Aktualności

Chłodnym okiem: Plus meczu

26.11.2013 (20:20) | Adam Osiński
Czyli Dalibor Stevanović. Na tym żarty kończymy, nie będzie tu więcej ironii, choć informacja, który piłkarz zdaniem internautów i telewidzów NC+ najlepiej zagrał w meczu Śląska, co tydzień poprawia mi humor. Zawsze jest to ten, który naszą drużynę notorycznie osłabia. Słoweniec zbierał cięgi już wiele razy, więc zapytacie, czemu akurat teraz ja się czepiam. Może dlatego, że właśnie oglądam skrót meczu w Białymstoku i naszego pomocnika, który truchta w pobliżu asystującego przy dwóch golach Michała Pazdana. Może dlatego, że w Śląsku zmienił się prezes, który kierowany dobrymi chęciami, lecz złymi podpowiedziami mógłby nieopatrznie przedłużyć pewien kontrakt wygasający za pół roku.


 

„Tu nigdy nie było takiego gracza jak on” – mówił Johan Voskamp zimą 2012 roku, zachwycony umiejętnościami swojego nowego kolegi. Po kilku treningach zobaczył w Stevanoviciu coś, czego tysiące wrocławian nie zaobserwowało przez dwa lata. Tak jest – to już cztery rundy Słoweniec reprezentuje nasz klub, niemal w każdym spotkaniu wychodząc w pierwszej jedenastce. OK, Dado może mieć menedżera z kontaktami, ktoś we Wrocławiu dał się nabrać na jego CV, gdzie mógł wpisać sobie grę w Primera Division. Tak na marginesie – pamiętam, że widziałem kiedyś na Youtube, pod filmikiem z popisami Stevanovicia, komentarz pewnego Hiszpana, który stwierdził, że to najgorszy obcokrajowiec w historii Realu Sociedad. Ale wróćmy do naszej wrocławskiej perspektywy, bo w końcu Słoweniec trafił nad Odrę. Mało tego, zagrzał tu miejsce na dłużej, co już naprawdę dziwi. Zastanawiam się, co tak naprawdę powiedziałby o tym zawodniku Stanislav Levy poza zasięgiem gumowych dziennikarskich uszu, jak nazwałby go Orest Lenczyk w szczerej rozmowie, np. z Rafałem Dutkiewiczem.



Czy byłoby to miłe dla zawodnika? Spójrzmy wstecz: Lenczyk po pierwszych meczach już tak odważnie nie stawiał na Słoweńca; za kadencji Czecha Dalibor gra bardziej wycofany, przed obrońcami, jakby trener nie wierzył w kreatywność swojego gracza. Tu, gdzie teraz go ustawia, takich wymagań nie ma, choć przecież Dado mógłby, wzorem cofniętego w Juventusie Andrei Pirlo czy nawet klubowego kolegi Kaźmierczaka, wykonującego świetne przerzuty, wziąć odpowiedzialność za konstruowanie akcji. Ale on tego nie potrafi, więc na defensywnym pomocniku maskuje swój strach przed grą. Plus Każdego Meczu pewnie usiadłby zresztą na ławie, gdyby nie konflikt Levego z Elsnerem, a następnie odejście Soboty, którego – po okresie aklimatyzacji – na skrzydle zastąpił z konieczności Hołota. Czyli gdyby nie krótka ławka.



Dlaczego Stevanović się nie nadaje? Nawet nie dlatego, że jest słaby, on po prostu w niczym nie jest dobry. Porównując go do graczy naszego ostatniego przeciwnika – to nie ruchliwy i agresywny Pazdan, ani nie szybki i skuteczny technik z oczami dookoła głowy á la Dani Quintana. Zresztą Polak potrafi też pięknie podawać, a Hiszpana wypatrzono w trzeciej lidze hiszpańskiej. Takich kolegów jak Stevanović dwie klasy wyżej Dani nie miał, ale nie to się liczy.