Aktualności

I znów uciekło: Łęczna – Śląsk 1:1

20.03.2015 (22:33) | Adam Osiński
Gdy znakomite podanie Krzysztofa Danielewicza zamienił na gola Flavio Paixao, Śląsk od pierwszego zwycięstwa w tym roku dzieliło osiem minut. Niestety, w tej ostatniej fatalnie interweniował Jakub Wrąbel, do tego momentu jeden z bohaterów WKS-u. Młody bramkarz strzał Tomasza Nowaka przepuścił pod brzuchem i między nogami.


 

Długi powrót z Łęcznej powinien być dla zespołu Tadeusza Pawłowskiego radosny. Rywal, który u siebie nie zwykł przegrywać, nie potrafił przy Śląsku pokazać swoich atutów, a do tego stracił w końcowych minutach gola. Babol Wrąbla oznacza jednak, że liczba meczów bez ligowego zwycięstwa wzrosła już do sześciu. Wkrótce drużyny ze środka tabeli mogą mieć do wrocławian mniej więcej stratę taką, jak WKS do podium.



W pierwszej połowie Śląsk kontrolował ten mecz, wyłączając dwie znakomite okazje Fiodora Cernycha. Litwin mógł skorzystać z błędów Piotra Celebana i Toma Hateleya, ale był nieskuteczny, w czym dopomógł mu Wrąbel. Cernych po zmianie stron również przegrał pojedynek oko w oko z 18-latkiem, który tym razem kapitalnie odbił nogą strzał z ostrego kąta i bliskiej odległości.



Wrocławianie stosowali wysoki pressing. Po jednym z takich wyjść Juan Calahorro, który niespodziewanie zastąpił kontuzjowanego Droppę i wykartkowanego Hołotę, pomógł odzyskać piłkę Marco Paixao. Portugalczyk pociągnął z piłką kilka metrów i uderzył lewą nogą, lecz Sergiusz Prusak zdołał ją odbić. Hiszpan dobrze odegrał swoją rolę, podobnie jak boczni obrońcy. Paweł Zieliński był nieco lepszy niż ostatnio zarówno w obronie, jak w grze do przodu, a chyba jeszcze lepiej wypadł dynamiczny Kamil Dankowski, który nawet wypracował sobie sytuacje i oddał dwa strzały.



Śląsk mógł też zdobyć gola do szatni, lecz po rzucie rożnym Petera Grajciara spudłował Piotr Celeban, który uwolnił się od krycia. Tutaj należy się zatrzymać. Otóż wydaje się, że – zwłaszcza pod nieobecność w pierwszym składzie Machaja – to właśnie Słowak powinien uderzać piłkę ze stałych fragmentów gry, bo robi to lepiej niż Hateley czy Dudu. Piłka jest bita mocno i mija pierwszego rywala.



Po zmianie stron Śląsk nie utrzymywał się tak dobrze przy piłce, ale też mniej ryzykował, nie nadziewając się na kontry. Na kwadrans przed końcem gracze Górnika rozpaczliwie blokowali strzały braci Paixao, a zaraz potem próbę Calahorro. Po chwili trener Pawłowski zrobił przetasowania w środku pola, który tworzyli teraz Machaj z Danielewiczem. Ten drugi odpowiedział swoim krytykom w najlepszy możliwy sposób – zagrał daleką prostopadłą piłkę, Flavio uniknął spalonego, dopadł do niej i przelobował Prusaka. Strzelając czternastą bramkę w ekstraklasie, zrównał się w klasyfikacji strzelców z Mateuszem Piątkowskim z Jagiellonii.



Gospodarze rzucili w końcówce wszystkie siły, by uratować chociaż punkt. Musiało być nerwowo, ale gdy Grajciar nie zrozumiał się z Wrąblem, a naprawił to Celeban, można było mieć nadzieję, że limit dziur w defensywie został już wyczerpany. Nic z tego. Dziurawe okazały się ręce i nogi bramkarza Śląska.