Aktualności

Po raz siódmy na zero

27.05.2014 (23:08) | Filip Podolski
W siódmym kolejnym meczu Śląsk nie stracił gola, pięć z tych pojedynków wygrał, przy czym czterokrotnie dokonał tego w najniższych możliwych rozmiarach. Spotkanie z Cracovią tylko momentami podrywało kibiców, których jedynie garstka zjawiła się na Stadionie Miejskim.


 

Mimo końcówki sezonu trener Tadeusz Pawłowski nie eksperymentował ze składem. Wyjątkiem w tej strategii był 17-letni Kamil Dankowski, którego szkoleniowiec WKS-u wystawił po raz pierwszy za swojej kadencji. Po krótkiej przerwie spowodowanej kontuzją powrócił także Paweł Zieliński. W ostatnich minutach na boisku pojawił się zaś Przemysław Kaźmierczak, którego wrocławscy kibice oglądali prawdopodobnie po raz ostatni w barwach naszego zespołu.

Wszystko wskazuje na to, że był to również pożegnalny występ na tym stadionie Adama Kokoszki i Mariana Kelemena. O tym, jak dużą stratą będzie ubytek tej dwójki najlepiej świadczy fakt, że Śląsk nie stracił gola od 654 minut. I trzeba przyznać, że napastnicy Cracovii nie przyprawili nas o palpitacje serca.



Jedyna bramka meczu padła po rykoszecie. Na strzał z dystansu zdecydował się Dudu Paraiba i w drugim kolejnym spotkaniu wpisał się na listę strzelców. Wrocławianie uderzeń z dalszej odległości próbowali dość często. Bliski szczęścia był między innymi Mateusz Machaj. Jednak choć to gospodarze byli stroną zdecydowanie przeważającą, to na nadmiar emocji w ten wieczór narzekać nie sposób.



Cieszy pogodzenie się z widownią Sebastiana Mili, który nie tylko rozegrał dobrą partię i swoje wybiegał, to schodząc z placu gry ładnie pożegnał się z sympatykami Śląska. Cieszy również zwycięstwo w ostatnim meczu przed własną publicznością oraz trwająca już 460 minut seria bez straty gola na swoim boisku,.

WKS zapewnił sobie przynajmniej 11. miejsce w tabeli końcowej, ale w tej dyspozycji można być spokojnym, że wygra grupę spadkową ekstraklasy.



Martwi natomiast frekwencja na wrocławskim meczu ekstraklasy. Popsuła ją pogoda, czyli ulewne deszcze, które z jednej strony zniechęciły do oglądania meczu o pietruszkę, a ponadto uniemożliwiły sprawny dojazd na pilczyckiego giganta. Obyśmy w przyszłym sezonie doczekali ciekawszych imprez i większego zainteresowania spotkaniami Śląska.