Aktualności

Festiwal zmarnowanych sytuacji

17.08.2014 (17:42) | Adrian Dana
Mecz Śląska z Cracovią był jak kalejdoskop. Oba zespoły bardzo dobre akcje przeplatały głupimi stratami piłek, niecelnymi podaniami czy katastrofalnymi kiksami w decydujących momentach. Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem, co pozwoliło wrocławianom awansować do pierwszej ósemki, a Pasom przeskoczyć na 12 miejsce w tabeli.


 

Przed spotkaniem odbyła się miła uroczystość, podczas której Sebastian Mila odebrał pamiątkową tablicę za rozegranie 200 meczów w ekstraklasie w barwach Śląska. Wręczyli mu ją prezes wrocławskiego klubu Paweł Żelem oraz legenda zielono-biało-czerwonych Janusz Sybis.



Pierwszą połowę meczu lepiej rozpoczęła drużyna gości, w której największe zagrożenie na początku meczu stwarzał Deniss Rakels. Łotysz powinien wyprowadzić swoją ekipę na prowadzenie w szóstej minucie meczu, gdy po pięknym strzale z narożnika pola karnego jego strzał wybił na rzut rożny Mariusz Pawełek. W odpowiedzi Śląsk wyprowadził bardzo dobrą kontrę, w której duży udział miał Sebastian Mila, ponieważ to on zagrał prostopadłą piłkę do Flavio Paixao, z której Portugalczyk jednak nie skorzystał, bo jego strzał w ostatniej chwili wybił z linii bramkowej Bartosz Rymaniak. Wcześniej wymienione sytuacje to jedyne warte odnotowania momenty czysto piłkarskie w czasie pierwszych 45 minut. Jednak największe emocje wzbudziła na trybunach sytuacja z 38 minuty spotkania, kiedy to po dośrodkowaniu Mili piłkę ręką w polu karnym zagrywał Rymaniak, ale gwizdek sędziego Szymona Marciniaka milczał. Do przerwy na telebimach widniał wynik 0:0.



Drugą połowę tak samo jak pierwszą lepiej rozpoczęła ekipa Cracovii. Dowodem na to jest sytuacja z 51 minuty, gdy w czystej sytuacji do strzału znalazł się Dawid Nowak, ale po strzale głową posłał piłkę obok słupka. W odpowiedzi Śląsk po zamieszaniu w polu karnym miał idealną sytuację do zdobycia gola, ale w sytuacji sam na sam z Krzysztofem Pilarzem zimnej krwi nie zachował Tomasz Hołota, trafiając wprost w golkipera Cracovii. Najlepszą sytuację do zdobycia bramki miał w 75 minucie Marcin Budziński, kiedy to mógł zapytać Pawełka, w który róg ma strzelać, ale ostatecznie posłał piłkę obok lewego słupka. Pozostały czas drugiej połowy upłynął pod znakiem niedokładnych podań i strzałów. Podsumowując, widać było, że obydwie drużyny się starały i chciały strzelić gola, ale ostatecznie nic z tych starań nie wyszło.



Śląsk – Cracovia 0:0



Śląsk: Pawełek – Celeban, Paraiba, Danielewicz (62’ Machaj), Hołota – Hateley, Pich (84’ Plaku), Mila, Droppa (78’ Calahorro), Zieliński - Paixao

Cracovia: Pilarz – Żytko, Marciniak, Rymaniak, Santos – Covilo (66’ Cetnarski), Dąbrowski, Zejdler (77’ Dudzic), Budziński – Nowak, Rakels (61’ Steblecki)



Żółte kartki: Danielewicz (33’), Zieliński (41’), Hateley (64’), Droppa (76’) - Covilo (2’), Żytko (54’)



Sędziował: Marciniak



Widzów: 8152