Aktualności

Chłodnym okiem: Młodzież kontra żelazna jedenastka

05.11.2014 (08:27) | Adam Osiński
Punkt zdobyty z Lechem pozwolił Śląskowi przez dwie godziny cieszyć się pierwszym miejscem w tabeli. O dłuższym liderowaniu nie mogło być mowy, bo chwilę po zakończeniu hitu kolejki w Warszawie rozpoczął się mecz Legii z Ruchem. Do sensacji nie doszło – podopieczni Henninga Berga dosyć pewnie pokonali chorzowian 2:1. Siedząc w pomieszczeniu dla mediów wrocławskiego stadionu i spoglądając na składy obu drużyn, miałem jednak nadzieję, że Ruch tanio skóry nie sprzeda. Trener mistrzów Polski znowu zaczął bowiem rotować składem. I to jak! Tak eksperymentalnie zestawionej Legii w tym sezonie jeszcze nie było – nawet w przegranych spotkaniach z Bełchatowem, Podbeskidziem czy Piastem. Bartczak, Kalinkowski i Ryczkowski to nazwiska anonimowe, Szwoch dał się już poznać, ale tylko w pierwszej lidze, zaś Lewczuk, Piech czy Helio Pinto meldują się na boisku od wielkiego dzwonu. A jednak tak sklecona ekipa, która w tym ustawieniu pewnie już nigdy ze sobą nie zagra, potrafiła pokonać starych wyjadaczy z Chorzowa.


 

Waldemar Fornalik postawił na żelazną jedenastkę. Do obecności w niej Eduardsa Visnakovsa powoli można się przyzwyczajać, zresztą Łotysz pokazał już w barwach Widzewa, że wie, na czym polega strzelanie goli. Jedynym zawodnikiem, który dopiero wdraża się w grę Ruchu, był Jan Chovanec. Ale Słowak ma już 30 lat i nie został ściągnięty do Ruchu po to, by uczyć się futbolu przy Surmie i Malinowskim. Ten wynik odbieram więc jako policzek wymierzony klubowi z Chorzowa, zwłaszcza doświadczonym piłkarzom. Ruch zbyt pochopnie pożegnał się z Janem Kocianem. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że obecny trener Pogoni posprzątałby po sobie ten bałagan. Tymczasem Waldemar Fornalik, wracając na trenerski stołek przy ul. Cichej, usiadł na minie, a za wyniki będzie go można rozliczać i tak dopiero w nowym roku. Tyle że wówczas sytuacja Niebieskich może być jeszcze gorsza niż sześć punktów straty do bezpiecznego miejsca.



Z kolei Henning Berg pokazał, że ma jaja. Mało go interesowało, ile w polskiej piłce znaczą Zieńczuk z Surmą i całą resztą. Tabela pewnie pomogła mu podjąć tę decyzję, ale wstawienie do pierwszej jedenastki jednocześnie kilku młodzieżowców to mimo wszystko akt odwagi. I to taki, który się opłacił. Legia złapała dwie sroki za ogon – wygrała mecz i buduje skład na kolejne lata. Kto wie – może też z korzyścią dla całego polskiego futbolu. W tej chwili najbardziej cieszą się Słowacy, bo najzdolniejszy nastolatek z „elką” na piersi reprezentuje tamtejszą kadrę – póki co – młodzieżową. A wracając do Berga – pozwala grać młodym talentom bez większych szkód dla wyników, bo zespół Legii przoduje i w ekstraklasie, i w Lidze Europy. A jego eksperymentom dodatkowo sprzyja system rozgrywek. Potknięcie w tej fazie tak mocno nie boli, skoro połowa punktów i tak zostanie potem zabrana.