Aktualności

Chłodnym okiem: Korona nie dla Marco

30.04.2014 (08:30) | Adam Osiński
Marco Paixao strzela dla Śląska aż miło – w sobotę zapewnił wrocławianom zwycięstwo w derbach, wbijając do bramki Zagłębia swojego siedemnastego ligowego gola. Gdyby w czerwcu Portugalczyk założył koronę dla najlepszego snajpera ekstraklasy, nieco osłodziłby kibicom gorycz rozczarowań. Tytuł króla strzelców miał być w jego zasięgu, także dlatego, że z pomocą przyszła mu reforma rozgrywek. Marne to pocieszenie wobec niepowodzeń zespołu, ale Paixao jako jedyny z kandydatów gra w grupie spadkowej, gdzie o gole jest ponoć łatwiej. Tyle że dla Marcina Robaka nie ma znaczenia, z jakim herbem gra rywal. Skoro potrafił wbić piłkę do bramki Lecha pięciokrotnie, może oszukać każdą obronę. W poniedziałek po jego strzałach dwa razy piłkę z siatki wyciągał bramkarz Górnika.


 

Robak – rodowity legniczanin – ma na koncie pięć trafień więcej od zawodnika Śląska. Do końca sezonu pozostało sześć kolejek, więc nie ma co się łudzić. Żeby zdetronizować dotychczasowego lidera, za którym czai się jeszcze Łukasz Teodorczyk, Paixao musiałby chyba powtórzyć wyczyn napastnika Pogoni i urządzić sobie któregoś razu kanonadę. Nie oczekujmy tego – statystycznie zdarza się to raz na dekadę. Przed Robakiem pięć goli w jednym spotkaniu strzelił bowiem Krzysztof Gajtkowski. Działo się to w maju 2003 roku, gdy Lech pokonał 6:0 Pogoń Szczecin.



Argument, że Paixao ma dobrze, bo walczy z gorszymi obrońcami, pozornie wydaje się oczywisty. Ale bądźmy konsekwentni. Skoro w zespołach z miejsc 9-16 w defensywie grają niedojdy, to jak jest z graczami ofensywnymi? Rozumiem, że oni są nie gorsi, może nawet lepsi od tych z górnej ósemki, i kreują kolegom z ataku równie wiele okazji bramkowych.



Jak to się stało, że Robak, chłopak z regionu, od kilku lat wędruje po całej Polsce (Kielce, Łódź, Gliwice, Szczecin), grał nawet w Turcji, a nigdy nie trafił do Śląska? Gdy był jeszcze zawodnikiem Miedzi, zaistniała taka możliwość. Wrocławianie grali jednak wtedy w ówczesnej drugiej lidze, co dla utalentowanego piłkarza musiało być problemem, podobnie jak stan klubowych finansów. Wybrał Kielce i od początku przygody z ekstraklasą dał się poznać jako solidny snajper. Nigdy jednak nie został graczem czołowego zespołu, nigdy też nie był tak skuteczny jak w Szczecinie pod okiem Dariusza Wdowczyka.