Zima nad kreską

21.12.2015 (19:59) | Krzysztof Banasik
Uff! Po końcowym gwizdku odetchnęliśmy z ulgą, bo Śląsk w Bielsku-Białej do ostatnich sekund bronił jednobramkowej przewagi. Stawką spotkania były punkty, które miały pomóc wrocławianom na awans ze strefy spadkowej. Misja się powiodła, styl w pierwszej połowie był wyborny, w drugiej taki, do którego przywykliśmy. Ważne, że 2015 rok kończymy zwycięstwem. Tymczasem Górale pozostają jedynym zespołem w lidze bez zwycięstwa u siebie.


 

Śląsk po kompromitacji w Pucharze Polski chciał odkupić swoje winy i było to widać w Bielsku-Białej od początku spotkania. Wreszcie kibice nie mogli narzekać nie tylko na brak zaangażowania, ale też na brak widowiskowych, składnych akcji. Takiej gry jaką wrocławianie zaprezentowali w pierwszej połowy oczekiwaliśmy od zielono-biało-czerwonych od dawna.



Już w 3. minucie ustawiony na prawym skrzydle Krzysztof Ostrowski po podaniu od Petera Grajciara stanął przed szansą pokonania Emilijusa Zubasa, ale lob wychowanka Pandy Wrocław był niecelny. Chwilę później bramkarz gospodarzy niepewnie odbił piłkę po strzale Jacka Kiełba. Wreszcie w 11. minucie po ładnej akcji Dudu i Kiełba piłkę przed pole karne dostał niepilnowany Grajciar, który mając dużo miejsca płaskim uderzeniem wyprowadził Śląsk na prowadzenie.



Bielszczanie mieli w składzie tylko jednego zawodnika, który w ekstraklasie strzelił gola WKS-owi. Robert Demjan dał o sobie znać w 23. minucie, kiedy mając na plecach Ostrowskiego bez problemu się odwrócił i z kilku metrów huknął pod poprzeczkę, ale dobrze ustawiony Jakub Wrąbel bez większych problemów ten strzał obronił.



Stroną przeważająca nadal był Śląsk, ale wrocławianie ponownie razili nieskutecznością. Dwie świetne okazje zmarnował Kamil Biliński, szczęścia z dystansu próbował też Flavio Paixao, ale Zubas nie dał się zaskoczyć.



Po zmianie stron wrocławianie oddali pole przeciwnikowi, zupełnie niepotrzebnie cofając się na własną połowę. Inna sprawa, że tak słabo jak w pierwszej połowie Podbeskidzie dłużej zagrać nie mogła. Podopieczni Roberta Podoliński znacznie przyspieszyli swoje akcje i po kwadransie zaczęli bombardować bramkę Śląska. Przełomowa mogła być 63. minuta, ale najpierw Mateusza Szczepaniaka zatrzymał Wrąbel, by po chwili Damiana Chmiela od radości po golu powstrzymał sędzia asystent, wskazując spalonego.



Katem Podbeskidzia powinien zostać Flavio, który otrzymał prezent w polu karnym gospodarzy, miał czas na przymierzenie, ale trafił… wprost w Zubasa. Trener Romuald Szukiełowicz na boiskowe wydarzenia zareagował błyskawicznie, wprowadzając do gry Marcela Gecova i Kamila Dankowskiego. W przerwie Kiełba zmienił Konrad Kaczmarek, więc kiedy w 82. minucie Peter Grajciar za drugą żółtą kartkę wyleciał z boiska, szkoleniowiec nie mógł na to zareagować.



Wrocławianie ograniczali się tylko do obrony, ale Podbeskidzie nie miało pomysłu na pokonanie Wrąbla. Próbował Demjan, ale golkiper Śląska świetnie przeniósł piłkę nad poprzeczką. Bardzo nerwowo było w doliczonym czasie gry, wrocławianie w tej dramatycznej obronie mieli trochę szczęścia, które komu jak komu, ale zielono-biało-czerwonym było potrzebne.





Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:1 (0:1) Śląsk Wrocław

Grajciar 11’



Podbeskidzie: Zubas – Pazio (84’ Jonkisz), Lazarus, Kolcak, Mójta - Kowalski, Deja, Możdżeń (70’ Kato), Kołodziej (60’ Chmiel), Szczepaniak - Demjan

Śląsk: Wrąbel - Zieliński, Celeban, Kokoszka, Dudu – Kiełb (46’ Kaczmarek), Hołota, Grajciar, Ostrowski (73’ Dankowski) - Flavio, Biliński (68’ Gecov)



Żółte kartki: Kato, Chmiel (Podbeskidzie), Kiełb, Hołota, Grajciar (Śląsk)

Sędziował: Jarosław Przybył (Opole)