Aktualności

Chłodnym okiem: Nie ma sianka, nie ma granka?

21.05.2014 (08:43) | Adam Osiński
Tytułowe powiedzonko nie odnosi się do piłkarzy Zagłębia. W Lubinie nie brakuje przecież nawet ptasiego mleka, a mimo to Miedziowi mogą się już żegnać z ekstraklasą. Zresztą zasłużenie – byli na przedostatnim miejscu po sezonie zasadniczym, a po siedmiokolejkowej dogrywce nic się nie zmieni, chyba że wyprzedzi ich jeszcze Widzew. Piszę o tym nie tylko dlatego, że Zagłębie po porażce z Cracovią przypieczętowało swój los, co wobec powszechnie znanej hojności KGHM zadziwia. Otóż tygodnik Piłka Nożna opublikował swój coroczny raport na temat zarobków polskich piłkarzy i ich trenerów. Teraz widać jak na talerzu, na co połasili się Piech, Przybecki, Kwiek i reszta, wybierając nie tak dawno temu ofertę z Lubina. W sumie trudno się dziwić – każdy z nich zarabia dużo więcej od Marco Paixao. Na szczęście pieniądze w piłkę nie grają.


 

Patrząc na plującego, przeklinającego, miotającego się Piecha, zastanawiam się, czy żałuje, że dał się skusić na grę w Lubinie. Co by wybrał, gdyby wiedział: pełną kieszeń i spadek czy bycie bożyszczem, jakim jest we Wrocławiu Portugalczyk? Przecież Piech, podobnie jak Przybecki, mógł grać dla Śląska: w wielkim mieście, na nowym stadionie, w klubie, który rok w rok zdobywał ostatnio medale mistrzostw Polski. Sąsiedzi dawali jednak więcej.



Tak to wygląda na pierwszy rzut oka, ale rzeczywistość jest pokręcona. Prezes Zagłębia, Tomasz Dębicki, jakiś czas temu, gdy jeszcze wydawało się, że lubinianie skutecznie powalczą o utrzymanie, zapowiedział od nowego sezonu limity płacowe – do 30 tysięcy złotych na miesiąc. Taki dajmy na to Paweł Widanow musiałby się więc zgodzić na prawie dwukrotną obniżkę pensji. Czy to zdemotywowało jego i kolegów z boiska? Raczej nie, ale pokazało, że nasze powiedzonko ma też zastosowanie w drugą stronę: nie ma granka, nie ma sianka. Niebagatelną rolę odgrywa też po prostu czynnik ekonomiczny, bo dziś już niemal każdy polski klub, który mocno wywindował poziom płac, chce na pensjach oszczędzać. Na czele ze Śląskiem, bowiem Paweł Żelem też ma ponoć zamiar wprowadzić limit płacowy – zresztą na identycznym poziomie jak jego odpowiednik z Lubina.



Czy to oznacza pożegnanie ze Śląskiem Sebastiana Mili, Mariana Kelemena i innych? Dwaj wymienieni należą do dziesiątki najlepiej zarabiających zawodników całej ligi (odpowiednio 116 000 i 90 000 złotych miesięcznie – dane za tygodnikiem PN). Z kolei Paixao, najlepszy gracz Śląska tego sezonu, już teraz nie łapie się w nowe widełki (choć dla niego należałoby zrobić wyjątek), a chce przecież ponad dwukrotnej podwyżki. Jak pokazuje przykład z Lubina, pieniądze szczęścia nie dają, ale czy bez nich Legia zdystansowałaby krajową konkurencję? I gdzie bez nich będzie za 12 miesięcy Śląsk?