Aktualności

Legia poskromiona

09.03.2014 (19:58) | Krzysztof Banasik
Dla takich spotkań warto wyjść z domu i pójść na stadion. Śląsk stawił czoła mistrzowi Polski, grając niemal przez cały mecz jak równy z równym. Wrocławianie zremisowali z Legią Warszawa 1:1 (0:0), ale nie byli w tym pojedynku gorsi. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego pokazali się z dobrej strony i pozostawili po sobie pozytywne wrażenie. Za wartości estetyczne punktów się jednak nie przyznaje, dlatego spotkanie zakończyło się sprawiedliwym remisem. Obiektywnie trzeba jednak przyznać, że gdyby nie fatalne pudła gości i znakomity Marian Kelemen, warszawianie mogliby cieszyć się z trzech punktów.


 

Szansę debiutu od pierwszej minuty w barwach Śląska otrzymał Flavio Paixao – brat bliźniak kapitana WKS-u. Po wielu miesiącach starań, wrocławianie wreszcie uzyskali zgodę FIFA na występy tego zawodnika w barwach Śląska. Portugalczyk od razu wskoczył do pierwszego składu, podobnie jak 19-letni Ondrej Duda w Legii, prezentowany tydzień temu przed spotkaniem przeciwko Jagiellonii Białystok. Ten mecz zakończył się po pierwszej połowie ze względu rozróby kibiców, goście trzy punkty zdobyli przez orzeczony walkower.



Pierwsza połowa mogłaby być dobrą reklamą naszej Ekstraklasy. Oba zespoły grały ofensywnie i stworzyły sobie po kilka okazji do zdobycia gola. Zabrakło jedynie skuteczności, szczególnie pod bramką Mariana Kelemena, gdzie nieskuteczność obrońców nie wykorzystali nieskuteczni napastnicy Legii. Pudłowanie rozpoczął jednak Marco Paixao, który w 6. minucie po zagraniu od Dalibora Stevanovicia główkował nad bramką. Ale to, co zrobił debiutujący Duda w 8. i 18. minucie, śmiało może pretendować do nagrody dla pudła roku. Najpierw Słowaka świetnie powstrzymał jego rodak, czyli Kelemen, który instynktownie obronił strzał z kilku metrów. Następnie Duda w niemal identycznej sytuacji, kiedy wrocławscy defensorzy po raz drugi się zdrzemnęli, fatalnie przestrzelił nad poprzeczką z jeszcze bliższej odległości.



Te dwa zagrania były poważnym ostrzeżeniem dla Śląska, który nie pozostawał dłużny i również stwarzał zagrożenie pod polem karnym przeciwnika. W 22. minucie Stevanović strzelił w światło bramki, na co odpowiedział Miroslav Radović jeszcze lepszym uderzeniem z pola karnego, ale ponownie świetnie spisał się Kelemen, odbijając piłkę efektowną interwencją na rzut rożny. Najpiękniejsza akcja miała miejsce w 27. minucie, kiedy bliźniacy Paixao zagrali między sobą, Marco podał w swoim stylu piętką do Flavio, a ten mierząc w okienko niestety przestrzelił – z pozycji, którą sobie wypracował, powinien oddać przynajmniej celny strzał. Jeszcze przed przerwą przed kolejną szansą stanął Radović po dalekim podaniu od Ivicy Vrdoljaka, ale Serb naciskany przez obrońców strzelił obok bramki.



Po zmianie stron tempo gry nie uległo zmianie i nadal obie jedenastki starały się jak najszybciej wyjść na prowadzenie. Śląsk budował swoje ataki pozycyjne przede wszystkim atakując skrzydłami i wykorzystując prostopadłe zagrania do ruchliwego Flavio. Na lewej stronie nieźle spisywał się Robert Pich, który w 60. minucie złamał akcję do środka i huknął z 20 metrów kilkanaście centymetrów nad poprzeczką. Wreszcie w 64. minucie po kolejnej akcji ofensywnej gospodarzy i strzale Marco Paixao piłka trafiła w rękę Raphaela Augusto i zdaniem fachowców na podstawie najnowszych wytycznych PZPN, sędzia Paweł Gil musiał w tej sytuacji podyktować rzut karny. Do piłki podszedł najlepszy strzelec Śląska i jego kapitan Marco Paixao, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie.



Trener Henning Berg jeszcze przed wykonanym rzutem karnym przeprowadził dwie zmiany, wprowadzając na boisko ofensywnie usposobionych Michała Kucharczyka i Henrika Ojamę. Goście po stracie bramki grali z jeszcze większym animuszem i szybko mogli wyrównać, ale pokonać Kelemena to była prawdziwa sztuka. Słowak świetnie spisał się w 79. minucie, wygrywając pojedynek sam na sam z Kucharczykiem. Wcześniej Legia stworzyła sobie jeszcze dwie okazje – po błędzie Adama Kokoszki Kucharczyk strzelił obok słupka, a uderzenie Henrika Ojamy ofiarnie zablokował Rafał Grodzicki.



Śląsk mógł powiększyć przewagę w 81. minucie dzięki akcji Picha, ale Stevanović z 16 metrów nie potrafił oddać celnego strzału. Chwilę później było już 1:1. Legia długo zwlekała z wykonaniem wrzutu z autu na wysokości pola karnego Śląska, piłka przypadkowo trafiła pod nogi Radovicia, który po ładnym przyjęciu obrócił się i z woleja pokonał Kelemena. Obrońcy WKS-u pozostawili w tej akcji Serbowi stanowczo za dużo miejsca. Do ostatniego gwizdka obie drużyny walczyły o trzy punkty, nie było żadnej gry na czas, co jest dobrym podsumowaniem tego emocjonującego spotkania.



Śląsk Wrocław 1:1 (0:0) Legia Warszawa

M.Paixao 65’ (k) – Radović 84’



Śląsk: Kelemen – Ostrowski, Grodzicki, Kokoszka, Dudu – Hateley, Stevanović (82’ Zieliński) – Patejuk (73’ Droppa), F.Paixao, Pich – M.Paixao



Legia: Kuciak – Broź, Rzeźniczak, Junior, Brzyski – Vrdoljak, Jodłowiec – Radović, Augusto (65’ Ojamaa), Żyro (65’ Kucharczyk) – Duda (57’ Dvalishvili)



Żółte kartki: Hateley (Śląsk), Augusto, Vrdoljak (Legia)

Sędziował: Paweł Gil (Lublin)

Widzów: 14 833