkim precyzji. Poziom zdecydowanie niższy niż ten, do którego przyzwyczaił nas Sebastian Mila grający na tej pozycji. Kompletnie niewidoczny był grający na szpicy Plaku, który nie potrafił sobie poradzić ze szczelnie kryjącymi go obrońcami Jagi. Wyróżnić na plus należy Waldemara Sobotę, który raz po raz wkręcał w ziemię i uciekał bezradnym rywalom. Niestety widoczny był brak odpowiedniego kompana w tej części boiska.



Na drugą połowę za Kaźmierczaka wszedł Mila, a za Plaku Paixao. Zmiany te spowodowały chwilowe ożywienie w ofensywie wrocławian. Z przodu lepiej, z tyłu kryminału ciąg dalszy. Krosowe podanie przez pół boiska otrzymał Balaj, uciekł bez problemu Sosze oraz Pawelcowi i pewnie pokonał Rafał Gikiewicza delikatnie podcinając piłkę nad bramkarzem Śląska zdobywając trzecią bramkę dla Jagi.



Kolejny strzał Jagiellonii odbił się od słupka. Piłkarz białostocczan znalazł się w idealnej okazji po zbyt krótkim wybiciu piłki przez Pawelca. Śląsk dążył do zdobycia bramki pojedynczymi zrywami, jednak najbliżej tego było po wrzutce Mili z rożnego i chwilę później po ładnym strzale z daleka Tomasza Hołoty. Ciężko było dopatrzeć się skutecznego pomysłu na rozegranie akcji.



Przebudzenie nastąpiło w 73. minucie, gdy po wrzutce Soboty Paixao przepchnął obrońcę i strzelił główką bramkę dla WKS-u. Chwilę później groźnie uderzył Mila, jednak Słowik wykazał się refleksem. Szczęścia próbował nawet Adam Kokoszka, jednak bramkarz Jagiellonii nie dał się zaskoczyć. Druga bramka dla Śląska padła po pięknym strzale Dudu Paraiby z dystansu. Śląsk chciał pójść za ciosem i doprowadzić do wyrównania, ale dobrą okazję zmarnował Patejuk.

3 minuty przed końcem po wrzutce Dudu sam na sam ze Słowikiem był Paixao, uderzył z powietrza jednak trafił prosto w bramkarza Jagielloni. Chwilę później później kolejne mocne uderzenie z daleka Dudu Paraiby, tym razem minimalnie obok słupka. Jagiellonia mogła podwyższyć prowadzenie tuż przed końcem, bo po głupim błędzie Sochy na minimalnym spalonym był Quinatana, który miał przed sobą już tylko Gikiewicza.



W drugiej połowie nieco mniej widoczny był Sobota, z kolei na drugim skrzydle Sylwester Patejuk równie bezbarwny jak w pierwszych 45 minutach. Dokonane w przerwie zmiany pokazały kto decyduje o obliczu ofensywy w Śląsku – bez Marco Paixo i Sebastiana Mili zespół nie stwarza w zasadzie zagrożenia pod bramką przeciwnika. Gorzej wygląda sytuacja z tyłu. Kokoszka i Dudu prezentują niezły poziom, natomiast problemem jest to, że Socha wciąż kryje „na radar”, a Pawelec popełnia błędy niczym junior. O ile w meczu z Brugge zapewne wystąpi Ostrowski na prawej obronie, o tyle na środku obrony pola manewru w zasadzie nie ma, bo na ławce jest tylko Marek Wasiluk.





Śląsk Wrocław 2:3 (0:2) Jagiellonia Białystok

Paixao 72', Dudu 81' - Grzyb 22', Baran 45', Balaj 52'



Składy drużyn:

Śląsk Wrocław:(stroje: zielone) Gikiewicz - Socha, Pawelec, Kokoszka, Dudu - Hołota (80 Ostrowski), Kaźmierczak (46 Mila) - Sobota, Stevanović, Patejuk - Plaku (46 Paixao) Trener: Stanislav Levy

Jagiellonia Białystok:(stroje: czerwone) Słowik - Norambuena (76 Bandrowski), Pazdan (58 Ukah), Baran, Straus - Kupisz, Tosik, Grzyb, Quintana, Gajos (46 Balaj) - Piątkowski Trener: Piotr Stokowiec



żółte kartki: Hołota, Kaźmierczak, Pawelec, Kokoszka - Norambuena, Słowik, Tosik.



sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).

widzów: 10 629.