Chłodnym okiem: Śląsk i Piast wciąż bez napastników

27.08.2014 (09:13) | Adam Osiński
Strzelając trzy gole w Białymstoku, piłkarze Śląska zrobili, co mogli, aby zaczarować rzeczywistość. Znakomite podania Mateusza Machaja, które przesądziły o zwycięstwie nad Jagiellonią, nie przesłonią jednak tego, że ten środkowy pomocnik do gry na szpicy się po prostu nie nadaje. Przez godzinę gry Machaj bezproduktywnie szukał sobie miejsca między stoperami, jednak efekty jego obecności na boisku pojawiły się dopiero wówczas, gdy z tęsknoty za piłką cofnął się i skrzydłowych miał nie za, ale przed sobą. Jednak do czasu powrotu kontuzjowanego Marco Paixao przed kreatywnymi zawodnikami wciąż będzie brakować rasowego napatnika. Nawet nie takiego, który zapełniłby lukę po Portugalczyku, ale po prostu wiedzącego, na czym polega gra z przodu.


 

Brak dublera daje się odczuć, a przecież taki Eduards Visnakovs, który jest do wyciągnięcia z Widzewa, kursuje gdzieś między Chorzowem a Poznaniem, lecz nic nie słychać, by zrobił sobie postój we Wrocławiu. W tej sytuacji Tadeusz Pawłowski wraz z podopiecznymi i tak wyciągnął całkiem dużo, bo WKS sytuuje się w lepszej połowie tabeli, choć z bilansem bramkowym równym zero.



Śląsk utyskuje na brak napastnika i niską skuteczność, tymczasem jest zespół, który wrocławianom mógłby armat pozazdrościć. To zajmujący przedostatnią pozycję Piast – gliwiczanie w sześciu meczach trafili do siatki tylko dwa razy. Ich trener, Angel Perez Garcia, pewnie jest skonfundowany. Pod koniec zeszłego sezonu przejął zespół, który w debiucie dał mu sporo radości – wbił Cracovii pięć goli. Teraz jeśli Hiszpan szeleje przy ławce, to z wściekłości, bo w dłuższej perspektywie albo jego podopieczni okazali się mało pojętnymi uczniami, albo on kiepskim nauczycielem. Zapewne to drugie zakłada dyrektor sportowy Zdzisław Kręcina, skoro ponoć szuka już nowego szkoleniowca. Na razie Perez Garcia ma jeszcze dwa koła ratunkowe. Do zespołu dorzucono mu doświadczonego estońskiego internacjonała Konstantina Vassilijeva, mającego rozruszać ofensywę. Tym drugim jest łaskawy los, który skojarzył w następnej kolejce gliwiczan z chłopcem do bicia – Zawiszą Bydgoszcz. Pierwsze trzy punkty Piasta mogą zależeć od nowego nabytku, chyba że w końcu odrodzi się mocno przygaszony po kontuzji Wojciech Kędziora.