Aktualności

(Nie)szczęśliwy remis: Cracovia – Śląsk 1:1

15.02.2015 (18:07) | Adam Osiński
Jakże inny był to mecz od pucharowego z Legią, mimo identycznego wyniku. Tym razem to Śląsk stracił w końcówce gola, ale różnica polega tu na wrażeniu, jakie pozostawili po sobie wrocławianie. Po czwartkowym starciu z mistrzem Polski można było z nadzieją oczekiwać na ligę, tymczasem z Cracovią drużyna Tadeusza Pawłowskiego zaprezentowała się tak słabo, że remis można przyjąć z westchnieniem ulgi. Gole zdobywali Peter Grajciar i Marcin Budziński.





 

Obok zdobycia jednego punktu na plus można zaliczyć jeszcze tylko – albo aż – ekstraklasowy debiut Jakuba Wrąbla. Nastolatek dostał szansę z powodu kontuzji dłoni Mariusza Pawełka i nie zawiódł. Więcej – pokazał, że jest gotowy, by grać na tym poziomie i ratować skórę swoim kolegom. A ci w Krakowie dali mu do tego wiele okazji.



W polskiej ekstraklasie debiutował też Peter Grajciar. Z Legią był dosyć bezbarwny, za to z Cracovią – po prostu słaby. Słowakowi można by wystawić najniższą notę, ratuje go tylko zdobyty tuż po przerwie gol, wbity do niemal pustej bramki z dwóch metrów. Ta sytuacja pewnie zadecyduje, że w jutrzejszej prasie ocena zostanie mu podniesiona o jeden punkcik. Grajciar nie poradził sobie jednak z organizacją gry w środku pola i był to powód, że Śląskowi tak topornie szło organizowanie ataków. Zwłaszcza że w rolę konstruktora wcielał się Hateley – piłkarz toporny i ustawiony tak nisko, że skutecznie wymieniać piłki mógł tylko ze stoperami.



Ale w defensywie nie było wcale lepiej. To cud, że WKS stracił w tym meczu tylko jednego gola. Piłkarze Cracovii – Covilo, Rakels, Budziński – raz za razem znajdowali się niepilnowani w polu karnym. Za ten cud odpowiada więc ich strzelecka niemoc. Przy czym trzeba zaznaczyć, że każdy sposób był dobry, żeby oszukać obronę z Wrocławia: dośrodkowanie z boku, długa piłka ze środka, klepka na skrzydle – cała gama rozwiązań. Celeban, Pawelec, Dudu, Hołota, Hateley – cechą każdego z nich powinno być doświadczenie, ale dziś było to tylko zagubienie.



Zabrakło w Krakowie tego najmniej doświadczonego, czyli Zielińskiego. Narzekającego na bóle mięśni brzucha prawego obrońcę zastąpił na tej pozycji Tomasz Hołota. Jak było w obronie – już wiemy. W ofensywie mógł być bohaterem dwukrotnie. Za pierwszym razem uniemożliwił mu to egoizm Flavio. Portugalczyk dostał w polu karnym znakomite podanie od Celebana i zamiast wyłożyć piłkę Hołocie, połasił się na strzał z ostrego kąta. Sekundy potem w identycznym miejscu co Hołota, tyle że w drugim polu karnym, stał Budziński. I zamiast dwubramkowego prowadzenia był remis. Za drugim razem, w doliczonym czasie, obrońca Śląska trafił do siatki, ale sędzia po konsultacji odgwizdał spalonego. Słusznie.



Cracovia – Śląsk 1:1 (0:0)

Bramki: Budziński 88 – Grajciar 51

Cracovia: Pilarz - Rymaniak, Sretenović, Polczak, Nykiel (74 Wdowiak), Covilo, Dąbrowski (59 Kapustka), Marciniak, Budziński, Rakels (80 Zjawiński), Jendrisek

Śląsk: Wrąbel - Pawelec, Hołota, Celeban, Dudu Paraiba - Droppa, Hateley, F. Paixao (88 Danielewicz), Grajciar (61 Machaj), Pich (80 Ostrowski), M. Paixao

Żółte kartki: Covilo, Jendrisek, Sretenović – Droppa, Hateley

Sędziował: Bartosz Frankowski

Widzów: 8156