Aktualności

Chłodnym okiem: Rykoszet po skandalu

04.03.2014 (17:06) | Adam Osiński
Po przerwanym z powodu bójki meczu Legii z Jagiellonią wróciła wrzawa na temat stadionowego chuligaństwa, ale z piłką nożną ma to niewiele wspólnego. Ze sportowego punktu widzenia ważne jest, jaka odpowiedź padnie na pytanie: co z niedokończonym spotkaniem? Mam obawy, że władze ekstraklasy wydadzą decyzję, po której wynik pojedynku zostanie rozstrzygnięty za zamkniętymi drzwiami jakiegoś gabinetu, tymczasem sprawiedliwie byłoby, gdyby oba zespoły po prostu zagrały drugą połowę. W przeciwnym razie kształt tabeli na koniec sezonu może zostać poważnie wypaczony.


 

Trener białostoczan Piotr Stokowiec godzinę po feralnym meczu w telewizyjnym studio żałował, że piłkarze nie rozegrali drugiej połowy, ale jednocześnie przyznał, że Ekstraklasa powinna ukarać Legię walkowerem i przyznać trzy punkty Jagiellonii. Na jego miejscu pewnie też bym na to liczył – w końcu komplet oczek za mecz z rywalem, który raczej zwykł wygrywać, to niezły bonus. Taki, dzięki któremu można sobie na przykład wejść po sezonie zasadniczym do pierwszej ósemki, wyprzedzając o punkt lub dwa Śląsk, Lechię, Cracovię czy Koronę. To jedna wersja przyszłości, ta bardziej denerwująca z wrocławskiej perspektywy, bo to nasz klub może ucierpieć na korzyści, jaką mógłby odnieść zespół z Podlasia przy zielonym stoliku. Ale można jeszcze spojrzeć na całą sprawę z perspektywy Legii – wyobraźmy sobie, że mistrzem Polski zostaje Wisła, która stołeczną drużynę wyprzedza na mecie o jeden punkt. Odkładając na bok prywatne sympatie – gdzie tu duch sportowej rywalizacji?



Dla piłkarzy nie ma znaczenia, czy przerywają grę z powodu opadów śniegu, jak to się stało w grudniu podczas meczu Galatasaray – Juventus, czy przez wydarzenia w jakimś sektorze na trybunach. Jasne, że czym innym są warunki atmosferyczne, na które nikt nie ma wpływu, a inaczej należy ocenić brak odpowiedniego zabezpieczenia imprezy masowej przez organizatora, w tym wypadku Legię. Jeśli jednak popatrzymy na to przez pryzmat sportowej uczciwości, to piłkarze powinni wrócić na murawę, tak jak to zrobili uczestnicy Ligi Mistrzów. W tamtym przypadku nikomu nie przyszło do głowy, żeby utrzymać bezbramkowy wynik i potraktować go jako ostateczne rozstrzygnięcie. Dzięki temu Turcy nazajutrz strzelili gola i odmienili losy rywalizacji. Niech teraz piłkarze Legii wyjdą i pokażą, że są najlepsi w Polsce, albo niech goście utrą im nosa, udowadniając, że należy im się miejsce w górnej połówce tabeli. Nie jest powiedziane, że tak by się nie stało, akurat w niedzielę w trakcie jednej połówki Jaga powinna strzelić niejednego gola.