Zawisza zwycięski

27.10.2013 (17:30) | Krzysztof Banasik
To nie tak miało być, to nie tak miało wyglądać. Dramat Śląska trwa! Zawisza Bydgoszcz prowadzony przez Ryszarda Tarasiewicz zwyciężył we Wrocławiu 2:1 (0:0) i pogrążył wrocławian w ligowym marazmie. Zawodnicy przed meczem obiecywali walkę o trzy punkty, ale czy rzeczywiście dali z siebie wszystko? Bydgoszczanie odnieśli pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie.


 

Po dwóch porażkach z rzędu – w lidze z Górnikiem Zabrze i w Pucharze Polski z Jagiellonią Białystok, Śląsk do spotkania z Zawiszą podszedł bardzo ostrożnie, chcąc przede wszystkim nie stracić bramki. Wrocławianie grając bez kontuzjowanego Sebastiana Mili mieli spore problemy z atakiem pozycyjnym. W składzie na ten mecz spodziewaliśmy się Mateusza Cetnarskiego, który wydawał się naturalnym zastępcą kapitana zielono-biało-czerwonych, tymczasem trener Levy do gry desygnował gracza o bardziej defensywnych inklinacjach – Tomasza Hołotę.



W rezultacie w Śląsku brakowało zawodnika, który potrafiłby piłkę przetrzymać i dokładnie zagrać do partnera. Co prawda WKS był blisko pokonania Wojciecha Kaczmarka już w 5. minucie, ale bardziej wynikało to z przypadku, niż z zaplanowanej akcji. Tymczasem Zawisza groźnie kontrował, a że wrocławska obrona monolitem nie jest i szybko nie będzie, to goście kilkukrotnie dzielnie sobie pod bramką Rafała Gikiewicza poczynali.



Dla jednych był to typowy mecz zespołów ze środka tabeli, dla innych były to piłkarskie szachy, ale niekoniecznie w mistrzowskim wydaniu. Mimo wszystko jeden dobry ruch pozwolił Śląskowi na objęcie w tym pojedynku prowadzenia. Grający na prawym skrzydle Tadeusz Socha przejął piłkę po stracie Sebastiana Dudka, popędził środkiem boiska i idealnie w tempo zagrał do wybiegającego Sylwestra Patejuka, który uniknął spalonego i w 55. minucie wykorzystał sytuację sam na sam z Kaczmarkiem.



Wrocławianie długo z prowadzenia się nie nacieszyli. Zamiast spokojnie kontrolować boiskowe wydarzenia, gospodarze oddali inicjatywę przyjezdnym i szybko zostali skarceni. Dudu wywierał zbyt małą presję na znajdującym się przed polem karnym Jakubie Wójcickim, który techniczne podał górą do Luisa Carlosa, ten wykorzystał niezdecydowanie Gikiewicza z Mariuszem Pawelcem i trafił do pustej bramki.



Niestety już chwilę później zrobiło się 2:1 dla graczy trenera Tarasiewicza. Dudu nie przypilnował Vahana Gevorgyana, który po dośrodkowaniu strzelił głową w okienko, a kolejny pusty przelot przy tej akcji zaliczył Gikiewicz. Klasowa drużyna takich bramek tracić nie może, ale forma Śląska to równia pochyła w dół. Jak jednak pokazały powtórki telewizyjne, napastnik Zawiszy w momencie podania był na spalonym i bramka nie powinna być uznana.



Mocno zastanawiająca jest też zmiana Odeda Gavisha za Dalibora Stevanovicia. Zawodnik, który był ściągany do Wrocławia jako środkowy obrońca, do tej pory zawodził na całej linii, ale mimo wszystko Levy postanowił dać mu szansę gry w pomocy. Gavish tuż po wejściu na boisko mógł pokonać Kaczmarka, ale po dośrodkowaniu z rzutu wolnego strzelił na tyle mocno, że były bramkarz Śląska mógł ją złapać jedną ręką.



Sytuacja wokół Śląska robi się mocno nerwowa, bo nad przedostatnim Widzewem Łódź mamy już tylko trzy punkty przewagi. Tak nisko w tabeli byliśmy ostatnio za kadencji trenera Tarasiewicza, który dzisiaj mógł się cieszyć z wywiezienia trzech oczek z Wrocławia. A gdyby w doliczonym czasie gry Gevorgyan wykorzystał idealną okazję do podwyższenia prowadzenia, porażka Śląska byłaby jeszcze bardziej dotkliwa.



Śląsk Wrocław 1:2 (0:0) Zawisza Bydgoszcz

Patejuk 55 – Carlos 67, Gevorgyan 75



Śląsk: Gikiewicz – Ostrowski (77 Plaku), Pawelec, Kokoszka, Dudu – Socha (74 Cetnarski), Kaźmierczak, Hołota, Stevanović (86 Gavish), Patejuk – Paixao



Zawisza: Kaczmarek – Lewczuk, Pereira, Strąk, Ziajka – Carlos, Dudek (88 Petasz), Goulon, Hermes, Wójcicki – Gevorgyan



Żółte kartki: Pawelec, Patejuk, Socha (Śląsk), Carlos, Dudek (Zawisza)

Widzów: 8759

Sędziował: Paweł Raczkowski (Mazowiecki ZPN)