Cudów nie było

29.08.2013 (22:47) | Patryk Reński
Koniec przygody wrocławian z europejskimi pucharami. Śląsk bez Dudu, Stevanovicia i Paixao przegrał z Sevillą 0:5. Mecz z trybun oglądało aż 41 955 kibiców. Goście pokazali dzisiaj wielką klasę i skuteczność, która przyniosła im dość łatwe zwycięstwo.


 

Wrocławianie rozpoczęli ten mecz mocno zmotywowani. Nic dziwnego skoro z trybun dopingowało ich aż 41 955 kibiców. Doping był niesamowity. Od początku spotkania piłkarze chcieli potwierdzić kibicom, że nie stracili jeszcze nadziei na awans i będą walczyć do upadłego. Już w pierwszych sekundach meczu w dobrej sytuacji pod bramką Beto znalazł się Sebino Plaku, którego uderzenie obronił jednak hiszpański bramkarz. Ta sytuacja pokazała, jak do tego spotkania podchodzą gospodarze. Nie wystraszyli się rywala, nie mieli nic do stracenia. Wysoki pressing i trzy rzuty rożne w ciągu kilku pierwszych minut – Śląsk nie schodził z połowy Sevilli. Podopieczni trenera Levy’ego wychodząc mocno do przodu narażali się jednak na groźne kontry Hiszpanów. Po jednej z nich, kiedy piłkę na prawej stronie stracił Krzysztof Ostrowski, Jairo Samperio po rajdzie przez pół boiska miał doskonałą okazję do strzelenia gola, jednak uderzył minimalnie niecelnie.



Drugi kwadrans należał już bezsprzecznie do rywali. Na nieszczęście gospodarzy w 22. minucie Sevilla zdołała zdobyć bramkę. Zaczęło się od fatalnego podania Ostrowskiego. Piłka po chwili trafiła do Ivana Rakiticia, kapitan gości nie zastanawiając się długo huknął jak z armaty i choć wydawało się, że do bramki Gikiewicza jest daleko to moc uderzenia sprawiła, iż futbolówka zmieniła kierunek lotu w polu karnym i zaskoczyła golkipera Śląska.



Wrocławianie nie poddawali się i chcieli koniecznie pokazać publiczności na stadionie, że będą walczyć dalej. Dobrą okazję niedługo po straconym golu miał Sebastian Mila. „Roger” miał świetną szansę, aby przelobować wychodzącego z bramki Beto, ale zrobił to nieco niedokładnie. Po trybunach rozległ się tylko głośny jęk zawodu. Kolejna szansa to mocny strzał Patejuka z powietrza, ale na drodze piłki stanęli obrońcy.



Nie tylko Śląsk atakował. Robili to również piłkarze Sevilli i to o wiele skuteczniej niż gospodarze. W 38. minucie zostały rozwiane już naprawdę ostatnie nadzieje tych największych optymistów. Na 2:0 podwyższył Carlos Bacca po doskonałej akcji. WKS grał jednak dalej, wciąż wysokim pressingiem i wciąż z myślą o atakowaniu bramki Beto.



Komfort w jakim znaleźli się piłkarze Sevilli sprawił, że grali bardzo spokojnie i przede wszystkim powoli, wymieniając, jak na Hiszpanów przystało, bardzo dużo podań. Wrocławianie głównie biegali za piłką i bronili ataków rywali. Piękną paradą po strzale Bacci popisał się w bramce Gikiewicz. W przerwie trener Levy dokonał ofensywnej zmiany. Na boisku w miejsce Amira Spahicia pojawił się Jakub Więzik. Nie przełożyło się to jednak na zmianę rezultatu.



W 71. minucie wynik podwyższyli jeszcze goście. Samperio po dobrym podaniu kolegi znalazł się w dobrej sytuacji i wykorzystał ją, pakując piłkę do bramki obok interweniującego golkipera Śląska. To nie był koniec strzelania Sevilli. Kilka minut później gola na 4:0 zdobył Diego Perotti. Tego trafienia nie byłoby, gdyby nie fatalna strata na własnym polu karnym Odeda Gavisha, który pojawił się na boisku w drugiej połowie za kontuzjowanego Mariusza Pawelca. Izraelczyk stracił piłkę, a kilka sekund później ta znalazła się w siatce. Po tym golu niektórzy zaczęli opuszczać stadion. Na trybunach zostali tylko kibice, którzy przyszli dopingować swój ulubiony zespół i zostali do końca, żeby wspierać piłkarzy Śląska.



Niestety to nie był ostatni błąd obrony wrocławian w tym meczu. Kilka minut przed końcem gwóźdź do trumny wbił sam bramkarz Śląska, który podał piłkę prosto do nogi Bacci, a temu nie pozostało nic innego jak wpakować ją do bramki i tym samym ustalić wynik na 5:0. Cudów we Wrocławiu nie było. Wielkim plusem jest jednak postawa kibiców, tych którzy zostali, za świetny doping przez cały mecz i niezwykłe śpiewy po zakończonym spotkaniu. Piłkarze Śląska zostali pożegnani głośnym „DZIĘKUJEMY ZA PUCHARY”.