Chłodnym okiem: Bezsilni

10.12.2013 (18:36) | Adam Osiński
Śląsk w tym sezonie gubił punkty od samego początku – nawet gdy zespół latem był w formie, gdy po skrzydle biegał Sobota, gdy nikt nie pauzował za kartki, a Milę omijały kontuzje. Mimo to zachowywałem spokój, traktując remis z Koroną czy porażkę z Jagiellonią jako niefortunne wpadki, takie, które nie mają prawa zmącić obrazu piłkarskiej potęgi, jaki ujrzeliśmy w naszym klubie po sukcesach ostatnich lat, na dokładkę wzmocnionego triumfem nad Brugią. WKS był za silny, by oglądać się za siebie, był niedościgły dla tych, którzy chcieliby rywalizować z nim o pierwszą ósemkę. Napawałem się tą myślą, mając w pamięci tak nieodległe przecież lata posuchy na drugo- i trzecioligowych boiskach. Ale teraz czuję już strach – zaraz to inni będą poza zasięgiem, nawet nie ma po co oglądać się za siebie, bo tam – w tabeli – nie ma za nami już prawie nikogo.


 

Jaki poziom prezentuje późną jesienią Śląsk, zobaczyliśmy w Łodzi, gdzie zespół Levy’ego jako jedyny w lidze nie strzelił w tym sezonie gola Widzewowi. Co z tego, że Paixao i spółka mieli na to kilka dogodnych okazji? Skoro ich nieskuteczność powtarza się w kolejnym spotkaniu, nie jest to dziełem przypadku – mamy po prostu poważny problem. Zawsze śmieszyły mnie tłumaczenia, że napastnik jest w formie, bo dochodzi do sytuacji strzeleckich. Bzdura – jeśli jest w gazie, to te sytuacje, wypracowane zazwyczaj przez partnerów, zamienia na gole. Jeśli tego nie robi, to coś jest nie tak albo z jego formą (psychiczną?), albo z futbolowym abecadłem. Dlatego Paixao i jego koledzy z ofensywy muszą wziąć się w garść, póki jeszcze nie jest za późno.



A rosną we mnie obawy, że niedługo będzie. Podczas ostatniej kolejki złapałem się na tym, że oglądając mecz w TV nie zależy mi już na dobrym widowisku i efektownych golach. Teraz, gdy np. Cracovia gra z Zagłębiem, to ściskam kciuki za gości, bo nie chcę, żeby Pasy za daleko nam odskoczyły. W lidze każdy może wygrać z każdym, ale nasi rywale w walce o awans do ósemki dość regularnie jednak punktują – miniona seria spotkań nie była pod tym względem dla Śląska szczęśliwa. W tabeli wyprzedzają nas już niemal wszyscy, nawet Korona, niedawny outsider. Tydzień temu napisałem, że polską ligą rządzi przypadek, ale czy przypadkiem jest to, że WKS przez ponad pół sezonu zasadniczego potrafił pokonać tylko dwa zespoły, które w tabeli są nad nim – Lecha i Lechię? Nadejdzie wiosna i lepsze czasy – przywołuję ten fragment kibicowskiej przyśpiewki, niemal zapomnianej, z nadzieją, że coś się wkrótce zmieni. A powinno sporo, bo tylko seria zwycięstw da nam awans do ósemki. Tylko czy tych piłkarzy i tego trenera na to stać? I czy powinni dostać szansę, by wiosną udowodnić nam, że tak?