Aktualności

Mila daje zwycięstwo: Zawisza 0 – Śląsk 1

05.12.2014 (20:08) | Adam Osiński
Gol Sebastiana Mili strzelony w końcówce spotkania w Bydgoszczy pozwolił wrocławianom pokonać outsidera ligi. To pierwsze trzy punkty Śląska od październikowego wyjazdu do Gdańska. By je zdobyć, podopiecznym Tadeusza Pawłowskiego wystarczyła dobra gra tylko w drugiej połowie. O pierwszej można by zapomnieć, choć w wyjściowej jedenastce sensacyjnie znalazł się Marco Paixao.


 

Snajper z Portugalii pojawił się na murawie po raz pierwszy w tym sezonie. Choć od kilku dni trenował z drużyną na pełnych obrotach, wydawało się, że sztab szkoleniowy Śląska szykuje go na wiosnę. A tu taka niespodzianka – kapitan WKS-u przejął opaskę od brata i wyprowadził kolegów na przedostatni mecz w tym roku. Wśród nich nie było kontuzjowanych Tomasza Hołoty i Dudu. Tego drugiego na lewej obronie zastąpił – i tu kolejne zaskoczenie – Lukas Droppa, który ponoć grywał na tej pozycji w lidze słowackiej.



Nudno, nic się nie dzieje. To znane powiedzenie z kultowego „Rejsu” dotyczyło polskich filmów, ale przeciętny Polak podobnie odbiera również mecze rodzimej ekstraklasy. Niestety, spotkanie Zawiszy ze Śląskiem w pierwszej połowie nie zadało kłamu takiemu myśleniu. Tempo było ślamazarne, a sposób, w jaki obie drużyny pozbywały się piłki, irytował. Sebastian Mila próbował podawać prostopadle do Marco Paixao, ale bez efektu. Zamiast otwierającego podania zaliczył poważną stratę i naraził zespół na groźną kontrę. Najlepsze podanie wykonał Krzysztof Danielewicz, który odnalazł z przodu Flavio, ale defensywny pomocnik i tak grał słabo, został upomniany żółtą kartką i na drugą połowę już nie wyszedł.



Przed przerwą na kilka słów zasłużyły tylko trzy akcje. W 25 minucie Michał Masłowski wbiegł w pole karne, ale oddał niecelny strzał. Pawełka do interwencji zmusił za to Luis Carlos, lecz golkiper Śląska przytomnie odbił piłkę do boku. Jego vis-a-vis też pokazał się raz z dobrej strony, broniąc strzał Roberta Picha.



Danielewicza zmienił Calahorro i o jego grze można napisać trzy słowa: nic nie zepsuł. Hiszpan zostanie może jeszcze zapamiętany z poświęcenia, gdyż przyjął na twarz mocny strzał Herolda Goulona. Poza tym oddał też celny strzał na bramkę Sandomierskiego.



W drugiej połowie piłkarze Śląska przebudzili się. Ich ruchliwość sprawiła, że Sebastian Mila miał w końcu możliwość szukania ciekawych rozwiązań, zwłaszcza z bliźniakami z Portugalii. Po jednym z jego zagrań Sebastian Ziajka zaskoczył nawet swojego bramkarza, ale Sandomierski zdążył przenieść piłkę nad poprzeczką. Potem piłki zaczęły już do adresatów docierać, ale braciom Paixao brakowało skuteczności. Dobrze interweniował golkiper gospodarzy, także po silnym uderzeniu z wolnego Toma Hateleya. Gdy wydawało się, że Zawisza w drugim kolejnym meczu zachowa czyste konto, Mila zagrał na lewą stronę do Flavio i podążył za akcją. Najlepszy strzelec Śląska wycofał piłkę do nadbiegającego reprezentanta Polski, a ten swoją słabszą, prawą nogą z 12 metrów efektownie trafił do siatki.



Trzy punkty pojechały do Wrocławia, ale zostały okupione stratami. W ostatnim tegorocznym meczu – za tydzień z Bełchatowem – z powodu pauzy za kartki nie zagrają Tom Hateley i Krzysztof Danielewicz. Tadeusz Pawłowski musi wymyślić środek pola na nowo.



Zawisza – Śląsk – 0:1 (0:0)

Strzelcy: Mila 86



Zawisza: Sandomierski – Wójcicki (30 Ciechanowski), Micael, Strąk, Ziajka, Drygas, Goulon (69 Mica), Wagner (77 Łukowski), Carlos, Małowski, Porcellis



Śląsk Wrocław: Pawełek – Zieliński, Celeban, Pawelec, Droppa, Danielewicz (46. Calahorro), Hateley, Mila, Pich (90 Machaj), Flavio, Marco Paixao (75 Ostrowski)



Żółte kartki: Wagner, Ziajka, Masłowski, Drygas, L. Carlos, Strąk – Zieliński, Danielewicz, Hateley, Droppa

Czerwona kartka: Masłowski (90 – za drugą żółtą)

Sędziował: Marcin Borski

Widzów: 1026