Aktualności

Chłodnym okiem: Gra o stołek

23.10.2013 (18:51) | Adam Osiński
Październik 2013 wciąż trwa, ale już wiemy – dla nas to piłkarsko najgorszy miesiąc tego roku. Efektem są burzliwe spekulacje, oceny niekiedy skrajne, innym razem jednoznaczne. Jako kibice reprezentacji ubolewamy nad wtopą kadry Waldemara Fornalika i komentujemy wybór nowego selekcjonera. A tak bardziej lokalnie – z niepokojem patrzymy na wyczyny zespołu Stanislava Levy’ego. Nasuwa mi się pewien łańcuszek skojarzeń, łączący nazwiska kilku trenerów z tymi dwoma kryzysami.


 

Otóż Górnik, prowadzony przez Adama Nawałkę, ponoć pewnego przyszłego selekcjonera, choć jeszcze oficjalnie niepotwierdzonego, w spektakularny sposób pokonał wrocławską drużynę. W następnej kolejce WKS zagra z Zawiszą prowadzonym przez Ryszarda Tarasiewicza, człowieka, który jako pierwszy tej jesieni pokonał byłego narodowego, czyli Franciszka Smudę. Z kolei sam Tarasiewicz nigdy nie ukrywał, że marzy mu się praca z kadrą – właściwie niemal lobbował sam siebie. Teraz jednak o jego kandydaturze nie słychać, bo legenda Śląska skupia się na pracy w Bydgoszczy. Taraś stworzył tam zespół, który w niedzielę we Wrocławiu jest w stanie wygrać. Jeśli tak się stanie, może to zachwiać nie tyle pewnością siebie czeskiego trenera, której ostatnio i tak nie widać u niego za grosz, co po prostu jego posadą. Gdyby Levy spadł ze stołka, do wzięcia będzie na przykład Fornalik, o którym pomyślą też w Zabrzu, szukając następcy Nawałki.



Ale Czech może się wciąż uratować. Wizerunek jego i drużyny ulegnie poprawie nawet szybko, w ciągu tygodnia, jeśli tylko Śląsk wygra dwa najbliższe mecze u siebie – z Zawiszą i Podbeskidziem. Przed sezonem dopisywaliśmy wrocławianom sześć punktów przed meczami z takimi rywalami. Teraz drżymy i przed nimi, i przed ostatnią minutą, ktokolwiek byłby przeciwnikiem. Zawisza na szacunek zasłużył sobie zresztą nie przez nieporadność Śląska, ale dzięki własnej postawie. Levy przełykał porażki w ostatnich sekundach, ale i jemu się poszczęściło. Tak chyba trzeba nazwać czwartą żółtą kartkę w sezonie, jaką ujrzał w meczu z Wisłą Michał Masłowski. Ofensywny pomocnik bydgoskiego klubu na powolny środek pomocy WKS-u byłby zdecydowanie za szybki.



Przed Podbeskidziem nikt nie pękał, dopóki trenerem Górali nie został Leszek Ojrzyński. On piłkarskiej jakości outsiderowi nie doda, ale wiemy też, że nie pozwoli, aby jego piłkarze odstawiali nogę. W tym zakresie wykazuje zresztą podobieństwo z Tarasiewiczem. Zawodnicy Levy’ego, podobno tak przychylni Czechowi, mają zatem okazję pokazać, jak dobrze im się razem pracuje.