Godna porażka: Legia 4 – Śląsk 3

13.09.2014 (22:37) | Adam Osiński
Gdy strzelasz mistrzowi na jego boisku trzy gole, a mimo to schodzisz pokonany, musisz czuć niedosyt. I tak jest w przypadku Śląska, który stworzył przy Łazienkowskiej znakomite widowisko, ale przez dziurawą obronę wraca do Wrocławia bez punktów. Do siatki po dwa razy trafiali Miroslav Radović i Dossa Junior, a pod drugą bramką skuteczni byli Sebastian Mila, Robert Pich i Flavio Paixao.


 

Henning Berg nie zastosował wobec Śląska taryfy ulgowej i tym razem na spotkanie ligowe desygnował do gry podstawową jedenastkę. Nic dziwnego – norweski trener raczej nie przestraszył się dobrej gry wrocławian z ostatnich kolejek, po prostu miał dwa lepsze powody. Po porażce w Bielsku-Białej legioniści nie mogli sobie znów pozwolić na stratę punktów, a po dwutygodniowej przerwie w rozgrywkach nie mieli prawa czuć zmęczenia.



Mimo to długimi fragmentami to Śląsk grał lepszy futbol. Widać było, że zespół Tadeusza Pawłowskiego nie przyjechał do Warszawy po lekcję od mistrza, ale po punkty. I miał ku temu argumenty. Piłkarze WKS-u nie panikowali, tylko grali piłką, wymieniali podania pod presją rywala i systematycznie przedostawali się pod bramkę Dusana Kuciaka. Pierwszą dobrą sytuację stworzył Dudu, który zagrał sprytne podanie do Flavio, lecz piłkę trącił Dossa Junior i uniemożliwił Portugalczykowi wepchnięcie jej wślizgiem do siatki.



Śląsk grał w Warszawie dobrze, ale tylko wtedy, gdy miał piłkę. Kiedy to Legia wychodziła do ataku, siała popłoch prostopadłymi podaniami. Jedno z nich wykonał w 13 minucie Ondrej Duda, który uwolnił się od krycia Piotra Celebana i zagrał na wolne pole do Radovicia. Serb, który był na spalonym, takim o pół buta przed Hołotą, spokojnie uderzył po ziemi obok Pawełka. Po chwili Legia podwyższyła prowadzenie i znów na garnuszku znalazł się Celeban, który po dośrodkowaniu Tomasza Brzyskiego z rzutu rożnego nie pokrył Dossy. Cypryjczyk głową trafił do siatki.



Wrocławian nie podłamała strata jednego gola z Jagiellonią, dwa w spotkaniu z Legią też nie położyła ich na łopatki. Legioniści ponownie zostawili trochę miejsca w środkowej strefie, więc Mila zdecydował się na mocny strzał z dystansu. Kuciak zamiast zbić ją do rogu, zrobił to na słupek. Piłka się od niego odbiła i wpadła do siatki. Przez długi okres tego meczu wydawało się, że Śląsk ma Legię na widelcu i za moment zabierze jej zwycięstwo. Tak było i teraz – chwilę po kontaktowej bramce Mateusz Machaj zacentrował z rzutu wolnego, a celnie główkował Hołota. Jednak i tym razem Legia mogła polegać na najlepszym asystencie ligi, czyli Brzyskim, a także na Dossie, który przez cały poprzedni sezon zdobył tylko jednego gola, a w pojedynku ze Śląskiem po pierwszej połowie miał już dwa. Za obywatela Cypru miał odpowiadać Celeban, ale warto też zauważyć, jak przy tym golu zachował się Danielewicz.



Spuszczone głowy? Nie u zawodników Śląska. Kolejnego kontaktowego gola strzelił Robert Pich. Najpierw w swoim stylu dośrodkował Dudu, a z kilku metrów głową uderzał Machaj. Kuciak piłkę odbił, a nawet powtórzył to przy dobitce swego rodaka, tyle że już za linią. Refleks nie został więc nagrodzony, dlatego koledzy Słowaka z obrony dostali burę. Nie poskutkowało, bo chwilę później Mila – grający znów kapitalne zawody – obsłużył podaniem Machaja, a ten przymierzył, ale o centymetry za wysoko. Piłka trafiła w poprzeczkę, a poprawka z woleja Flavio poszybowała w trybuny. A propos Machaja – grał dobrze, ale snajperem nie jest. Gdyby nim był, strzeliłby gola również po podaniu Picha, lecz zamiast pytać Kuciaka, w który róg, chciał jeszcze oszukać zwodem Brzyskiego.



Śląsk po kwadransie drugiej połowy pogubił się. Radović, Kucharczyk i Jodłowiec powinni podwyższyć prowadzenie, ale tym razem legioniści z prezentów nie korzystali, a goście szybko się pozbierali i znów zaczęli nękać rywala. Gdy jednak Radović wygrał pojedynek z Hołotą i strzelił czwartą bramkę, emocje miały się ku końcowi. Tyle że znów piłkarze WKS-u byli odmiennego zdania. Superrezerwowy ostatnich tygodni – Krzysztof Ostrowski – w pełnym biegu posłał piłkę na głowę Flavio, a ten sprawił, że Legia do końca drżała o wynik. Dosłownie, bo w ostatniej minucie doliczonego czasu Mila wrzucił piłkę, a w polu karnym najlepiej odnalazł się Juanito Calahorro, lecz jego uderzenie głową było odrobinę za wysokie. Hiszpan złapał się za głowę i padł na kolana – tak było blisko remisu z mistrzem Polski, ale podobna reakcja towarzyszy oglądaniu gry obronnej Śląska. Więc jak: brawa czy ostra reprymenda? Jedno i drugie.



Legia – Śląsk – 4:3 (3:1)

Strzelcy: Radović 13, 85, Dossa Junior 22, 42 – Mila 34, Pich 48, Flavio 90



Legia: Kuciak – Broź, Rzeźniczak, Dossa Junior, Brzyski, Jodłowiec, Vrdoljak, Kucharczyk, Duda (89 Saganowski), Żyro (88 Szwoch), Radović



Śląsk Wrocław: Pawełek – Zieliński, Celeban, Hołota, Dudu- Droppa (88 Calahorro), Danielewicz (67 Hateley), Flavio, Mila, Pich- Machaj



Żółte kartki: Żyro – Hołota, Droppa

Sędziował: Paweł Gil (Lublin)

Widzów: 16180