Jaka cała runda, taki koniec. Śląsk – Arka 0:2

18.12.2016 (17:13) | Dominika Wręczycka
W ostatnim meczu przed przerwą zimową Trójkolorowi znowu stracili punkty u siebie. Po spotkaniu z Arką Gdynia, bilans wrocławian na Stadionie Miejskim w sezonie 16/17 to 1-5-5...


 

W porównaniu z meczem w Gdańsku trener Mariusz Rumak dokonał trzech zmian. Do bramki wrócił Mariusz Pawełek, na lewej stronie obrony po raz pierwszy od październikowego meczu z Termaliką zagrał Mariusz Pawelec, a w ataku trener postawił na Kamila Bilińskiego. W pierwszym składzie Arki wybiegli znani we Wrocławiu: Tadeusz Socha, Antoni Łukasiewicz i Adam Marciniak.



Od pierwszych minut gra wyglądała tak, jakby przerwa świąteczna już się zaczęła. Mimo powolnego tempa spotkania, Śląsk stworzył sobie kilka sytuacji – wrzutki posyłali Dankowski i Alvarinho (bez problemu wyłapał je Jałocha), a lewoskrzydłowy WKS-u oddał jeszcze groźny strzał z dystansu, wybity na róg. Po kwadransie zaczęli grać gdynianie, chociaż również brakowało im dokładności. Najpierw Kakoko mocno przestrzelił, potem Siemaszko wymanewrował Dwalego, ale nie trafił. Najgroźniej pod bramką Pawełka zrobiło się w 18. minucie, kiedy Wojowski zgrał głową Siemaszce, a ten uderzył w spojenie słupka i poprzeczki. Podopieczni Grzegorza Nicińskiego dużo dynamiczniej wychodzili do ataku, ale zielono-biało-czerwoni ratowali się faulami w środkowej strefie boiska. Sami w ofensywie często nie mogli przebić się przez obronę rywala. Jak zwykle podań próbował Alvarinho i tym razem mało brakowało, a dwa z nich skończyłyby się asystami (uderzenie Stjepanovicia było za lekkie, a Bilińskiego zblokowano). Przed przerwą pokazał się jeszcze Morioka. Japończyk przedryblowywał kolejnych defensorów Arki i z linii szesnastki oddał strzał, niestety piłka nie wpadła do siatki. W pierwszej połowie na boisku działo się niewiele, ale gorąco zrobiło się na trybunach, gdzie interweniowały służby porządkowe.



Drugą część meczu otworzył groźny strzał Kakoko z 16. metrów, przy którym świetną paradą popisał się Pawełek. Jak się później okazało , nie był to ostatni groźny strzał Arkowców w tym meczu (ale parada już tak). W 57. minucie po zgraniu z rzutu wolnego piłkę do bramki skierował niepilnowany Siemaszko. Niecałe dwieście sekund później po kolejnym stałym fragmencie gry było już 0:2. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Pawełek wypiąstkował piłkę prosto pod nogi Marcjanika, który bez problemów trafił do siatki. Tym samym Śląsk stracił w tym sezonie u siebie już 18 bramek - tyle, ile w całym poprzednim sezonie, który był pod tym względem najgorszy od 2002 r. Goście kontrolowali grę, Śląsk miał problemy nie tylko z odrobieniem strat, ale nawet ze znalezieniem się pod polem karnym Arki . Trener Rumak zdjął Alvarinho i posłał do ataku Bence Mervo, ale przełożyło się to tylko na strzał Węgra w trybuny. Wrocławianie praktycznie nie istnieli na boisku, a ich bezradność obrazuje strzał Bilińskiego (po ładnej centrze Dankowskiego) prosto w… Mervo. Ostatecznie wynik już się nie zmienił.



Śląsk Wrocław – Arka Gdynia 0:2 (0:0)

Siemaszko 57’, Marcjanik 60’



Śląsk Wrocław:(stroje: zielone) Pawełek - Dankowski, Celeban, Dwali, Pawelec - Engels, Kokoszka, Stjepanović, Alvarinho (67' Mervo) - Morioka, Biliński Trener: Mariusz Rumak

Arka Gdynia:(stroje: żółto-niebieskie) Jałocha, Socha, Marcjanik, Sobieraj, Marciniak - Vinicius, Kakoko, Łukasiewicz, Wojowski (85' Błąd) - Hofbauer (78' Szwoch) - Siemaszko (90' Stolc) Trener: Grzegorz Niciński



Żółte kartki: Stjepanović, Pawelec

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski